Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Coś  (Przeczytany 2118 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Mortis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 589
    • Piwa: 3
    Coś
    « dnia: Lutego 19, 2012, 16:49:17 »
    Hej hoł, forumowi czytelnicy. Nowe dzieło z nalepkiem firmowym "made by Mortis" już gotowe, cieplutkie, prosto z worda. Upieczone wczoraj w nocy :D
    Piwo i kiełbasa dla tego, kto odgadnie moją inspirację. I specjalnie nie podałem tytułu, żeby googlowicze nie mieli za prosto ;p

       Malcolm przyłożył do oka kolimator zamocowany w swoim M16 i oddał krótką serię w człowieka przekradającego się między samochodami po lego lewej stronie. Postrzelony zacharczał przez chwilę, opluwając się krwią, i umarł.
       Dzień jak co dzień, pomyślał strzelec, sprawdzając stan amunicji. Miał jeszcze ponad połowę naboi, a zapasowe magazynki w kieszeniach na bokach przyjemnie ciążyły.
       Dowódca oddziału, idący kilka kroków przed nim, uniósł ostrzegawczo rękę. Z zaułka po ich prawej rozległo się potępieńcze wycie, które narastało, zbliżając się.
       - Pomóżcie mi… - jęknęła młoda kobieta w zniszczonym ubraniu, wyłaniając się z uliczki. Ledwo stała na nogach.
       - Nie podchodź! – rozkazał oficer, machając przecząco ręką.
       Odepchnęła się od ściany, o którą się opierała, i niemal wpadła w ręce dowódcy, Jeff’a. Ten odepchnął ją lekko za siebie jedną ręką, drugą przystawiając celownik broni do policzka, wpatrzony w zaułek.
       Oficer znów uniósł dłoń, zacisnął ją w pięść i grupa sformowała się za jego plecami, odwracając się w kierunku zagrożenia. Malcolm czuł swój palec zaciśnięty na spuście, jednak nie naciskał go. Jeszcze nie, powtarzał sobie. Google noktowizyjne na jego masce nie rejestrowały w ciemności żadnych zmian otoczenia.
       Wreszcie pojawił się pierwszy z nich, spęczniały od wirusa samiec. A może za życia był tłustym biznesmenem? Malcolma to nie interesowało. Przodownik ryknął z furią, a w tej samej chwili zza jego pleców dobiegła reszta. Kobiety i mężczyźni, niektórzy niemal nietknięci, inni przeżarci i wykoślawieni przez krążący w ich ciele wirus. W liczbie około dwudziestu popędzili na wojskowych.
       Malcolm zerknął na stojącego po jego prawej dowódcę, czekał na ten jeden, upragniony sygnał.
       - Ognia – usłyszał w słuchawce.
       Sześć karabinów plunęło ołowiem, dziurawiąc na wylot pędzących na nich zarażonych. Padali pojedynczo, lub w grupach, niektórzy robiąc jeszcze kilka chwiejnych kroków przed upadkiem. Wszyscy bez wyjątku wrzeszczeli.
       Oficer zrobił krok do przodu, nie opuszczając broni. Jedna z kobiet, dotychczas wyglądająca na martwą, zerwała się z miejsca i wyskoczyła do przodu, wykrzywiając twarz w agonii i machając rękami.
       Nie przeszła trzech kroków. Dowódca odwrócił i opuścił dymiącą lekko z lufy broń.
       - Idźcie dalej – rozkazał i spojrzał na Malcolma. – Ty ze mną.
       We dwóch zatrzymali się przy klęczącej niedaleko, płaczącej cicho kobiecie. Miała krótkie blond włosy i byłaby nawet piękna, gdyby nie brud i strach odbijający się na jej twarzy.
       - Ją też – usłyszał Malcolm.
       Bez wahania sięgnął po tkwiący w kaburze pistolet. Odbezpieczył, spojrzał przelotnie w jej oczy. Olbrzymie, zielone, pełne łez. Wpatrzone w niego, nierozumiejące.
       Zabił ją bez zwłoki.
       Jej ciało nie zdążyło opaść, kiedy Malcolm podniósł wzrok i zobaczył stojącego parę kroków dalej mężczyznę. Ubrany był w niebieskie jeansy, spod czarnej bluzy wystawała mu koszula. Na głowę miał nasunięty kaptur. Dowódca też zdążył go zauważyć.
       - To on! – krzyknął, błyskawicznie unosząc broń.
    Jednak nieznajomy był szybszy. Skóra na jego rękach i ramionach zagotowała się, przemieniając jego dłonie w wielkie szpony. Błyskawicznym skokiem znalazł się przy oficerze i przebił go na wylot. Przeorał ostrzami po stojącym obok maruderze, a Malcolma wyrzucił lekko w powietrze i przeciął na pół, zanim zdążył opaść.
       Rozproszeni członkowie oddziału odwrócili się, otwierając ogień do napastnika. Najbliższego złapał za głowę i z mocą wyrzucił za siebie, przepuszczając go przez ostrza prosto na stojący niedaleko samochód.
       Nieznajomy odwrócił się, słysząc dźwięk granatnika. I zasłonił się, błyskawicznie zmieniając jedno z ramion w wielkie, podwójne ostrze. Wystrzelił do przodu, odbił się od taksówki i z wyskoku podzielił nieszczęśnika na dwie połowy.
       Ostatni z żołnierzy uniósł właśnie wyrzutnię rakiet. Eksplozja pokryła pyłem i dymem całą okolicę. Opuścił broń i zauważył swojego dowódcę, leżącego na ziemi. Podbiegł do niego, chwycił za ramię i pomógł wstać.
       - Gdzie jest twój oficer dowodzący? – zapytał tamten, opierając się o żołnierza.
       - Sir, trzy przecznice stąd – odparł, trochę zdziwiony. – Wezwę transp…
       - To nie będzie konieczne – przerwał mu dowódca, zatapiając szpony w jego ciele. Uniósł go lekko w górę i trzymał tak przez chwilę, wsłuchany w jego agonię, po czym odrzucił na bok.
       Ciemny mundur Czarnej Straży zagotował się, od dołu do góry zmieniając w postać ubranego w jeansy i czarną kurtkę mężczyzny.
       Właśnie świtało słońce.


