na świecie istnieje reinkarnacja i właśnie dlatego się nie boje śmierci.Spotkałem się z ciekawą teorią na zbliżony temat :
Witam, chciałbym zaprezentować swoją teorię istnienia po "śmierci". Dalej wysuwam daleko idącą teorię o istnieniu iątego wymiaru ale zdaję sobię sprawę że to tylko moje teorie. Ciekaw jestem kto je podziela, kogo przekonam, a jeśli znajdą się rzetelne przedstawienia innych teorii skłonny jestem je rozważyć, gdyż jak zaznaczam moja teoria jest tylko teorią i choć może tak być wcale nie musi...
Zapewne każdy z was jest świadom swojego istnienia czyli można uogólnić - posiada świadomość istnienia. Czy ktoś z was nie pamięta swojej śmierci? Nie widzę rąk w górze , więc do czego zmierzam - CZŁOWIEK NIE JEST W STANIE ZAUWAŻYĆ SWOJEJ ŚMIERCI. Śmierci swojego fizycznego ciała - ponieważ to do czego zmierzam będzie o nieśmiertelności ŚWIADOMOŚCI ISTNIENIA. Nie chcę zanudzać nikogo, więc będę się streszczał - według mojej teorii - umierając nasze JA umiera. Umiera wszystko co wiemy, pamiętamy, czym jesteśmy. Natomiast nasza świadomość przenosi się na innego osobnika żyjącego - przejmuje jego doświadczenie, myślenie, jego JA. Dlatego właśnie nie potrafimy zauważyć że umarliśmy - Bo ŻYJEMY jako ktoś inny. Wszystko co było zapisane w mózgu - nasze doświadczenia, pamięć itp. ginie. Ale ciągle żyjemy i jestego świadomi że żyjemy. Czy ktokolwiek był z Was nieświadomy tego że żyje. Albo inaczej - czy był świadomy, że nie żyje? Wydaje mi się że nie ma takiej opcji. Rozwijając swoją teorię, moim zdaniem świadomość istnienia w czystej postaci stanowi któryś z wymiarów, w którym żyjemy. Może piąty może dziesiąty, nie jest to istotne, natomiast istotne jest to, że coś Nas wszystkich łączy na jakiejś płaszczyźnie. Przypadków połączeń jest wiele - wystarczy poszukać.
Interesuje mnie rzetelna polemika, kto podziela moją teorię, kto przedstawi rozsądne dowody, że nie ma prawa zaistnieć. Może ktoś ma lepszą teorię życia po życiu?
Zapraszam.
Ja może się nie boje... ale nie mogę sobie tego wyobrazić... tego, że kiedy umrę będzie koniec, nic nie będę czuł, nie będę na ziemi, nie będę nic widział... To tak jak podczas snu... Nie mogę sobie tego wyobrazić i jest to dla mnie niemożliwe - nierealne.
Z tego wynika że na świecie jest stała liczba ludzi.Nie do końca. Rodzą się też nowi ludzi i nowe 'dusze'(?). Nie potrafię tego tłumaczyć.
Tylko głupiec nie boi się śmierci.Wcale nie. Jeśli wierzysz we własne poglądy, tak naprawdę niczego nie musisz się obawiać.
"Zapewne każdy z was jest świadom swojego istnienia czyli można uogólnić - posiada świadomość istnienia. Czy ktoś z was nie pamięta swojej śmierci? Nie widzę rąk w górze , więc do czego zmierzam - CZŁOWIEK NIE JEST W STANIE ZAUWAŻYĆ SWOJEJ ŚMIERCI. Śmierci swojego fizycznego ciała - ponieważ to do czego zmierzam będzie o nieśmiertelności ŚWIADOMOŚCI ISTNIENIA. Nie chcę zanudzać nikogo, więc będę się streszczał - według mojej teorii - umierając nasze JA umiera. Umiera wszystko co wiemy, pamiętamy, czym jesteśmy. Natomiast nasza świadomość przenosi się na innego osobnika żyjącego - przejmuje jego doświadczenie, myślenie, jego JA. Dlatego właśnie nie potrafimy zauważyć że umarliśmy - Bo ŻYJEMY jako ktoś inny. Wszystko co było zapisane w mózgu - nasze doświadczenia, pamięć itp. ginie. Ale ciągle żyjemy i jestego świadomi że żyjemy. Czy ktokolwiek był z Was nieświadomy tego że żyje. Albo inaczej - czy był świadomy, że nie żyje? Wydaje mi się że nie ma takiej opcji. Rozwijając swoją teorię, moim zdaniem świadomość istnienia w czystej postaci stanowi któryś z wymiarów, w którym żyjemy. Może piąty może dziesiąty, nie jest to istotne, natomiast istotne jest to, że coś Nas wszystkich łączy na jakiejś płaszczyźnie. Przypadków połączeń jest wiele - wystarczy poszukać.
