Forum Tawerny Four Ways

Rozmowy Różne => Wasza twórczość, pasje, hobby, działania => Wątek zaczęty przez: LordzFc w Stycznia 12, 2010, 23:16:11

Tytuł: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Stycznia 12, 2010, 23:16:11
Nie zauważyłem jeszcze na tym forum tego typu tematu. Nie wiem też czy dobrze trafiłem, wrzucając go w ten dział, więc jeśli źle żem to zrobil, proszę o odpowiednie przeniesienie go.

No dobrze, ale w ogóle co to jest ARR? Skrót ten daje się rozwinąć na trzy słowa: After Action Report - dosłownie to oznacza raport z działania, które było wcześniej(no mniej więcej). W praktyce chodzi o granie i pisanie z relacji. Tak w skrócie. Formy są różne. Widziałem ARR'y w strategiach globalnych, to czemuż tutaj nie może być? W końcu w M&B też kreuje się historię samemu.

Gram na modzie Kill the Infidel, na poziomie najłatwiejszym. Nie, nie chciałem sobie tutaj głowy zawracać kolejną przegraną bitwą/ oblężeniem. I tak dość czasu zajęło mi skompletowanie odpowiedniego wyposażenia, a poza tym raczej, liczy się treść. Proszę, więc nie zwracać uwagi na to jak grałem, ale bardziej na wartość merytoryczną tekstu pisanego. No to tyle ode mnie.

 Zapraszam do czytania.


Rozdział I Saone-Saladin


(http://files.myopera.com/LordzFc/blog/mb-20100112-170707.png)

Spotkałem go na Ziemi Świętej. Jechał na koniu w raz z gromadką radosnych rycerzy, z czego większość należała do Zakonu Świętego Tomasza. Wyglądał młodo, acz widac było na nim blizny, świadczące o dosyć burzliwej przeszłości.
- Godfrydzie, dziś jest chyba jedyna okazja, na to co com chciał Ci powiedzieć odkąd mnie uratowałeś z morza.
- A cóż mi powiesz, towarzyszu?
- Historię mego życia.
- Opowiadaj więc, opowiadaj.
- Cóż, jak sam zauważyłeś, sporo na mym ciele znaków. Nie skrywam, walczyłem sporo. Tysiące dusz padło ofiarą mych rąk. Wszystkie zabijałem bez litości. Bitew stoczyłem przedużo. I w pewnym momencie zdecydowałem się na wyjazd do tego miejsca, do Ziemi Świętej,by odkupić uczynki popełnione względem ciała i duszy. Kiedy uratowałem Joannitę z zasadzki, dostałem hojne wynagrodzenie za ten czyn, jak i propozycję zostania jednym z nich. Bez wachania zgodziłem się na to. Dostałem z miejsca, doskonałego konia bojowego, jakim do dziś jeżdżę. Czort mi pecha zesłał i w pewnej sprzecce śmiertelnie zraniłem brata zakonnego. Zostałem wydalony, a sam mistrz zakonu rzucił na mnie klątwę. Póki co nic nie dała. Widać po której stronie jest Bóg - powiedział z przekąsem - Ale pomimo tego, nie porzuciłem postanowienia i dalej brnąłem aby dotrzeć do miejsca, gdzie Pan na krzyżu umarł. Spotkałem zakonników N.M.P, z czarnym krzyżem na tarczy. Kiedy zapytałem się, jak dotrzeć do Genui, oni również pytanie zadali. Ekhm, propozycję dali, ażeby zostać ,,Krzyżakiem". Dalsza podróż odbyła się bez większych nieprzewidzianych trudności. Morze było spokojne i bez obaw dotartliśmy tu. Diobeł czuwoł nady mną i mi kolejne nieszczęście zesłał - zasadzkę Saracenów. Wybili do nogi wszystkich oprócz mnie, a ja uratowałem się z trudem z tego. Kiedy zjawiłem się w siedzibie zakonu, obarczyli mnie winą. W ramach pokuty nakazali mi podbicie jednego z zamków Muzułmanuf. Teraz widzisz mnie tutaj z tą bandą wesołych i gotowych na wszystko rycerzy. Ich wszystkich uratowałem z niewoli innowierców. Mamy cel - zdobycie Saone-Saladin. Twierdzy górskiej, która posiada jedną wielką zaletę - mały garnizon. Uda nam się. W końcu Bóg jest po naszej stronie - powiedział to z taką pewnością, że utwierdził resztę żołnierzy, iż zamek jest do zdobycia.

- A Ci Joannici? - wzkazałem ręką na czterech braci zakonnych.

- Myślisz, że wszyscy trzymają urazę do mnie? Nie mierzy się ludzi jednaką miarą, Godfrydzie. - z uśmiechem na twarzy pojechał dalej, a ja postanowiłem się przyłączyć do tej zgrai i zrelacjonować to co oni zrobili.

Potężne, żółte mury Saone-Salidin budziły lęk nawet samego Stanisława z Radomska. Niemniej pokuta, to pokuta. Bóg był z wyznawcami i prowadził ich do zwycięstwa. Dla naszego zbawienia Jezus umarł na krzyżu, a my go teraz nieśliśmy. Za jego pomocą dowódca postanowił przeczekać dziesięć dni i dać obrońcom czas na wykonanie rachunku sumienia. I tak musieli umrzeć, bo oni myśleli, że to Allah jest stwórcą wszystkiego, a my że nie, bo Jahwe. Innowiercy się mylili. Tylko nasza wiara jest nieomynalna i jedyna prawdziwa. Dlaczego, więc Saraceni mieli żyć, skoro wierzyli w Allaha ? Bóg mi powiedział we śnie, że ich trzeba zabić. Ukazał się w postaci miecza wibrującego nad zamkiem.