    Potem jeszcze dam wam pewien film, tak dla oczu.
    « Ostatnia zmiana: Lutego 19, 2012, 16:54:43 wysłana przez Mortis »

    Offline kamilos44

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 82
    • Piwa: 0
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #1 dnia: Lutego 19, 2012, 18:02:02 »
    Czyżby Prototype??
    Mogłeś powiedzieć o co chodzi, czy np. o książkę, grę, film. Nie wiadomo na co postawić :D
    Jakie to piwo??:D:D:D:D
    « Ostatnia zmiana: Lutego 19, 2012, 18:06:43 wysłana przez kamilos44 »
    Soy un madridista y tengo una alma blanca
    Hala Madrid

    Offline ljuki@g

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 5
    • Piwa: 0
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #2 dnia: Lutego 19, 2012, 18:51:33 »
    Chyba cos o II wojnie światowej.
    Poszukam poczytam może dostane nagrode.
    Jakie kiełbaski? Białe ,Krakowskie czy jakie?
    No i dawaj filmik dla wzrokowców

    Offline kamilos44

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 82
    • Piwa: 0
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #3 dnia: Lutego 19, 2012, 18:58:54 »
    M16 w 1939-45 roku ??:D to jakieś 20 lat za wczesnie, bo jego seryjna produkcja to rok 1960 :)
    Soy un madridista y tengo una alma blanca
    Hala Madrid

    Offline Mortis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 589
    • Piwa: 3
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #4 dnia: Lutego 19, 2012, 19:07:10 »
    Z M16 bardziej chodzilo mi o ogólny typ broni, niż ścisłe wersje, które jednak są dłuższe. Ale rzecz dzieje się w czasach pseudo teraźniejszych. Kamilos - tak, Prototype :)

    Dla wzrokowców: http://www.youtube.com/watch?v=RahEtkVxAPA
    Od jakiś 1:30 powinniście mniej więcej kojarzyć :)
    Piwo i kiełbasa do odebrania w czasie najbliższego spotkania, ew. okolice Warszawy ;p

    Offline kamilos44

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 82
    • Piwa: 0
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #5 dnia: Lutego 19, 2012, 19:21:36 »
    Zdradziły cię twory z biomasy Mercera i przybieranie kształtu :D Oby więcej takich zgadywanek :D
    Soy un madridista y tengo una alma blanca
    Hala Madrid

    Offline Mortis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 589
    • Piwa: 3
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #6 dnia: Lutego 19, 2012, 20:12:13 »
    Oj ależ ja właśnie chciałem odtworzyć mniej więcej tą scenkę z trailera :P Więc musiałem je dać.