Interesuje mnie rzetelna polemika, kto podziela moją teorię, kto przedstawi rozsądne dowody, że nie ma prawa zaistnieć. Może ktoś ma lepszą teorię życia po życiu?
Zapraszam."
Ehmm... z tego wynika,że dusza,duch czy co tam kto woli, "wchodzi" w czyjeś ciało,tak? "BES SĘSU"(cytując klasyka:)), a to z prostego powodu. Ilu jest ludzi na świecie? Kilka miliardów... a ilu juz umarło? Nie wiem nawet czy jest taka liczba która by to wyraziła... No i co? każdy ma w sobie 20 dusz jakichś zmarłych osób?
"Zapewne każdy z was jest świadom swojego istnienia czyli można uogólnić - posiada świadomość istnienia. Czy ktoś z was nie pamięta swojej śmierci? Nie widzę rąk w górze , więc do czego zmierzam - CZŁOWIEK NIE JEST W STANIE ZAUWAŻYĆ SWOJEJ ŚMIERCI. Śmierci swojego fizycznego ciała - ponieważ to do czego zmierzam będzie o nieśmiertelności ŚWIADOMOŚCI ISTNIENIA. Nie chcę zanudzać nikogo, więc będę się streszczał - według mojej teorii - umierając nasze JA umiera. Umiera wszystko co wiemy, pamiętamy, czym jesteśmy. Natomiast nasza świadomość przenosi się na innego osobnika żyjącego - przejmuje jego doświadczenie, myślenie, jego JA. Dlatego właśnie nie potrafimy zauważyć że umarliśmy - Bo ŻYJEMY jako ktoś inny. Wszystko co było zapisane w mózgu - nasze doświadczenia, pamięć itp. ginie. Ale ciągle żyjemy i jestego świadomi że żyjemy. Czy ktokolwiek był z Was nieświadomy tego że żyje. Albo inaczej - czy był świadomy, że nie żyje? Wydaje mi się że nie ma takiej opcji. Rozwijając swoją teorię, moim zdaniem świadomość istnienia w czystej postaci stanowi któryś z wymiarów, w którym żyjemy. Może piąty może dziesiąty, nie jest to istotne, natomiast istotne jest to, że coś Nas wszystkich łączy na jakiejś płaszczyźnie. Przypadków połączeń jest wiele - wystarczy poszukać.
Interesuje mnie rzetelna polemika, kto podziela moją teorię, kto przedstawi rozsądne dowody, że nie ma prawa zaistnieć. Może ktoś ma lepszą teorię życia po życiu?
Zapraszam."
Ehmm... z tego wynika,że dusza,duch czy co tam kto woli, "wchodzi" w czyjeś ciało,tak? "BES SĘSU"(cytując klasyka:)), a to z prostego powodu. Ilu jest ludzi na świecie? Kilka miliardów... a ilu juz umarło? Nie wiem nawet czy jest taka liczba która by to wyraziła... No i co? każdy ma w sobie 20 dusz jakichś zmarłych osób?
Wiesz.. Może ludzie w kolejce czekają na swoje ponowne urodzenie :D.
A no racja. :).Ja się śmierci nie boję. Skończy się piekło na Ziemi. Ale za to boję się o moich najbliższych, ty się boisz straty, a ja się boję tego że to oni mnie stracą. Gdybym był sam robił bym wszystko, lecz nie jestem samotny więc zachowuję szaleństwo, ale i rozsądek.
Ale niektórzy po prostu boją się utracić to co mają.. i.. ja to rozumiem.
Nie wyobrażam sobie jeśli miałbym, teraz odejść z tego świata. Utracić przyjaciół, to wszystko.. Ciebie to nudzi, mnie kręci.
Tego się boję. Nie boję się śmierci, wręcz cieszę się na nią. Ale chciałbym spotkać się "gdzieś tam" z przyjaciółmi, dziewczyną..
Może po prostu nasi userzy wyłamują się z utartych szbablonów i nie pasują do stereotypów?
Ale nie uważasz że to troche naiwne?
Powrót jako zwierzę, które nie myśli, które wszystko opiera na instynktach?
Cytat: RucioAle nie uważasz że to troche naiwne?
A nie uważasz, że naiwnym jest sądzenie, że po śmierci pójdziemy na chmurkę i będziemy przez wieczność śpiewać jakieś psalmiki ku chwale Boga lub przez ony okres czasu gotować się i złorzeczyć?Cytat: RucioPowrót jako zwierzę, które nie myśli, które wszystko opiera na instynktach?
