.//Wabciu jedna uwaga, nie pisz, że coś zobaczyłeś czy kogoś znasz bo to GM o tym decyduje. Ty jedynie piszesz o podjętych działaniach, a ja decyduje co widzisz, czy atak ci wychodzi i tak dalej. Dealera i tak spotkasz bo i tak miałem w podobnym kontekście wysłać cię do slumsów.//.
Skaggs
Vivaldi szepnął.
-Te pieprzone elfy zostawiły jakiegoś niedobitka, którego znalazł zwiad. A on wszystko wyśpiewał. Komanda całego nie złapią, ale nami się zadowolą.
Może ci się wydawało, ale gdy Vivaldi to mówił głos mu się załamywał.
-Jutro nas publicznie połamią kołem, przypalą rozgrzanym drągiem, obedrą ze skóry i najkulturalniej w świecie powieszą. Kurwa, ale gówno. Nikt nas z tego nie wyciągnie nawet mój krewniak, który prowadzi tu bank.
Teraz miałeś pewność, Vivaldi był cholernie zdenerwowany i ledwo do ciebie mówił. Wdepnąłeś w niezłe łajno. Gdy gapiłeś się bez sensu po twarzach współwięźniów do lochu wszedł człowiek, w mundurze dowódcy straży miejskiej. Znałeś go, już nie raz oglądałeś jak Vincent Meis na ulicach łapał złoczyńców, zawsze gotowy do ratowania biednych wyzimskich sierot, zasrany bohater. Vincent zwrócił się do siemka.
-Już cała trójka jest w lochu?
-Apsssik, tak szefie tylko jeden pałą po łbie dostał i musieliśmy go wrzucić do celi. Teraz se grzecznie śpi, ten parszywy morderca.
-I dobrze, wprowadźcie mi tego drugiego krasnoluda do mojego biura. Vivaldiego zostawię sobie na koniec. I Siemko do cholery ile razy ci mówiłem nie ćpaj mi na służbie !
-Apssssssik.
Siemko wyprowadził cię z celi, i zaprowadził do pomieszczenia z zamkniętymi drzwiami, do którego wcześniej wszedł dowódca straży. W środku był tylko jeden stół i dwa krzesła, w tym jedno zajęte przez Meisa. Na środku stołu stała jedna świeczka, Vincent coś czytał. Siemko pchnął cię do przodu i wyszedł zasuwając rygiel. Gdy rozejrzałeś się po pokoju w ścianie zobaczyłeś mały wylot w sam raz by przez niego podsłuchiwać lub strzelić z kuszy.
-Usiądź Skaggs. Nie pytaj się skąd znam twoje nazwisko, mam wszystko tutaj w protokole. A więc bądź tak dobry i opowiedz mi całą historię. Od początku i nie kłam, bo kłamstwo boli.
Etibald
Kiedy usiadłeś, podszedł do ciebie barman z brudną ścierą. Wytarł nią stół, który po tym zabiegu wydawał się jeszcze bardziej ubrudzony niż wcześniej. Spojrzał na ciebie, był to gruby, parchaty łysiejący facet, gdy otworzył do ciebie usta by spytać co podać uderzył cię zapach nigdy nie mytych zębów. Kiedy mówił spostrzegłeś, że ich praktycznie nie ma, a te które ma są w niewiele lepszym stanie niż cały ten zakład.
-Oberżysto idź po piwo dla mnie i mojego konfratera.
-Konfra.. co ?
-Gówno, dwa piwa powiedziałem.
Człowiekiem, który podszedł do ciebie był wysoki jegomość o szczupłej pociągłej twarzy. Nie wyglądał jak większość biedaków, wręcz przeciwnie wyróżniał się czystością. Oczywiście nie mówimy tu o codziennych kąpielach, ale nie śmierdziało od niego tak mocno jak od innych. Był to twój znajomy dealer.
-Etibald, co cię sprowadza do tej nory ? Nie wiesz, że czarodziej może tutaj dostać bęcki od byle pachołka ? Nawet się nie zobaczysz kiedy padniesz z nożem w lędźwiach.
Diana
Uczta dobiegała końca, dziewczyny były prawie rozebrane. Beczki zostały w połowie opróżnione. Jeden ze szlachciców głośno chrapał, drugi zniknął gdzieś z jedną z dziwek. Twój gospodarz nadal nie dobierał się do ciebie i wydawał się mniej pijany od reszty. Ale nie było to nic nadzwyczajnego po prostu nie rzucił się na alkohol jak kot na mysz w przeciwieństwie do innych biesiadników. Właśnie jeden ze szlachciców zwalił się pod stół wylewając resztę kufla na piękny dywan. Usłyszałaś jak ze schodów ktoś schodzi, był to służący twojego pana. Bez słów podszedł do gospodarza i powiedział mu coś na ucho, pan domu jakby spochmurniał. Wstał uprzednio cię przepraszając. Jedyne co ci udało się usłyszeć to : ...w piwnicy...
Kiedy pan wyszedł z pokoju ze sługą, wyjściem za twoimi plecami, jeden ze szlachciców przysiadł się do ciebie.
-Witaj gołąbeczko, tylko baczyłem kiedy nas Mordar ostawi samych...hick...
Czknął i przycisnął cię do ławy, włożył ci ręce pod spódnice i ściągnął majtki. Puścił cię na chwile by wyciągnąć zawartość swoich gaci.
Griffin
Kiedy schodziłeś po skałach, szło ci się o wiele lepiej niż podczas wcześniejszej wspinaczki pod górę. Koń był tego samego zdania i trącił cię głową byś puścił uzdę. Wreszcie zeszliście ze stoku górskiego i znaleźliście się pod zagajnikiem, nad którym widziałeś dym. Konia przywiązałeś do drzewa i ruszyłeś dalej uważając by stąpać jak najciszej. Nie wychodziło ci to jednak zbyt dobrze co jakiś czas jakaś sucha gałązka łamała się pod twoją stopą. W oddali zobaczyłeś ogień, nie był to żaden pożar lecz najzwyklejsze w świecie wypalanie runa leśnego by móc potem wybudować w tym miejscu jakąś budowlę. Uprzednio jednak wycięto drzewa, pale zostały ułożone od strony, od której szedłeś, a więc mogłeś łatwo się za nie przekraść i wszystkiemu przyjrzeć. Tak jak podejrzewałeś nie było to żadne elfie Komando tylko wojsko Lyryjskie. Poznałeś to po oznaczeniach na mundurach. Najprawdopodobniej budowali tutaj posterunek lub wieże obserwacyjną. Zagajnik nie był zbyt gęsty i wysoki, więc mogli to wykorzystać by ukryć budowlę przed niechcianymi oczyma, jednocześnie sami mieli by widok na góry. Po szybkim przeliczeniu było tu około dziesięciu zbrojnych i drugie tyle drwali.