Monte Cassino, miało sens militarny jako zwycięstwo aliantów we Włoszech, a raczej bardzo ważny krok ku ostatecznemu zwycięstwu. Polacy zajmując klasztor, przyczynili się do pokonania Hitlerowskich Niemiec w małym stopniu, ale zawsze. Co do powstania warszawskiego to była największa przegrana bitwa w dziejach Polski (znajdź większą porażkę, w starciu o jedno miasto/pole bitwy). Akowcy chcieli zabijać Niemców(profesor historii zapytany o to, opowiedział, że były osoby które chciały to powstrzymać, ale już wszystkim tak się spieszyło by wyrównać rachunki z Niemcami) z rozkazem czy bez rzuciliby się.
Waldzios, twojej drugiej części wypowiedzi nie umiem skomentować. O co Ci chodzi z 6mln? Moim zdaniem nie możesz, twierdzić, że okupacja była straszna więc powstanie musiało wybuchnąć, nawet jeśli nie miało szans na zwycięstwo, a Churchill był normalnym politykiem, który był zdania, że trzeba się kierować rozumem nie sercem w polityce.
Kolejna sprawa data wybuchu powstania. Polacy, a raczej wspaniałe AK nie zaczęło walki w momencie np. odwrotu Niemców bo np. zdobyciu przez Rosjan przyczółka. Bali się, że AL i PPR rozpoczną walkę pierwsi a lud ruszy za tymi którzy dadzą możliwość bicia Niemców. Wtedy bohaterami "dnia" byliby komuniści. Zresztą z tego co pamiętam na naradzie przed wybuchem powstania któryś z dowódców przewidział, możliwość, bierności sowieckiej. Tak samo jak brat Napoleona przed bitwą pod Waterloo bał się prusaków, i o tym i o tym mniej się mówi by nie demaskować, trochę krótkowzroczności ludzkiej :)
Powstanie miało jedną szansę na powodzenie. Że Niemcy wycofają się, zostawiając część broni licząc, że w ten sposób wbiją klina między aliantów zachodnich i ZSRR. Czyli, w 1944 Stalin musiałby określić walnie swój stosunek do Polaków i jeśli zgniótłby powstanie, to Niemiecka radiostacja "wanda"(bodajże?) mogłaby dalej nakłaniać polaków we Włoszech do dezercji podając sensowne argumenty. Hitler po zamachu jednak oszalał do reszty i nie wykorzystał szansy jaką dali mu Polacy.