Racja, sądzę, że to niemożliwe. Dlaczego? Bo prawie wszystkie zwierzęta myślą. Chyba tylko takie małe żyjątka jak mucha, komar czy dżdżownica (która wszak nie ma mózgu) opierają się tylko na instynkcie.
A nie uważasz, że naiwnym jest sądzenie, że po śmierci pójdziemy na chmurkę i będziemy przez wieczność śpiewać jakieś psalmiki ku chwale Boga lub przez ony okres czasu gotować się i złorzeczyć?
Racja, sądzę, że to niemożliwe. Dlaczego? Bo prawie wszystkie zwierzęta myślą. Chyba tylko takie małe żyjątka jak mucha, komar czy dżdżownica (która wszak nie ma mózgu) opierają się tylko na instynkcie.
nie uważaj za naiwniaków ludzi którzy wierzą w idealne niebo.
Które zwierze ma jakies potrzeby poza jedzeniem, piciem, załatwianiem się i kopulacją? Które wytworzyło cokolwiek, co możnaby nazwać kulturą?
I tu się mylisz. (...)
Ja nie bo ostatnio coś dziwnego mi się zdarzyło mój kuzyn co umarł po 3 dniach przyszedł do mnie i rozmawiał o śmierci tak samo z innymi.Chyba nadal jeszcze jesteś narąbany - wytrzeźwiej i potem popraw swój post bo jest mętny jak niepasteryzowane trzydniowe piwo. Swoją drogą niezłe masz odloty skoro gadasz z duchami....
A więc pytam się ciebie,jeden z drugim skąd wiesz,że nie umrzesz jutro,w drodze do pracy/szkoły/czegokolwiek, bo cię ktoś dziabnie nożem,potrąci etc.?No właśnie co za różnica? To tylko ateista myśli w ten sposób? Ty wolisz zmarnować całe życie i masz dzięki temu gwarancję "długiej żywotności? Wątpię... więc dlaczego nie korzystać z życia, nie realizować swoich marzeń? Wolę żyć tak żebym nie oglądał się wstecz i żebym umierając (jutro, za miesiąc, za rok, za 40 lat) nie pluł sobie w brodę, że zmarnowałem życie... Zresztą uwierz mi, że jak jesteś blisko śmierci to albo się z nią pogodzisz, albo będziesz się kurczowo trzymał "byle tylko...". Nie ma innej możliwości...
Ach, i jeszcze jedno. Nie jestem jakimś żarliwym katolikiem, ale wydaje mi się,że uważanie,że nic po śmierci nie ma to zwykłą naiwność i głupota, bo jeśli się mylę,albo ktoś potrafi logicznie odpowiedzieć na moje pytanie, to niech mnie poprawi : PO CO, NA CO, DLACZEGO I SKĄD jest Ziemia,inne planety, i w ogóle cały Kosmos i znany nam świat doczesny?W ten temat nie wchodzę, bo już kiedyś dosyć sie na wątku "religijnym" napisałem i mi się nie chce, ale nie każdy musi się chyba zgadzać z Twoim podejściem... Czyż nie mam racji? Zresztą obrażanie kogoś nazywając go "naiwnym", bądź "głupim" świadczy tylko o Twoim ograniczeniu i braku tolerancji...
W ten temat nie wchodzę, bo już kiedyś dosyć sie na wątku "religijnym" napisałem i mi się nie chce, ale nie każdy musi się chyba zgadzać z Twoim podejściem... Czyż nie mam racji? Zresztą obrażanie kogoś nazywając go "naiwnym", bądź "głupim" świadczy tylko o Twoim ograniczeniu i braku tolerancji...
Ciągle czekam, na jakiegoś zatwardziałego ateistę, który odpowie mi na moje pytanie według jego ideologii: PO CO, NA CO, DLACZEGO I SKĄD jest Ziemia,inne planety, i w ogóle cały Kosmos i znany nam świat doczesny?...Ja jestem "zatwardziałym", "zdeprawowanym" ateistą, bez "perspektyw życiowych" i/lub "poza życiowych", ale... jak to mawiał klasyk "Poglądy są jak dupa – niby każdy jakieś ma, ale po co od razu pokazywać...", więc męcz się dalej z odpowiedziami na te pytania i jeśli taka Twoja wola, to opieraj je na świętej książce. Każdy ma prawo odbierać życie (śmierć), świat, wszechświat jak tylko chce i takie jego prawo, a że niektórzy wolą racjonalne wytłumaczenia niż doktryny, które nie dość że mają ponad 2000lat (a w tym czasie nauka w miejscu nie stała...), a po drugie były wykorzystywane, "dopisywane" i zmieniane przez stulecia dla osiągnięcia określonych celów.