    Offline Blachaaa

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1266
    • Piwa: 10
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #7 dnia: Lutego 20, 2012, 21:28:15 »
    zrób może ich więcej?
    (click to show/hide)

    Offline Mortis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 589
    • Piwa: 3
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #8 dnia: Lutego 21, 2012, 00:11:13 »
    O Prototype? Powstanie, bo jestem teraz zafascynowany tworem Activision. Może nie o Alexie Mercerze, o którym wiemy już z gry praktycznie wszystko, ale coś bardzo w tym guście :) Albo będzie się to przeplatać? Kurcze, nie wiem, czekam na wene i troche wolnego czas :)

    Offline kamilos44

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 82
    • Piwa: 0
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #9 dnia: Lutego 22, 2012, 08:58:37 »
    To może o bohaterze 2 części?? To jakiś murzyn?
    Soy un madridista y tengo una alma blanca
    Hala Madrid

    Offline Mortis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 589
    • Piwa: 3
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #10 dnia: Lutego 23, 2012, 06:22:25 »
    Za mało póki co o nim wiem, zresztą średnio mi się podoba. W ogóle na mysl, że będę musiał grać nim i próbować zabić Alexa ( z którym jako gracz się jakoś tam zżyłem) wzbudza we mnie mieszane uczucia.
    Raczej powstaram się bardziej skupić na wydarzeniach z pierwszego Prototype, ale przedstawić je z różnych punktów widzenia, zobaczymy

    Offline Mortis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 589
    • Piwa: 3
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #11 dnia: Kwietnia 09, 2012, 20:15:27 »
    Oto i kawałek drugiej części. Rozrosła mi się strasznie, więc wrzucę fragmentami:

