Do mojego stylu gry najbardziej pasuje ciężka jazda. Na wstępie odrzuciłem więc Khergitów. Słusznie koledzy zwracali uwagę, że ich sztuczna inteligencja zawodzi. W obliczu przewagi pancerza innych formacji powinni stawiac na szybkośc techniką: zaczepic i odskoczyc. Niestety, oni "myślą", że jak wbiją się w szyk wroga, to zaraz go pozamiatają. No i jak zdążą się zdziwic, to się zdziwią...
Vaegirowie to groźne ścierwo z tymi berdyszami, jednak brakuje mi u nich lancy. Dla mnie to niezbędna broń, bo największego pancernika jednym ciosem do piachu posyła. Do tego słaby pancerz koni, który sprawia, że przy kontakcie z piechotą są bardzo wrażliwi.
Małym off-topem: Szkoda, że nie ma czegoś takiego, że kawalerzysta po stracie konia staje się piechurem i podlega rozkazom dla tej formacji. Można by było kazac się strąconym wycofac, a tak muszą nacierac z buta razem z konnicą :)
Najemnicy biorą więcej żołdu niż są warci, tzn. są dobrzy, ale szkolone samemu jednostki kasują mniej na tydzień. Inna sprawa, że same koszty szkolenia są też nie do pominięcia. Jeśli więc szkolone jednostki giną od razu, to cała kasa na szkolenie na darmo. Najemnicy są zatem dobrzy do rzucania na pierwszy ogień: niech pracuje na swój żołd.
Dlatego sam posługuję się swadiańskimi rycerzami i mamelukami. Statystyki są odrobinę lepsze u pierwszych. Sprawiają oni też wrażenie bardziej pancernych, a drudzy nieco szybszych, ale wydaje mi się, że to kosmetyczne różnice. Jeśli chodzi o sterowanie przez komputer, to miałem wrażenie, że mamelucy zadają mi więcej strat niż swadianie. W służbie u mnie sprawują się tak samo dobrze. Gdzie mam bliżej, tam rekrutuję. Czyli jest remis, ale jako że jednak miałem tylko jeden głos, wybrałem Swadię, bo to bardziej zbliżone do europejskiego rycerstwa (czyli żaden poważny argument).