Ja jestem "zatwardziałym", "zdeprawowanym" ateistą, bez "perspektyw życiowych" i/lub "poza życiowych", ale... jak to mawiał klasyk "Poglądy są jak dupa – niby każdy jakieś ma, ale po co od razu pokazywać...", więc męcz się dalej z odpowiedziami na te pytania i jeśli taka Twoja wola, to opieraj je na świętej książce. Każdy ma prawo odbierać życie (śmierć), świat, wszechświat jak tylko chce i takie jego prawo, a że niektórzy wolą racjonalne wytłumaczenia niż doktryny, które nie dość że mają ponad 2000lat (a w tym czasie nauka w miejscu nie stała...), a po drugie były wykorzystywane, "dopisywane" i zmieniane przez stulecia dla osiągnięcia określonych celów.
Od razu mieszać w to działanie jakiegoś boga, moim zdaniem jest pójściem na łatwiznę....No właśnie... I to jest naiwność wierzyć w stworzenie świata kilkoma słowami.(nie chcę dyskryminować niczyjej wiary)
a po drugie były wykorzystywane, "dopisywane" i zmieniane przez stulecia dla osiągnięcia określonych celów.Z tego co widać, ludzie chcieli nagiąć historię biblijną w celu zmniejszenia przestępczości (nie zabijaj, nie kradnij) a z czasem do zwiększenia zawartości portfela ;) Bo niby z czego księża tak się bogacą? Z datków "na kościół".
Ani Ty mi nie udowodnisz istnienia jakichś bogów (czy w co tam wierzysz), ani ja ich braku.Ja również kończę temat.
CytujOd razu mieszać w to działanie jakiegoś boga, moim zdaniem jest pójściem na łatwiznę....No właśnie... I to jest naiwność wierzyć w stworzenie świata kilkoma słowami.(nie chcę dyskryminować niczyjej wiary)
Tak nie nawiązując do tego o czym aktualnie rozmawiacie, chciałbym napisać że mnie cholernie śmieszą te wypowiedzi tzw. "ateistów" (nie wymienię nicku), z których wynika,że są pewni iż przez 60-70 najbliższych lat nic im się złego nie wydarzy i nie ma co się przejmować tym, co będzie po śmierci, a nawet jeśli po śmierci jest koniec to mam to w dupie bo sobie będę żył i korzystał z życia [or rzyci...] ...To chyba do mnie. Uwazam tylko, ze zycie ma sie tylko jedno i trzeba je wykorzystac najlepiej jak sie tylko potrafi. Przeciez to cale Memento mori wymyslono w sredniowieczu po to zeby straszyc chlopkow zeby poboznie pracowali dla swoich panow, a panowie pamietali o wykupieniu odpustu. Dla mnie cale to rozwazanie nad sensem smierci nie ma sensu.
A więc pytam się ciebie,jeden z drugim skąd wiesz,że nie umrzesz jutro,w drodze do pracy/szkoły/czegokolwiek, bo cię ktoś dziabnie nożem,potrąci etc.?
Dziękuję za uwagę.
E, ludzie...
Człowiek jest taki mądry, a nie potrafi w swojej główce zmieścic wyobrażenia o własnym nieistnieniu, albo, na przykład nie moze sobie wyobrazić jak coś może istnieć zawsze, bez początku. (Np.: Tak jak to twierdzą nasi kochani katolicy o Bogu, który jest od zawsze. Ide o lewe jądro, ze nitk z Was nie jest w stanie sobie wyobrazić istnienia od zawsze, kazdy głęboko wierzy, choćby nie wiem jak przekonywał innych, ze musi być poczatek wszystkiego. Od czegoś musi się zaczac). No i zazwyczaj, jak zaczynamy myśleć o czyms tak bardoz nierealnym, wpadamy w dziwną przepaść bez odpowiedzi, no bo nie ma zadnego racjonalnego wytlumaczenia. Dla większości jest nierealne to, ze nagle się zaśnie i się nie obudzi. No bo jak? Po całym zyciu nagle umrzec i nawte nie zdawac sobie sprawy z tego, że sie nie żyje? Noo, czyli nie być, bo na tym polega śmierc, jakby się wiedziało, że się nie żyje, to by nie była to śmierć. Od razu uprzedzam, że te wszystkie życia poza grobowe mnie naprawde odrzucają i w poście tym ich nie będzie. Odrzuca mnie też reinkarnacja w róznych postaciach, teorie na temat stałej liczby ludzi, śmierci fizycznej (pomijając "duchową" jak to ludzie pięknie piszą) itd. No, powiem wprost, dla mnie to jest głupie. I nie mówie tego, żeby kogoś obrazic. Po prostu, wg. mnie ludzie wymyślają takie rzeczy, żeby nie wpadać we wcześniej opisaną przeze mnie przepaść, to znaczy, żeby znaleźć sobie