(http://files.myopera.com/LordzFc/blog/mb-20100112-173231.png)

Nieoczekiwanie w dniu naszego ataku, Muzułmanie zrobili wypad za mury twierdzy. Spora grupa zaatakowała nasz obóz.Bóg jednak zbudził mnie ze snu i w porę zauważyłem napastników. Błyskawicznie obudziłem rycerzy i Ci z pieśnią w ustach wbiegli w szeregi innowierców. Nie było dla nich litości. Będą się smarzyć w piekle za ten uczynek wobec nas. Powątpiewam co prawda, aby Szatan ich torturował, w końcu to jego wyznawcy, ale zawsze miłosierny Bóg może zesłać z nieba anioła, jaki z radością sprawi trochę bólu wyznawcom Allaha(czyt. diabła)Po skończonej potyczce nasz dowódca postanowił im dać kolejne dziesięć dni, tym razem na zmianę wiary.

Czas oczekiwania do ostatecznego rozwiązania kwestii muzułmańskiej, upłynął w jedzeniu mięsa, mięsa i mięsa. Nasz mentor, Stanisław, przywlekł z zakonów oszczędność w tej dziedzinie prowadzenia wojny i nie zamierzał kupić choćby beczki miodu, dla urozmaicenia posiłku. Nie! On uważał, że my mamy walczyć a nie jeść. Ach, co za człowiek... A Templariusze to nawet piwo z browarów czeskich mają. My jednak odbywaliśmy pokutę w raz z naszym dowódcą. Tłumaczył się, że post wzmacnia ciało i duszę, a także przygotowuje do wejścia do raju. Bóg ponoć woli osoby szczupłe w swym królestwie. Przyznajmy się, Stanisław kłamie. Mi opat z Ebeleben, trochę przygrubawy chłop, ale poczciwy, mówił że stwórca cieszy się na widok dobrze odżywionych.

(http://files.myopera.com/LordzFc/blog/mb-20100112-173851.png)

Nadszedł dzień ataku. Drabiny ustawili chłopy z okolicznych wsi, którzy po utracie kilku towarzyszy, z radością zmienili wiarę. Obrońcy tego nie zrobili, musieli, więc zginąć. Cóż, nie każdy rodzi się mądrym. Rycerze błyskawicznie dobiegli do jedynej drogi prowadzącej do środku zamku i poczęli wchodzić dosyć powoli na drabiny. Wiadomo - zbroje nie ważą tyle co piórko, ale łucznicy nie mieli sił by przebić ciężkie pancerze wyznawców Chrystusa.

(http://files.myopera.com/LordzFc/blog/mb-20100112-174128.png)

Nie mieli litością do wyznawców Diabła! Każdy kto stanął na ich drodze ginął w mig.(,,Rach, ciach i już", jak to mówi Stanisław) I Ci nagle poczuli kto jest silniejszy. Dopadła ich bojaźń boża. Oddali swe mury i toczyli boje zażarte o schody jedne. Szatan urok na nich rzucił! Bez tego by tak się nie bili zawzięcie. ,,Allah Akbar!"  Jak jeden głos, dziesiątki ust krzyknęły te słowa. Rzucili się na nas, jak my na nich. Bezlitośnie zabili kilku rycerzy św Tomasza, których widocznie Bóg zapragnął mieć u swego boku, by tam pod jego przywódctwem toczyli boje ze Diabłem, w piekle mieszkającym. Wracając do samej walki.

(http://files.myopera.com/LordzFc/blog/mb-20100112-174225.png)

 Nasi bohaterowie, bo tak ich najlepiej nazwać, wytrzymali tę szatańską nawałnicę i skończyli z raz na zawsze z innowiercami. Piękny zamek został zdobyty. Oto wyznawcy prawdziwego Boga, pokazali, że potrafią wygrywać nawet z wojskami Upadłego Anioła.

(http://files.myopera.com/LordzFc/blog/mb-20100112-174612.png)

Jednak nasz przywódca zmienił plany. Saone-Saladin nie odda zakonnikom N.M.P, ale stworzy własne królestwo. Od teraz jego celem nadrzędnym stała się Jerozolima. Aby ją odbić musiał oprócz tego znacząco osłabić władzę wyznawców Allaha w tych okolicach. Inaczej mówiąc - na gruzach ich miast stworzyć imperium, w którym Chrystus umarł tysiąc lat temu.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Grievous w Stycznia 12, 2010, 23:47:58
Bardzo mi się podoba, interesująca historia. Na forum były już ARR-y lecz twój różni się tym iż ma więcej tekstu i mniej obrazków. Mimo to gdybym miał oceniać w skali od 1 do 10 daje 8+
Obyś częściej raczył nas swoją twórczością.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Francysh w Stycznia 12, 2010, 23:51:03
Pozwolę sobie ocenić tekst pod względem literackim. Bardzo dobrze ;] Celująco nie ale czytało mi się z przyjemnością, liczę na jeszcze nie jeden i nie dwa Twoje AAR. Może pomyślisz, żeby tworzyć coś takiego na forum cyklicznie? Ja jestem jak najbardziej za!
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: SirSalvadin w Stycznia 13, 2010, 09:13:22
Super się czytało, naprawdę bardzo bardzo dobre daje mocne 9/10 bo widac że się troszkę napracowałeś :) Jeszcze raz naprawdę bardzo dobrze to zrobiłeś.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Barudokuku w Stycznia 13, 2010, 11:43:43
Opowiadanie ciekawe, ale taka prośba: na przyszłość przy ARR-ach wyłączaj komunikaty bitewne, a skriny z mapy rób po 'przejściu' wszystkich. Będzie sto razy lepiej.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Axel w Stycznia 13, 2010, 13:56:16
Mi się bardzo podobało , w skali 1-10 oceniłbym na 9+ , czekam na więcej tego typu opowiadań:)
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Balian w Stycznia 13, 2010, 13:58:49
No, masz waćpan wyobraźnię !
Bardzo ładnie opowiadanie, a jeżeli waść lubi opowiadania to polecam zagrać w mod Weeding Dance :D

8+/10
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Stycznia 13, 2010, 14:05:59
Kolejny odcinek napiszę jutro albo i dziś. Choć ta druga możliwość dosyć nikłe podstawy ma. Mam jutro próbny test z matematyczno-przyrodniczego i trzeba powtórzyć co nieco. Inna sprawa - człowiek nie samą nauką żyje, więc opcja nr 2 też w pewnym stopniu wchodzi grę.

Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Stycznia 16, 2010, 11:00:10
Drugi rozdział ARR'a. Wybacznie poślizg. Napisany w innej formie, co może się i komuś nie spodobać, że nie trzymam się spójności całego ARR'u, ale niech to będzie. Piszę w takims stylu w jaki mogę włożyć na daną chwilę najwięcej serca i dzięki czemu uczynić go lepszym. Zapraszam co czytania.


Rozdział II Zabić, złupić, spalić


Trzynasty dzień od zdobycia twierdzy Saone

Zamek Saone, już bez cząstki ,,Saladin", był doprawdy idealnym miejscem na odpoczynek. Grube mury chroniły przed rzezimieszkami, załoga zamku przed regularną armią, a odpowiednia ilość pożywienia przed wygłodzeniem. Kiedy na dziedzińcu, w palącym słońcu  pracowali nad wieżą więzienną muzułmańscy krześcijańscy robotnicy, ja piłem wino sprowadzane z pobliskich wiosek i niby nadzorowałem tą chałastrę. Niby, gdyż i tak radzili sobie wspaniale beze mnie. Co tam ja, Bóg im pomoże. W końcu jest po naszej stronie. A te słoneczko to mi chyba za dobrze robi.

Czternasty dzień od zdobycia twierdzy Saone

Wrócił dziś nasz dowódca. Przyjechał ze sporym towarzystwem. Pewno tam dawnych jeńców Saracenów. Cud, że przeżyli te ich ich wieczne pielgrzymki do Mekki. Wygłodniali, spragnieni i zmęczeni. Postąpiłem według wzkazań Jezusa i ich nakarmiłem, napoiłem a także dałem miejsce na odpoczynek. Niechaj wypoczywają, bo kilka dni bożych dni, będę musieli ponownie iść w drogę.

Pan Stanisław powiedział mi, że mnie też weźmie. No cóż, koniec  z sielskim, niemal wiejskim życiem. Oj będzie się walczyć, zabijać szatanów i gwałcić chłopki. Pomijając pierwszą czynność, nader się cieszę z wyprawy. Może nareszcie doznam odpuszczenia grzechów, a także trochę przyjemności za zabawy z miejscowymi niewiastami.
 
Dziewiętnasty dzień od zdobycia twierdzy Saone

Wyruszyliśmy skoro świt, zaopatrzeni w spore zapasy wody oraz mapę okolic, ażeby łatwo trafić do wiosek, gdzie będzie można się przespać. Jak mówi dowódca, celem naszym są osady okalające Edessę i pobliskie zamki. Nie, nie zaatakujemy murów miasta i twierdz. Jesteśmy jeszcze zbyt słabi. I tak powinniśmy im popsuć humor z powodu pozażynanych niewolników oraz mniejszej ilości piekelnego jedzenia na ich stołach. Stanisław wziął niewiele rycerzy, ale za to jakich! Elitarnych. Najlepszych z najlepszych. W porównaniu do ledwo co od pługa wziętych chłopów Saracenów... Nie, tutaj nie ma co porównywać.

(http://i47.tinypic.com/ienshu.png)

Dwudziesty drugi dzień od zdobycia twierdzy Saone

Noc przespaliśmy w obrębie murów Antiochii. Mili i życzliwi tam są ludzie. Widać, że bardzo gorliwie wierzą w pana naszego, Jezusa Chrystusa. W tawernie spotkaliśmy kilkunastu Templariuszy z hrabstwa Edessy. Postanowili się do nas dołączyć za darmo. W końcu cel ten sam. Oni też chcą odbić swoją dawną stolicę. My też, tyle że dla siebie. Oczywiście o tym nie im nie powiedzieliśmy. Grunt w tym, że będą wspólnie z nami walczyć i umierać.

Do pierwszej z wiosek doszliśmy w samo południe. Nikt się nie spodziewał sił krzyżowców, nikt nie bał się śmierci. Do końca dnia wesoło ganialiśmy za chłopami. Odcinaliśmy im członki, aby więcej diabłów nie było, kobietom w ciąży wsadzaliśmy do brzucha, uprzednio rozciętego myszki, a na dzieciach sprawdzaliśmy jak ostre są nasze miecze. Niestety patrol Saracenów zauważył, że się bardzo dobrze bawimy i postanowił nam przeszkodzić w zabawie.

Z trudem odeszliśmy od naszych zabaw i ustawiliśmy się w szyku obronnym przed osadą. Ledwo te diabły podeszły, a my w nich biegliśmy i poczeliśmy wymachiwać przed sobą, tym co mieliśmy pod ręką. Po chwili wszyscy muzułmanie wrócili już do swego pana - Szatana. My tym czasem kontynuowaliśmy zabawę. W końcu już nikt nie został do zabicia. Jedyne co mogliśmy zrobić aby było efektownie, to podpalić wiochę. Oczywiście każdy uznał ten pomysł za wspaniały i nie byłowy o tym, ażeby nie zapalić tych chałup . Ładnie one wyglądały w nocy. Bardzo wręcz ładnie.

