5. Wątpię, żeby zwiadowcy pchali się w trudno dostępne obszary, oni po prostu wypatrują czego na horyzoncie(np. wroga), zresztą samo poruszanie sugeruje, że nie ma patyczkowania, jedziemy przed siebie.
Wydaje mi się, że jakby dostali zadanie "zlokalizowania KRYJÓWKI" to na 100% właziliby w każdą dziurę, żeby ją znaleźć tylko takie małe ale - o jakich kryjówkach mówimy? Takich w stylu Robin Hooda, że mamy gęsty las, gdzie nic nie widać nawet w dzień i jak się odsłoni drzewka i pójdzie dalej ścieżką to znajdzie się obóz? Nawet Niemcy mieli ogromne problemy ze znalezieniem polskiej partyzantki na leśnych terenach, a co dopiero jak mówimy o średniowieczu gdzie lasy były znacznie bardziej gęste.
Wiadomo z historii, że partyzantka bez zapasów z zewnątrz (żywność od wieśniaków/pomoc militarna od kogoś - np. pomoc dla Vietcongu od Ruskich/Chin) nie przetrwa, dlatego w takim queście najbardziej pomocni powinni być wieśniacy, którzy wyjawiliby nam (za drobną opłatą) kryjówkę bandytów. Wiemy też, że bandyci stosunkowo rzadko zmieniali te kryjówki, ponieważ przygotowanie ich trochę trwało. Quest ten można było usprawnić ale autorzy gry woleli go uprościć, chociaż im nie wyszło (z powodu porąbanych spawnów tychże kryjówek). Moim zdaniem kryjówki powinny ISTNIEĆ, a dokładniej pojawiać się dopiero, wtedy gdybyśmy pogadali z wieśniakami o ich położeniu (wtedy zgodnie ze skryptem kryjówka powinna się spawnować).
Co o tym myślicie?
P.S. - co do agresywnego oprycha w karczmie/tawernie. Chciałbym też dodać, że w tawernach nie czuć typowego klimatu jaki był w takich miejscach, to nie są karczmy jak te w np. Piratach z Karaibów, gdzie w wyniku pijaństwa wszyscy zaczynali się bić niczym w westernach (lub nasza szlachta w naszych karczmach). Wtedy taką nagrodę mógłby dostać jakiś kozak, który wparowałby, spuścił by wszystkim łomot i przywrócił ład. Oczywiście to strasznie dużo roboty dla programistów, a w M&B questy nie odgrywają jakiejś większej roli - wykonujemy je na początku gry, żeby troszkę podreperować nasz portfel i nastawienie lordów do nas - to tyle. Później to już tak naprawdę tylko polityka, polityka i jeszcze raz polityka (nie wiem jak wy ale w momencie kiedy zostałem królem praktycznie nie walczę, bo ogłaszam się marszałkiem, zwołuję chłopaków i to oni dla mnie walczą, a ja sobie siedzę i oglądam bitwę - jak mi się znudzi to przywalę komuś toporem i tyle :D).