jakies wytłumaczenie (nawet abstrakcyjne). Jak umre pójde do nieba. Jak umre, zmienie się w kogos innego i nic nie będe pamiętał. Jak umre narodze się od poczatku. Jak umre, moja dusza będzie żyła nadal. I tak dalej. To samo dotyczy religii - ludzie wymyślają takie rzeczy, żeby mięc świadomość panowania nad nimi. Żeby myśleć, że coś istnieje, że jest coś większego, nad nimi (lub pod nimi, obok, jak tam chcecie). Moga też chcieć dzieki temu usprawieliwiać swoje czyny, zrzucać wine na postacie rodem z fantasty, albo uwieczniac się jako częśc wielkiego planu, w którym nie mają wpływu na nić i zyją pod kloszem jakieś boskiej postaci. Sami zobaczcie - to bardzo wygodne. Zrzucic odpowiedzialność z siebie i przyjąć istnienie czegoś, co jest wazniejsze, większe, władcze - a tak zawsze przedstawia się bogów i religie. Tworzenie wielkich, heroicznych, idealnych, boskich postaci, wklepanie w nich całego idealizmu i wszelkich zalet... To takie naciągane, że aż śmierdzi.
Człowiek fizycznie jest najdoskonalsza formą, organizmem, najwyżej położonym "technologicznie" w naszej liście matki natury. Ale idealny nie jest, a to wszystko przez to głupie myślenie i nikomu niepotrzebny mózg. Słowem? Jestesmy tylko masą komórek ludzie. No, dosyć skomplikowaną, w kończu dzielimy się na atomy, cząsteczki, komórki, tkanki, jesteśmy chodzącą reakcją chemiczną i tak dalej... No ale to nic nie zmienia, bo to nadal świat fizyczny. No i nie możecie przyjąć, że kiedyś, wskutek czegoś po prostu "rozpadniecie się"? Komórki zostaną w jakis sposób naruszone i nie będą mogły funkcjonować. Tyle. A skąd się bierze tyle myślenia i zastanowienia, ja nie wiem. Żeby tłumaczyć sobie śmierc, powinno się patrzec na siebie jak na zwykły organizmn, taki jak ryba, dzik, czy grzyb i bakteria. A to, że mamy uczucia i potrafimy całkiem dobrze myśleć (teoretycznie) to tylko miły dodatek do naszego jakże dziwnego życia (które polega na ciągłym spłenianiu potrzeb, tak samo jak i inne organizmy robią), no i ten dodatek zresztą nie zawsze jest taki miły. Co nie zmienia faktu, że jako ciało, kiedyś się rozpadniemy, zgnijemy, grzybki porosną, bakterie zjedza, staniemy się częścią gleby no i tak dalej... Nie ma co filozofować, jesteście komórkami, i tyle.
Umrzecie. I to wszystko. I zapewniam, nikt nie będzie was prowadził do nieba. Po prosu przestaniecie raz na zawsze istnieć i nie będziecie o tym wiedzieć. Zapadniecie w sen bez snów i koszmarów, taka nieświadomość. No, tyle, że się nie obudzicie na rano, bo nigdy się nie obudzicie, a to za sprawa niefunkcjonującego organizmu, który was nie zbudzi. Kiedyś widziałem swoją droga, taki bardzo ciekawy eksperyment. Obcięto głowe kurczakowi, ale mimo wszystko karmiono wszystkimi potrzebnymi substancjami przez wsytrzykiwanie ich. Kurczak żył jeszcze miesiąc i miał się całkiem dobrze, nawet od czasu do czasu wykonywał ruchy i to nie takie małe. Ale wątpie aby myślał, chociaz nadal chodził. Bakteria też nie myśli, a ma się dobrze. Ciekawe czy się zastanawia nad tym, co się stanie z nią po "śmierci".
Tak jak kolega dwa UP.
Po co się zastanawiać nad śmiercią i po co ją sobie tłumaczyć ? Umrzemy i tak i tak, nie będziemy istnieć i tyle. Nie będziemy nawet wiedzieć, że nie żyjemy, bo w końcu wysiądzie nam mózg i po co to tłumaczenie ? Chcecie, to wpadajcie w depresje, ale po co ? Róbcie w życiu najlepiej to co kochacie, spełnijcie swoje marzenia, a potem miejcie gdzieś tą całą śmierć i tyle, ważne że spełniliście swoje marzenia, nie ? No. Koniec kropka. No dobra, jednak piszę dalej :d. Te wszystkie pierdoły, Bogowie, Latające Spaghetti[Dobrze ;D ?] i tak dalej to kit, by sobie ułatwić życie. Podobno nas tak bardzo Bóg kocha, taaa... Tak bardzo, że są wojny, wielu się nie zgodzi, powie że to kara za grzechy, ale czy to ma sens ? Tłumaczycie sobie każdy zły uczynek tym: Szatan Cię opętał, albo tym: To kara za grzechy ludności.