Dwudziesty drugi, dwudziesty czwarty, dwudziesty piąty, dwudziesty szósty i dwudziesty siódmy dzień od zdobycia twierdzy Saone

Upłynęły niemal tak samo jak dwudziesty drugi. Z tą różnicą tylko, że nikt już nas nie atakował. Wyprawa miała się ku końcowi. Łupy zabrane, wioski zniszczone, a Saraceni głodni. I o to nam chodziło. Wracaliśmy dumni z sukcesów jakie odnieliśmy tam, w pobliżu Edessy. Templariusze, którzy pochodzili z tych okolic wiedzieli, że jeszcze tam wrócą i odbiją ich dawne domy, dlatego też od nas nie odeszli. Mieliśmy tyle jedzenia i inszych towarów, byliśmy tak na nasyceni, zmęczeni, że aż prosiło się aby nas zaatakować. Edessanie tego nie zrobili i stracili chyba najlepszą okazyję na zniszczenie naszego oddziału.


Trzydziesty dzień od zdobycia twierdzy Saone

Wróciliśmy. Nareszcie powitały nas znajome mury Saone. Oto my, bohaterowie mogliśmy nareszcie wypocząć. Na to czekaliśmy od jedenastu bożych dni. Wieża więzienna znacznie urosła w tym czasie. Jednak ja miałem inne zadanie - doglądać budowy młynu pod zamkiem. No tak, kolejna ciekawa robota. Przynajmniej się najem, napijem i łodpocznę.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Grievous w Stycznia 16, 2010, 11:35:24
Dwudziesty drugi dzień od zdobycia twierdzy Saone
Najlepszy fragment ;) Bardzo fajna historia, ale mogłeś chociaż zobrazować zabijanie chłopstwa - ogółem trochę za mało screenów. No ale za 22 rozdział 9/10. Tak trzymaj!
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Axel w Stycznia 16, 2010, 13:35:22
Biedni wieśniacy :(
A tak pozatym 2 rozdział mi się bardzo podobał :)
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: nizyn w Stycznia 16, 2010, 14:01:15
 Super! Nawet się uśmiałem. Fajny styl pisania, trochę błędów ortograficznych (Muzułmanuf), ale ogólnie spoko. Dobre były fragmenty z "muzułmańskimi krześcijańskimi robotnikami", albo "cóż, nie każdy rodzi się mądrym". Zabawne było też z odcinaniem chłopom członków, "żeby więcej diabłów nie było". Czekamy na więcej, ocena 9/10.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Stycznia 16, 2010, 14:10:58
,,muzułmanuf" to błąd zamierzony.Jest jedna z podstawowych zasad ortograficznych, że końcówkę ,,ów" piszemy zawsze z takim ,,ó" a nie innym(,,u") i ją znam. Chodzi tam po prostu o pogardę w odniesieniu do ludzi tego wyznania.

Mogą być pewne braki przecinków i innych znaków interpunkcyjnych, acz je na bierząco poprawiam.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: strongmas w Stycznia 16, 2010, 14:55:10
Opowieść fajna ale nie powinieneś obrażać muzułmanów tylko dlatego że wyznają inną religię.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: nizyn w Stycznia 16, 2010, 15:23:19
 To nie jest żadne obrażanie, tylko ukazanie (błędnych, oczywiście) przekonań europejskich chrześcijan o Muzułmanach wpajanych im przez kler, więc to raczej tylko wyśmianie ciemnoty dawnych ludzi.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Stycznia 16, 2010, 15:42:53
To że piszę jako głęboko wierzący chrześcijanin nie oznacza, że nim jestem. Wręcz przeciwnie, przedstawiam inne wyznanie - naukę(bo w co ateiści mają wierzyć jak w nie dowody naukowców?) :)

Tak jak Nizyn napisał: chciałem pokazać jak myśleli wówczas Europejczycy. Osobiście nim nie mam do przedstawicieli odmiennych poglądów niż ja. Liczy się człowiek a nie co wyznaje.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Stycznia 21, 2010, 21:14:10
po raz kolejny jestem oszczędny w skrinach, ale za to hojny w tekście.

Rozdział III Krak Des Chevaliers

Psy! Skvrwykyepy! Djabły w Anjelej Skórze!
Zapłacą za to, że udzielić pomocy memv mentorowi nie chciały.
J o a n n i c i - tak syę zwą.
Nie bez powodv noszą czarne szaty. W końcu Szatanowi modły odprawjayą.
Saraceni od nich lepś. Bynaymnjey pomoc noszą sobie nawzayem.
Natomjast Cj ,,Krzyżowcy" nawet tyłka ze swego Krak des Chevaliers nje raczą.
Ale zgjną, ale będą się w pjekle smarzyć. Tylko jch warowniję zdobyć należy.

Ach przepraszam za ten nieuprzejmy ton. Wiem, mi pisarzowi takich słów zapisywać nie wypada. Wiem o tym i zaprawdę powiadam, nie powtórzy się to. Niestety sytuacja mnie w sensie pewnym zmusiła do tego. Czemu, dlaczego i po co? Odpowiem najdokładniej jak potrafię w trzecim rozdziale mej księgi, poświęconemu Zakonowi Św. Jana Chrzciciela.

Było południe. Ogromne mury warowni Joannitów robiły na naszej małej delegacji ogromne wrażenie. Przybyliśmy w celach pokojowych. No częściowo pokojowych, a w dokładniej ujmując, prosić o wsparcie w walce z Saracenami. Ten zakon był najbliżej nas, a zakonnicy z białym krzyżem często przemierzali tutejsze, okolice szukając zajęcia. Myśleliśmy więc, że bez problemu dostaniemy kilkudziesięsiu kolegów do pomocy w walce z tym diabelstwem. Ale nie. Mistrz odmówił. Odmówił i do tego chamsko. Twierdził, że wojna tutaj jest niepotrzebna. Jak on mógł?! W końcu innowiercy są naszymi wrogami od wieków! Papież nakazuje ich zabijać, a ten skurwypjep myśli inaczej! Heretyk jeden.
Stanisław nie zamierzał błagać na kolanach. Pogroził Joannicie, że wszyscy tutejsi mieszkańcy będą niedługo martwi(w imię Boga i Papieża), następnie wyszedł otwierając z całą swą siłą wrota, przy okazji rozganiając straże. To już nie przelewki. Konflikt wisiał w powietrzu. Nasz mentor miał swiadomość, że jeśli zaatakuje tą warownię to także się narazi Księstwu Antiochii, ale przecież Bóg jest po naszej stronie.