       Alex Mercer przykucnął na krawędzi trzydziestopiętrowego budynku i wyjrzał na dół. Cel, na który od trzech dni polował, wciąż był dla niego nieuchwytny. Jego oczy rejestrowały każdy szczegół widzianej z góry ulicy, jakby wszelkie wady i niedoróbki ludzkiego wzroku dla niego nie istniały.
       Widział więc wyraźnie rozłożony na skrzyżowaniu tymczasowy punkt dowodzenia Czarnej Straży. Ustawione wzdłuż ulic opancerzone transportery piechoty i barykady stanowiły prowizoryczną, ale skuteczną barierę obronną. Żołnierze stali przy nich na warcie lub grupami patrolowali okolicę. W centrum stał czołg, a obok niego na kilku połączonych razem biurkach rozścielały się mapy i inne dokumenty, których mimo swego ulepszonego wzroku  Alex nie był w stanie odczytać. Widział za to pochylającego się nad nimi oficera dowodzącego, słuchającego właśnie innego żołnierza, być może właśnie składającego raport.
       Alex bił się myślami. To był już trzeci taki punkt, na jaki trafił, i w żadnym z pozostałych nie znalazł najmniejszych informacji o swoim celu. Szansa na to, że tym razem się uda, nie przedstawiała się więc zbyt wysoko, a ryzykował coraz bardziej. W poprzednich sztabach nie było ani czołgów, ani opancerzonych transporterów. Czarna Straż wprowadzała w pole ciężki sprzęt, a Alex nie miał najmniejszej ochoty sprawdzić, czy jego obecna forma wytrzyma taki ostrzał.
       A przecież wystarczyło tylko podejść do dowódcy na odległość kroku i go wchłonąć. Jedna, mała rzecz, a przecież tak skomplikowana w swej prostocie. I wtedy przed oczami stanął mu wizerunek pierwszej osoby, którą wchłonął – żołnierza Czarnej Straży. W czasie potyczki w nocy, Mercer został ciężko ostrzelany z granatników i zmuszony do ucieczki.
       Popędził więc na dach najbliższego budynku, wbiegając po pionowej ścianie, ale już na górze poczuł, że coś jest nie tak. Jego ciało zwykle samoistnie regenerowało wszelkie obrażenia w czasie niemal natychmiastowym, ale tym razem mała dziura w jego boku, ślad po wybuchu granatu, pozostał. Wirus oddziaływał na jego tkanki nerwowe, tłumiąc praktycznie uczucie bólu, ale wrażenie pozostawało.
       Nie mógł tu zostać, Czarna Straż często wzywała śmigłowce bojowe. Przemieścił się więc kilka przecznic dalej, skacząc po dachach, i zjechał na dół w wąską uliczkę. Szorował ręką po ścianie, wyrywając cegły, ale spowalniając zjazd.
       Już na dole, usiadł na ziemi, podpierając się plecami o ścianę między dwoma kontenerami. Poczuł dziwne zmęczenie, nagle ogarniające jego ciało. Przez chwilę walczył z opadającymi powiekami, po czym je zamknął.
       Ocknął się nagle, słysząc jakiś hałas. Zobaczył światło latarki przechodzące od jednej do drugiej krawędzi uliczki. Słyszał zbliżające się kroki – ciężkie, żołnierskie buty.
       Alex siedział nieruchomo. By go znaleźć, żołnierz musiałby zajrzeć między mały otwór między dwoma kontenerami. Spiął mięśnie i czekał, obserwując widoczną z jego miejsca smugę światła. Zobaczył żołnierza, który minął go bez zwłoki. Nie zauważył. Mercer upewnił się o tym po oddalającym się dźwięku jego kroków. I wtedy znów zobaczył światło, tym razem było go jednak zdecydowanie więcej. A więc ten jeden był tylko zwiadowcą. A pierwszy mijający go żołnierz zerknął akurat w małą lukę, w której się chował.
       Alex widział, jak tamten otwiera usta do krzyku, ale nie zamierzał na to czekać. Zerwał się błyskawicznie i skoczył na niego, dosłownie miażdżąc go w rękach. I wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Z jego dłoni wyrosły maleńkie macki, które wpiły się w jego ofiarę.
       Zdumiony obserwował, jak macki i jego własne ręce przysuwają go bliżej, jak z jego własnej klatki piersiowej, ramion… całego ciała wyłaniają się kolejne, wbijając się z mlaskiem w schwytanego mężczyznę, który zaczął się wprost rozmazywać w swej strukturze. Kiedy był już dostatecznie przemielony na coś, czego nie można nazwać ciałem stałym, macki przyciągnęły go jeszcze bliżej, a organizm Alexa otworzył się na to, co pozostało z ofiary i wchłonął to.
        Cały proces trwał sekundy, a Mercer poczuł, że znów jest pełen energii. Zerknął przelotnie w dół tam, gdzie do niedawna wciąż był otwór po granatniku. Zniknął bez śladu.
       I wtedy jego mózg został zalany setkami, tysiącami myśli i wspomnień. Obrazów. Zobaczył ubranego w białą koszulę, poważnego mężczyznę. Ojciec. Uśmiechnięta kobieta w letniej sukni, z kwiatami we włosach. Matka. Dom, ulubione danie, pies, dziewczyna, klasa, matura, punkt rekrutacyjny, kantyna…
       Alex złapał się za głowę czując, jak przepływ informacji maleje. Przez jedną, małą chwilę, cała świadomość, wiedza, umiejętności i wspomnienia tamtego mężczyzny zostały do niego przepompowane. Nie wiedział kim jest, Alexem, czy nie? Czy jego matka nosiła kwiaty we włosach? Nie pamiętam swojej matki, uświadomił sobie. To dało mu oparcie, zaczął odgradzać własne wspomnienia od tamtych, tworzyć solidny mur.
          Do rzeczywistości przywróciły go uderzające w jego ciało pociski, rozrywające ubranie i skórę. Wszelkie dziury zabliźniały się natychmiast, materiał odzieży odnawiał się. Zupełnie jak dawniej.
          Uśmiechnął się kątem ust i chwycił za stojący obok kontener, zamaszystym ruchem posyłając go w atakującą grupę. Rozrzucił tych po bokach i zmiażdżył stojących w centrum.
       Podniósł z ziemi jedną z pozostałych po jego zjeździe, wyrwanych ze ściany cegieł i posłał ją w strzelającego w niego zwiadowcę, który wcześniej go minął. Makabryczny krzyk wzbił się w powietrze, kiedy cegła rozbiła się o klatkę piersiową mężczyzny, gruchocząc żebra, rozbijając wnętrzności i posyłając go do tyłu.
       Mercer nie spojrzał na podnoszących się już powoli, ale oszołomionych żołnierzy i wyskoczył kilkadziesiąt metrów w górę, czując euforię wywołaną powrotem sił. Wylądował twardo na jakimś dachu i wtedy zdał sobie sprawę, że zabił tego człowieka. Nie, to nie jest ten człowiek. Już nie, teraz był on jego częścią. Harry Ryan, urodzony trzeciego czerwca 1982 w stanie Waszyngton. Poznał całe jego życie, od najwcześniejszego wspomnienia, czerwonego konika, którego dostał od dziadka, aż do… Zobaczył to jego oczami.
       Uczucie zmiażdżenia, kiedy Mercer przycisnął go do ściany i rozgniótł w rękach. Te macki, wczepiające się w jego ciało. Alex poczuł ten sam ból, który odczuwał tamten, zobaczył samego siebie, swoją własną zdumioną twarz. I ciemność.

    Offline Matim

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 833
    • Piwa: 54
    • Płeć: Mężczyzna
    • Matim loves you
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #12 dnia: Kwietnia 15, 2012, 18:39:04 »
    Bardzo ładne opowiadanie. Masz ode mnie +

    Offline Mortis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 589
    • Piwa: 3
    Odp: Coś
    « Odpowiedź #13 dnia: Kwietnia 15, 2012, 19:25:06 »
    Dziękować