E, ludzie...
Człowiek jest taki mądry, a nie potrafi w swojej główce zmieścic wyobrażenia o własnym nieistnieniu, albo, na przykład nie moze sobie wyobrazić jak coś może istnieć zawsze, bez początku. (Np.: Tak jak to twierdzą nasi kochani katolicy o Bogu, który jest od zawsze. Ide o lewe jądro, ze nitk z Was nie jest w stanie sobie wyobrazić istnienia od zawsze, kazdy głęboko wierzy, choćby nie wiem jak przekonywał innych, ze musi być poczatek wszystkiego. Od czegoś musi się zaczac). No i zazwyczaj, jak zaczynamy myśleć o czyms tak bardoz nierealnym, wpadamy w dziwną przepaść bez odpowiedzi, no bo nie ma zadnego racjonalnego wytlumaczenia. Dla większości jest nierealne to, ze nagle się zaśnie i się nie obudzi. No bo jak? Po całym zyciu nagle umrzec i nawte nie zdawac sobie sprawy z tego, że sie nie żyje? Noo, czyli nie być, bo na tym polega śmierc, jakby się wiedziało, że się nie żyje, to by nie była to śmierć. Od razu uprzedzam, że te wszystkie życia poza grobowe mnie naprawde odrzucają i w poście tym ich nie będzie. Odrzuca mnie też reinkarnacja w róznych postaciach, teorie na temat stałej liczby ludzi, śmierci fizycznej (pomijając "duchową" jak to ludzie pięknie piszą) itd. No, powiem wprost, dla mnie to jest głupie. I nie mówie tego, żeby kogoś obrazic. Po prostu, wg. mnie ludzie wymyślają takie rzeczy, żeby nie wpadać we wcześniej opisaną przeze mnie przepaść, to znaczy, żeby znaleźć sobie jakies wytłumaczenie (nawet abstrakcyjne). Jak umre pójde do nieba. Jak umre, zmienie się w kogos innego i nic nie będe pamiętał. Jak umre narodze się od poczatku. Jak umre, moja dusza będzie żyła nadal. I tak dalej. To samo dotyczy religii - ludzie wymyślają takie rzeczy, żeby mięc świadomość panowania nad nimi. Żeby myśleć, że coś istnieje, że jest coś większego, nad nimi (lub pod nimi, obok, jak tam chcecie). Moga też chcieć dzieki temu usprawieliwiać swoje czyny, zrzucać wine na postacie rodem z fantasty, albo uwieczniac się jako częśc wielkiego planu, w którym nie mają wpływu na nić i zyją pod kloszem jakieś boskiej postaci. Sami zobaczcie - to bardzo wygodne. Zrzucic odpowiedzialność z siebie i przyjąć istnienie czegoś, co jest wazniejsze, większe, władcze - a tak zawsze przedstawia się bogów i religie. Tworzenie wielkich, heroicznych, idealnych, boskich postaci, wklepanie w nich całego idealizmu i wszelkich zalet... To takie naciągane, że aż śmierdzi.
Człowiek fizycznie jest najdoskonalsza formą, organizmem, najwyżej położonym "technologicznie" w naszej liście matki natury. Ale idealny nie jest, a to wszystko przez to głupie myślenie i nikomu niepotrzebny mózg. Słowem? Jestesmy tylko masą komórek ludzie. No, dosyć skomplikowaną, w kończu dzielimy się na atomy, cząsteczki, komórki, tkanki, jesteśmy chodzącą reakcją chemiczną i tak dalej... No ale to nic nie zmienia, bo to nadal świat fizyczny. No i nie możecie przyjąć, że kiedyś, wskutek czegoś po prostu "rozpadniecie się"? Komórki zostaną w jakis sposób naruszone i nie będą mogły funkcjonować. Tyle. A skąd się bierze tyle myślenia i zastanowienia, ja nie wiem. Żeby tłumaczyć sobie śmierc, powinno się patrzec na siebie jak na zwykły organizmn, taki jak ryba, dzik, czy grzyb i bakteria. A to, że mamy uczucia i potrafimy całkiem dobrze myśleć (teoretycznie) to tylko miły dodatek do naszego jakże dziwnego życia (które polega na ciągłym spłenianiu potrzeb, tak samo jak i inne organizmy robią), no i ten dodatek zresztą nie zawsze jest taki miły. Co nie zmienia faktu, że jako ciało, kiedyś się rozpadniemy, zgnijemy, grzybki porosną, bakterie zjedza, staniemy się częścią gleby no i tak dalej... Nie ma co filozofować, jesteście komórkami, i tyle.