(http://i50.tinypic.com/a4y69x.png)


Minęło kilka dni od tego dramatycznego i brzemiennego niedługo w skutkach wydarzenia, a my podążaliśmy do twierdzy Templariuszy, będącej pod protektoratem hrabstwa Edessy. Tak, tego z którego pochodzili rycerze, jacy do nas w wyprawie do wiosek Saraceńskich dołączyli. Oiecaliśmy odbić dawną stolicę. Na razie nawet się do tego nie kwapiliśmy, a poza tym nasz konflikt z Antiochią był im nawet na rękę. Też ich nie lubili.
W Baghras zostaliśmy ciepło przyjęci. Może to nie równać się z wjazdem Chrystusa do Jerusalem, niemniej widzieliśmy te pozytywne nastroje. Ludzie widzieli w nas zbawców tej ziemi. Nie mylili się. W końcu oczyścimy ją kiedyś z tych piekielnych pomiotów, jakimi są Saraceny. Ewentualnie pozostawimy ich, aby służyli nam, chrześcijańskiej rasie panów.
Przywitał nas mistrz Templariuszy. Po krótkiej wymianie prezentów, nasze delegacje usiadły przy wspólnym stole. Napiliśmy się wybornego wina z sycylijskich winnic, a następnie skosztowaliśmy mego ukochanego piwa z Pilzna. Doprawdy, lepszego trunku nie znajdziecie. Piją go tylko prawdziwi rycerze. Tak, więc kiedy uraczyliśmy się odpowiednimi posiłkami, rozpoczęliśmy poważne rozmowy. Na sam początek, nasz trochę zaalkoholizowany Stanisław uzupełnił swój program wyborczy o odbicie Kerak, dawnej warowni zakonników z czerwonym krzyżem. Po cichu w myślach zastanawiałem się, co on jeszcze powie wśród ludzi, aby ich do siebie przekonać. Przecie to nierealne, aby mieć tyle Saracenów wytłuc. Trzeba być Heraklesem, aby takie rzeczy robić. No tak, w końcu my jesteśmy herosami. Już tyle chłopów zabiliśmy. Później trwała już normalna pogawędka rycerzy. Ustaliliśmy w niej, że kiedy Templariusze odwrócą uwagę armii Antiochii, które zaczęły się nami interesować, my będziemy szturmować Krak des Chevaliers do skutku, aż mury w proch się obrócą. Po pełnej mocnych doznań nocy, wyruszyliśmy z zamku z dość silnym kacem.


(http://i49.tinypic.com/2uhw9hy.png)


Nie rozumiem jak można być kimś tak walki pragnącym, jak ten miszczunio. Banda chłopów szła, zaatakował ich. My też, bo chcieliśmy aby się wykrwawił później. W sumie te napady niepotrzebnej agresji miał osiem razy. Przyczynił się do znacznego pogorszenia stosunków Zakonu Św. Jana Chrzciciela z Księstwem Antiochii, za co mu będziemy dozgonnie wdzięczni w przyszłości. Przynajmniej to nie my wyszliśmy na agresorów, ale głupi rycerze z czerwonym krzyżem. Po 3/4 przebytej drogi, rozdzieliły się nasze armie. My poszliśmy szeroką jak statki Bizancijum drogą, wprost do paszczy smoka, a miszcz Templariuszy począł zwiedzać okolicę w poszukiwaniu osób pragnących znaleźć się w raju.

Widok ogromnych murów Krak des Chevaliers nie wzbudzał już w nas podziwu. Czuliśmy jedynie złość z powodu szyderszych uśmiechów na twarzy obrońców. Nie myją się brudasy, zęby do wymiany. Już nasze psy mają ładniejsze. Widać komu służą Ci podludzie. Myślą, że my ich nie pobijemy, ale wielce mylą się. Zginą jak Saraceńscy tchórze, którzy uciekali przed nami. Litości do tych kjepów nie będzie!

Nie, nie musieliśmy szturmować miasta. Joannici sami wyszli nam na spotkanie. Byli pewni siebie. Niestety to jest częstą przyczyną śmierci.W ich wypadku natychmiastowej. Wpadli wprost w naszą pułapkę - ziemię posmarowaną smołą. Wystarczyło strzałą łognistą puścić i po wypadowcach. Doprawdy, nigdy piękniejszych pochodni nie widziałem. I tak oto spełniła się wola Boga. Popełnili jeden z siemniu grzechów głównych, za co zostali ukarani. Od tego czasu przestali się z nas śmiać. Nawet głów śmiało nie wystawiali poza mury. Strach napełniał ich serca, a nasze radość i bojaźń boża. Dziesięć dni po rozpoczęciu oblężenia postanowiliśmy trochę zmniejszyć załogę zamku. Wypad był szybki prosty i skuteczny. Zginęło 69 Joannitów przy 12 poległych z naszej strony. Atak dostał miano udanego. Mieliśmy w planach je powtarzać aż do całkowitego wykończenia obrońców co pięć dni.

Tym czasem trwała dramatyczna bitwa mistrza Templariuszy. Bił się z miejącymi pięciokrotną przewagę Antiochijczykami. Przegrał i uciekł z niewoli. Dobrze, że się bił. Bóg mu to kiedyś wynagrodzi i w niebie będzie miał same dziewice, które tak kocha rozdziewiczać.

A plany stały się rzeczywistością i nikt nie śmiał pomóc biednym zakonnikom. Kolejne ataki ich wykańczały i Krak Des Chevaliers obracał się w ruinę. Piekną oraz zachwycającą zniszczeniami stertę gruzów. O to nam chodziło. Niech odmówienie pomocy rycerzom Zakonu Św. Jana Chrzciciela będzie nauczką dla przyszłych naszych przyjaciół. Niech wiedzą, że z nami to się nie zaczyna.

Ostatni i decydujący atak przypadł dwadzieścia dni od rozpoczęcia oblężenia. W ogóle niedawno zmogliśmy je, bo posłańcy wykryli zbliżające się armie Księstwa Antiochii. Nie mogliśmy spokojnie czekać aż umrą z głodu. Niestety, czas tutaj może zdecydować o porażce czy wygranej tej wojny.

W końcu po szesnastym ostatecznym szturmie padła ostatnia baszta i mogliśmy się zająć naprawą naszych zniszczeń. Trzeba było ten zamek przystosować do obrony. Na takiej kupce kamieni to nie stawimy czoła Antiochijczykom.
Przede wszystkim posprzątaliśmy ten bałagan jaki był widoczny, aby uzyskać pełen obraz sytuacji.Tyciące dziur w murach, wieże ścięte do połowy. Nie zaciekawie. Zdecydowaliśmy, więc że zbudujemy prowizoryczne wały ziemne wzmocnione drewnem z okolicznych oaz oraz kamieniami, jakich tu nie brakowało. To miało nam zapewnić obronę jako taką. Resztę da swoim wiernym wyznawcom Bóg.

Trzeciego dnia od zdobycia Kraka, Stanisław zadecydował, że weźmie najlepszych rycerzy i stosując taktykę wojny podjazdowej w końcu wykończy wrogie armie. Te ruiny dawnej twierdzy nie są najlepszą ochroną. Jego argumenty wydały nam się przekonujące, dlatego my posłuszni jego słowom pojechaliśmy za nim, zostawiając pracujących w pocie czoła żołnierzy i chłopów. Oto nadchodzą dni chwały Zakonu Św. Jana Chrzciciela.

(http://i48.tinypic.com/2ag3klz.png)

C D N


Ten pierwszy akapit zawiera celowe błędy, mające wczuć czytelnika w klimat. Dawniej, bynajmniej w Polsce nie pisano tak jak teraz. Mieli inne zasady ortograficzne, inną czcionkę i tak dalej.
http://my.opera.com/LordzFc/blog/2009/02/11/piesn-o-krolv-polskim-wladislawie-iiii-wielkim-slawnym-zawolanym-monarsze?cid=6979019#comment6979019  - przepisany przeze mnie XVII-wieczny tekst. Jak sami zobaczycie jest trochę inaczej ;)
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Grievous w Stycznia 21, 2010, 22:05:46
Taka potężna twierdza zdobyta przez bandę rycerzyków?! Trochę jak dla mnie to zbyt wydumane - ale czyta się bardzo przyjemnie, więc 7/10 jest jak najbardziej zasłużone.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: nizyn w Stycznia 21, 2010, 22:11:44
 Zajebiste opowiadanie. Najbardziej śmiałem się z tej ciemnoty narratora.

Cytuj
Twierdził, że wojna tutaj jest niepotrzebna. Jak on mógł?! W końcu innowiercy są naszymi wrogami od wieków! Papież nakazuje ich zabijać, a ten skurwypjep myśli inaczej! Heretyk jeden
Dobreee ;)

Cytuj
Na sam początek, nasz trochę zaalkoholizowany Stanisław uzupełnił swój program wyborczy o odbicie Kerak, dawnej warowni zakonników z czerwonym krzyżem. Po cichu w myślach zastanawiałem się, co on jeszcze powie wśród ludzi, aby ich do siebie przekonać. Przecie to nierealne, aby mieć tyle Saracenów wytłuc. Trzeba być Heraklesem, aby takie rzeczy robić. No tak, w końcu my jesteśmy herosami. Już tyle chłopów zabiliśmy.
Też super. Daję ocenę 8+/10. Dobrze byłoby zamieścić więcej screenów z oblężenia.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Stycznia 21, 2010, 22:16:39
Bóg był po stronie tych rycerzyków : ) No poza tym to ta armia składała się z najlepszych z najlepszych- wszyscy w zbrojach ciężkich, natomiast tam już nie było tak różowo. Dodatkowo należy dołożyć blokadę, obniżone morale, służbę szatanowi oraz charyzmę Stanisława. Tak, było do zdobycia. Atakujący uzupełniali straty(zapomniałem o tym wspomnieć) a obrońcy nie.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: sir Luca w Stycznia 21, 2010, 23:07:21
(...) bynajmniej (...)

Przepraszam ze się czepiam ale już któryś z kolei raz widzę że chyba nie wszyscy wiedzą co to słowo oznacza...
    *
      bynajmniej I «partykuła wzmacniająca przeczenie zawarte w wypowiedzi, np. Nie twierdzę bynajmniej, że jest to jedyne rozwiązanie.»
    *
      bynajmniej II «wykrzyknik będący przeczącą odpowiedzią na pytanie, np. Czy to wszystko? – Bynajmniej.»
cytat za internetowym słownikiem PWN

Nie znaczy to to samo co "przynajmniej", a takie słowo pasowałoby do kontekstu...
Więc taki apel, nie używajmy słów których nie znamy.