Umrzecie. I to wszystko. I zapewniam, nikt nie będzie was prowadził do nieba. Po prosu przestaniecie raz na zawsze istnieć i nie będziecie o tym wiedzieć. Zapadniecie w sen bez snów i koszmarów, taka nieświadomość. No, tyle, że się nie obudzicie na rano, bo nigdy się nie obudzicie, a to za sprawa niefunkcjonującego organizmu, który was nie zbudzi. Kiedyś widziałem swoją droga, taki bardzo ciekawy eksperyment. Obcięto głowe kurczakowi, ale mimo wszystko karmiono wszystkimi potrzebnymi substancjami przez wsytrzykiwanie ich. Kurczak żył jeszcze miesiąc i miał się całkiem dobrze, nawet od czasu do czasu wykonywał ruchy i to nie takie małe. Ale wątpie aby myślał, chociaz nadal chodził. Bakteria też nie myśli, a ma się dobrze. Ciekawe czy się zastanawia nad tym, co się stanie z nią po "śmierci".
Swoje Teorie, zostaw dla siebie, możesz napisać swoją opinię ale nie ucz Katolików że są głupi, i niedouczeni. Ja ci powiem coś jak ja to widzę, może to wszystkie twoje gadanie, to prawda ( załóżmy ), Ale to czemu kochamy, jesteśmy szczęśliwi itd, nie tak jak zwięrzęta, którę dążą tylko do utrzymania swojego gatunku ( Nawiązanie do twojego kurczaka), to coś chyba nie stworzyła ziemia, lub coś innego, to coś Musi pochodzić od Boga .
Ps.: Własnie o tym pisałem wczesniej. Najlepiej wymyślić sobie super boską istote i przypisać jej wszystko. "Bo to musi pochodzic od Boga! Nie ucz Katolików! Jesteśmy najlepsi i nasza wiara jest prawdziwa! Bla bla bla, swoje teorie zachowaj dla siebie! Blah blah blah blah blah blah! Blah blah blah blah? Blah blah!"
Jedna sprawa mnie niezmiernie ciekawi... Otóż tą sprawą jest działalność pana K. Jackowskiego, z którego usług korzysta rzekomo nawet policja :)
Co myślicie o tym gościu?
Ludzie!! Ten wątek nie jest o rozmowach na temat religii, ale o naszych odczuciach związanych ze śmiercią. Niech administracja najlepiej to zamknie bo ostanie posty bardzo daleko odbiegają od pierwotnego tematu.
Ci ze śmierci klinicznej widzą ponoć tunel i światło. Może to nie jest złudzenie, lecz przechodzenie duszy przez ten świat?Albo w podświadomości pomyśleli sobie "zaraz zobaczę tunel i światło" i widzą to co chcą. Może śmierć to stan niekończącego się snu? Nie wiem i na pewno nikt z nas się o tym nie dowie do puki sam nie zaniemoże.
Bardziej się boję śmierci rodziny niż mojej własej. Na swoją mam wyj*bane!Hehe. Dokładnie. Ja mam tak samo. Rodziny i wszystkich bliskich mi osób.
To forum fanów M&B ?
Bardziej się boję śmierci rodziny niż mojej własej. Na swoją mam wyj*bane!Ja takżę :(
Bardziej boimy się śmierci osób których kochamy, bo to my będziemy musieli potem cierpieć. Stanu w którym przeleciało mi życie przed oczami raz się doczekałem, leżąc na dnie jeziorka : p Ale od czego ma się kolegów. Od tamtego czasu przestałem się bać o swoje życie.podkreślenie Gedeon.
Twierdzisz, że to naukowcy są agresywni? Krucjaty, mówi Ci to coś? Kobiety, dzieci, i staruszkowie zarzynani na najwymyślniejsze sposoby przez rycerzy Boga, z krzyżami na surcotach, i z błogosławieństwem Watykanu? Palenie na stosie po czymś, co było jawną kpiną procesu? Jak się przyznasz to cię zabijemy a jak nie przyznasz to pójdziesz na tortury, a wtedy patrz punkt pierwszy? Spalenie i zdelegalizowanie wszystkich dzieł wielkich filozofów i myślicieli sprzed Chrystusa, bo to ,,zue i pogańskie''? Człowieku, nie denerwuj mnie... czasy, gdy do głosu doszła religia to najciemniejszy i najstraszliwszy okres w historii świata...Podaj mi nazwę krucjaty, którą dowodził jakiś papież. Świecki feudał to żaden duchowny. Mogę Ci także powiedzieć że "Imię róży" to żadna powieść historyczna i cyrki jakie tam odprawiała inkwizycja to literacka fikcja. Święte Oficjum na tle średniowiecznych sądów zapewniało duże możliwości do obrony. Zainteresuj się skąd inspiracje czerpali Ojcowie Kościoła czyli święci Augustyn i Tomasz.(click to show/hide)
Podaj mi nazwę krucjaty, którą dowodził jakiś papież.
Inkwizycja,więc sądzisz że to wszystko bajeczki wyssane z palca,jest wiele źródeł mówiących inaczej,ale przecież każdy wie,że Galileusz był podstępnym łotrem,a głoszona przez niego teoria to herezje i został słusznie osądzony -.-.
Tyle tylko że to religie, przynajmniej niektóre narzucały swoim wyznawcom pewne normy moralne i etyczne. Bo czyż 10 przykazań Bożych kościoła katolickiego nie są czymś lepszym niż Kodeks Hammurabiego? Bez nich nie powstałoby wiele współczesnych systemów prawnych.
Polecam naprawdę dobry serial, który leci ostatnio na HBO. Serial nosi nazwę "Rodzina Borgiów".
Nie to, że coś sugeruję, ale chcę po prostu powiedzieć, że Kościół jako instytucja czynił czasami i czyni nadal rzeczy, które w niektórych przypadkach nie przystoją osobom duchownym tym samym tracąc w oczach co niektórych wierzących. Przykładem może być znany wszystkim i "uwielbiany" Ojciec Tadeusz (tak to ten od radia).
Aczkolwiek wiara potrafi także czynić cuda niezależnie od tego, czy wierzymy w Chrystusa, czy Allaha, lub nie wierzymy wcale, czy chodzimy do kościoła, modlimy się regularnie, czy też nie.
Zgodzę się z Hallerem, że każdy wierzy w co innego oraz z Hofiko, że niektórzy radzą sobie bez wiary i religii. Argaleb także ma rację, gdyż pewne reguły rozwinęły się właśnie przez religie, lub zostały przez nie rozpowszechnione.
Nie da się stwierdzić i postawić jednoznacznej tezy, czy wiara i religia są złe, czy dobre, czy przydadzą się w życiu, czy będą tylko piątym kołem u wozu.
Szczerze mówiąc niektórzy ateiści są lepiej poinformowani o innych religiach od wyznawców danego kultu za co my, momentami, powinniśmy się wstydzić.
Odpowiadając na pytanie nie boję się śmierci. Czego się tu bać? Boję się jedynie, że nie zdążę się pożegnać z rodziną, załatwić spraw, założyć rodziny, czy wychować potomstwa. Tego, że śmierć przyjdzie nieoczekiwanie i nie będę mógł już zobaczyć bliskich oraz tego co będzie po drugiej stronie.
Może dlatego nie wierzą, bo przez dużą wiedze stracili wiarę?Nie, to nie to.
I wiem, że nagrodą będzie Niebo.Ty nie wiesz, ty tak poprostu myślisz, wierzysz w to. Wiedzieć można coś jeśli jest to namacalne i pewne.
Wiem, bo tak mówi Pismo Święte. Bo w nie wierzę. A ono jest namacalne i pewne.
rzekł: Niech będzie przeklęty Kanaan! Niech będzie najniższym sługą swych braci … Niech Kanaan będzie sługą Sema", Rdz 9, 20n
Jednak nasze życie nie jest takie łatwe, i opiera się na wierze w życie wieczne.
Fajnie by było jak by istniało niebo.Na okrągło wódka ,dzi***,konserwy.
Zwracając się znów ku tematowi, w którym piszemy... Myślę, że nawet niewierzącego ogarnie na łożu śmierci lęk, przejdą mu przez głowę myśli o kolejnym życiu bo trudno mu będzie pogodzić się z całkowitą śmiercią. Będzie w nim ta nadzieja, którą tłumił przez całe życie i w obliczu śmierci. Teraz trudno się niektórym z tym pogodzić z racji wieku. Zrozumie się to właśnie w ostatnich chwilach.Nie sądzę. Kilka razy byłem o krok od śmierci i ani razu takie pierdoły mi przez głowę nie przeszły. A bóg nie żyje, jak to mawiał pewien człowiek. Nie potrzebuję szukać duchowego potwierdzenia. Chyba że bogiem nazywamy coś innego, pewnego i potężniejszego niż jakieś marne wyobrażenia. Śmierci się nie boję.