A wracając do tematu, bardzo przyjemne opowiadanie, widać że autor ma wizję całości i trzyma się ona (jak to się kolokwialnie mawia) kupy.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Stycznia 21, 2010, 23:57:15
poprawione
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: piotrmasteror w Stycznia 22, 2010, 19:42:17
o ile się nie mylę to wtedy pisano "yawruciłem" np. ponieważ zamieniali "z" na "y"

opowiadanie na 9/10, świetny klimat, poza tym pokazujesz głównie całą prawdę o tamtych czasach. to myślenie "sługów Boga" i to co ogólnie robili wygląda świetnie. poza tym, (to tylko moje myślenie) ja bym zamiast budować wały uzupełnił bym tym budulcem mury
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Axel w Stycznia 22, 2010, 21:24:40
Całkiem fajnie wyszło , co prawda nudniejszy od poprzednich , ale znowu nie aż taki zły. 7,6/10
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: nizyn w Stycznia 31, 2010, 22:11:45
Kiedy kolejna część? Ja sie doczekać już nie mogę! 
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: nizyn w Stycznia 31, 2010, 22:14:26
Proszę o usunięcie posta, piszę na komórce i czasami się dublują.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Stycznia 31, 2010, 22:24:39
Nie chcę pisać o czymś co było. Szukam pomysłu. Na siłę to pewnie kiepskie wyjdzie. A chcę jeśli już, żeby od odcinka trzeciego lepsze było. Tak, więc czekam na natchnienie i poszukuję co nieco. Zamierzałem skrobnąć o homoseksualizmie w średniowieczu, ale zbyt mało tym wiadomo.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: piotrmasteror w Lutego 01, 2010, 13:30:57
co do postu powyżej:

bułahahahaha ty naprawdę nie masz o czym już pisać hahahhahahha!
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Lutego 01, 2010, 15:00:08
Są rzeczy ciekawe i nieciekawe. Wydawało mi się, że homoseksualizm był dość interesującym zjawiskiem w średniowieczu. Chodziło mi bowiem o traktowanie tych osób. Nic nie znalazłem takiego o czym mógłbym napisać. Fakt, dowiedziałem się, że sporo władców miało zapędy homoseksualne(nawet ponoć nasz Kazimierz III zwany Wielkim), ale poza tym nic. IV rozdział będzie już wiem o czym, acz muszę to jeszcze skonfrontować z rzeczywistością i historycznością.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Lutego 02, 2010, 20:38:00
Bez skrinów za to z obrazkami. Ciężko byłoby odpowiednie zrobić :) Starałem się to napisać jak najlepiej. Moim zdaniem dość średni odcinek(autokrytyka :D). A waszym?


Rozdział IV Sprytna stuczka

Nasz Stanisław wjechał do miasta na czele naszej dość dużej armii. Dumny jak paw, ptak z krain dalekich co widzi piórami swymi. Wszyscy mieszkańcy Krak des Chevaliers jemu pokłony kładli. Wszyscy wiwatowali, wszyscy dary mu składali. Radość biła od każdego napotkanego chłopa, a ów ludzie krzyczeli głośno, że wybawicielami jesteśmy. Niektórzy nawet palmy na drogę kładli. Biegła przez główne bramy zamku, tak więc oferowała dość dużą pojemność na liście palm. Zwycięzcy szli, aż natrafili na meczet.Wyszedł z niego lekko pomiłowany* przez naszych rycerzy mułła  i sam pokłonił się Stanisławowi. Powiedział, że zmienił wiarę na jedyną prawdziwą, a swoich wiernych oddał nam. Osobom, które wiedziały, że jest tylko jeden Bóg i w niego należy wierzyć. W ich wypadku jedyną opcją nawrócenia była śmierć. Oferowaliśmy wiele sposobów na szybsze zmiłowanie. Najbardziej pożądanym, wybieranym przez tysiące zaufanych klientów stał się święty płomień. Oprócz tego niektórzy preferowali rozrywanie powolutku przez koniki nasze, wbijanie na poświęcone pale czy też, śmierć najbardziej rozgrzeszającą - na krzyżu.

(http://i343.photobucket.com/albums/o456/LordzFc/mier.jpg)
A ty jaki rodzaj nawrócenia wybierzesz?

Niechże jednak wrócę do treści ważniejszej - ten akt poddaństwa islamu widział tłum ludzi, a głównie liczni goście z Antiochii, Trypolisu, Akki i wszelkich miast z tej ziemi. Wielcy przegrani, wielkiej wojny. Oni, jednak tylko się patrzyli. I dobrze, że chociaż na tyle ich było stać. Najwięcej spośród przyglądających się przedstawieniu stało przebiegłych, bezbożnych J O A N N I T Ó W. Niechaj Bóg wreszcie coś z nimi zrobi, bo na te habity i surkoty z białym krzyżem patrzeć nie mogę. Chodzą takie mniszki i wygadują jaki to ważny pokój tutaj jest.  Mówią, że wierzyć każdy w swego boga może, ale to nieprawda. Jest tylko jeden bóg - nasz. Innych nie ma, albo są dziełami Szatana, na przykład ten żydowski, co kazał Jezusa zabić.

(http://i343.photobucket.com/albums/o456/LordzFc/joannici.jpg)
Oto prawidziwi Joannici

A Żydzi na palach pięknie zdobili trasę wycieczki naszego Stanisława. Doprawdy widok wspaniały. I jaka ulga, widzieć martwych potomków Judasza. Jednak to co dobre się kończy i trupy Izraelitów, ustąpiły miejsca zwęglonym ciałom nawróconych. Serce me radowało się, kiedy widziałem oczami wyobraźni jak nasz Bóg im w niebie wybacza i wysyła do piekła w ramach kary za życie w grzechu. Ale jakiż to wyrok, kiedy wszechmocny mówi Ci, że grzechy odkupione masz. Same usłyszenie tych słów jest moim skrytym marzeniem, a co dopiero takiej umierającej duszy. Ona nie wymaga aż tak wiele.

Kiedy parada zwycięstwa doszła do wrót kasztelu,  klucze do nich stary joannita przekazał Stanisławowi. J o a n n i t a - pies i woda zgnita. Czemu on musiał je przekazać a nie na przykład ja? Bóg mi to w niebie wynagrodzi. Nie, nie piekłem, ale ogrodem rajskiej rozkoszy, gdzie anielice będą mnie zabawiać... Piękna myśl. Dobrze, że nasz mentor nam też dał nagrodę. Za co? Za co, nam biednym i usłużnym krzyżowcom takie wyróżnienie? Za przedstawienie.

Chłopi bowiem z własnej woli, witać Stanisława nie chcieli, ale taki problem to nie problem. My, wręcz uwielbiamy robić tego typu zadania. Objechaliśmy każdą wioskę, która podlegała Krak Des Chevaliers. W każdej powoli zabijaliśmy trzy losowo wybrabane osoby. Najchętniej kobiety, bo można było je jeszcze zgwałcić, ale nie zawsze były odpowiednio ładne. Zabijaliśmy tych ludzi powoli. Na przykład mężczyźnie polewaliśmy członka wrzątkiem, oczy wypaliśmy pochodniami, szczękę łamaliśmy, tak jak inne kości i pozostawialiśmy na widoku. ŻADEN chłop nie mógł przestać patrzeć, bo inaczej taki sam jego los czekał. Ofiary powoli konały, a starszyzna wioski dawała nam do zrozumienia, że zdanie zmienili. Kiedy zaczęliśmy na poważnie przygotowywanie parady, po pewnym czasie uznaliśmy, że ci podludzie są baaardzo mądrzy. Nic im tłumaczyć razy dwa nie trzeba. Oni rozumieli to w mig! Czy to podejść pokłonić, czy to siebie zrobić wariata, pocałować chłopaka. Ci ludzi mogli wszystko. I za to w ramach nagrody to dostali kawałki ciał ich zmarłych w męczarniach kolegów. Myślę, że nawet nas rzeczywiście polubili.


*zabawa z językiem. W naszych krzyżowców rozumieniu pobić kogoś niewiernego to znaczy okazać mu akt miłości


edit: zagalopowałem się z tym piątym rozdziałem :D
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Grievous w Lutego 02, 2010, 21:24:51
Niestety muszę się z tobą zgodzić - ten rozdział nie przypadł mi do gustu. Krzyżowcy nie byli święci, ale Ci twoi to jacyś Hunowie! Nawet gorzej - pobratymcy Attyli potrafili się powstrzymać od waśni między sobą w obliczu wspólnego wroga. A opisani przez Ciebie rycerze mordują się nawzajem. Timur tyko mógłby się uczyć od nich okrucieństwa.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Lutego 02, 2010, 21:41:44
 Zaczynam myśleć już nad piątym rozdziałem(zmotywowany słabizną tego), który opublikuję, kiedy dopieszczę na 100%. Do końca tygodnia raczej będzie, acz nic nie obiecuję. Powinien być udany(przynajmniej w teorii ;P) i to na nim skończę tą opowieść, gdyż brakuje mi pomysłów na tego arr'a. 

Pozdro.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Lutego 05, 2010, 22:51:43
Myślę, że najlepszym ukończeniem tego ARR'u będzie poemat, nad którym dziś siedziałem niemal cztery godziny.  Związany z nim jedynie realiami. Można też tłumaczyć, że opisuje to jeden z żołnierzy Stanisława, ale po co :)



(http://www.evangelicalright.com/Crusaders.jpg)


A stali oni pod miasta murami,
Na białą flagę wytrwale czekali.

A nasze sztandary pięknie śpiewały,
Lśniące ostrza mieczy, krwi wrogów chciały.

Konie krześcijańskie naprzód ruszyły,
Wbiegły do rzeki, kopyta obmyły.

Piechota zwróciła ku nam swe drzewce,
Tarczami zakryła zbrojne prawice.

Saraceńska lekka kawaleryja,
Już strzałami nasze konie zabija.

Ale my wytrwale do celu jedziemy,
Każdego dzikusa mieczem bijemy.

Wdarlismy sie w rzędy muzułmanów,
Wsrod duszacego kurzu tłumanów.

Krew purpurowa na wszystkie strony tryska,
Lucyfer tutaj dusz legiony zyska.

Karyn - koń mój, martwy legł na ziemię,
zabiło go wstrętne arabskie plemię.

Zemsty chęci mój umysł opętały,
Zabiłem Saracenów kędy stali.

Zdjąłem hełm garnczkowy ze swej głowy,
ujrzałem trupów góry, żywych rowy.

A na kamieniu mnich siedział i krzyczał:
Koniec świata widzę, jak go Jan opisał!

Spojrzałem się na miasta wielkie mury,
Same krwiste trupy leżą u góry.

Wyznałem grzechy swoje wszelakie,
Na sąd boży czekałem z niesmakiem.

Takie piękne było ziemskie istnienie,
Bóg chce wydać ze mnie ostatnie tchnienie.

Lecz na szczęście mnich się mylił ze wszech miar,
Słońce zaświeciło, dało przyjemny żar.

Podeszłem pod Edessy żelazne bramy.
Na oścież otwarte przez tarany.

W mieście wolnym radośnie i gwarno,
Mnie, rycerza bohaterem nazwano.

Przetrwałem bitwę, wypiłem łyk wody,
Lecz nie otrzymałem Magdaleny nagrody.
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: Grievous w Lutego 06, 2010, 08:59:19
Bardzo fajne zakończenie, taka ciekawa odmiana. Mam nadzieję iż niedługo znów uraczysz nas swoją twórczością. Oby nigdy nie zabrakło Ci weny. 
Tytuł: Odp: ARR pt. ,,Pokuta"
Wiadomość wysłana przez: LordzFc w Lutego 06, 2010, 09:48:03
Jeśli chodzi o mą twórczość to aktualnie próbuję zdobyć co nieco czytelników na blogu na cdaction.pl (http://"http://forum.cdaction.pl/index.php?s=0f42bdd13592632a76227834bdf9db46&autocom=blog&blogid=1612&') plus niemal każdy tekst jaki napiszę walę na swój burdel (http://"http://my.opera.com/LordzFc/blog/") No cóż, chcę się trochę wybić ;)