Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Historia twojej postaci.  (Przeczytany 6881 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Vincent Valentine

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 7
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Historia twojej postaci.
    « Odpowiedź #15 dnia: Stycznia 20, 2009, 23:26:58 »
    Temat co prawda nie odświeżany już dwa tygodnie ale myślę, że nie będziecie nazywać mnie przez to archeologiem ^.^

    Radzę czytać całe bo ukryłem w tym ciekawostkę, która może się przydać strzelcom, którzy będą grać od początku. ;]

    Moja historia z M&B rozpoczęła się jakiś tydzień temu. Jako, że praktycznie zawsze wybierałem ze ścieżek rozwoju wojowników, postanowiłem zrobić mistrza broni białej.

    No to jak to leciało. Urodziłem się jako syn doświadczonego wojownika. Ojciec nazwał mnie Vincent. Jako chłopiec byłem ulicznym łobuzem. W młodości służyłem jako giermek wielkiego rycerza. Jednak po jakimś czasie służby dostałem list iż moja ukochana nie żyje. W nocy postanowiłem zbiec od mego pana i odnaleźć łotra, który zniszczył sens mojego życia, który jako jedyny trzymał mnie jeszcze przy życiu.

    W czasie mojej podróży natrafiłem na obóz nauczyciela. Byłem wtedy jeszcze niezbyt doświadczonym bojownikiem, więc postanowiłem zostać u niego jakiś czas, by nauczyć się arkan wojaczki. Podczas walk treningowych, niejeden młodzian ugiął się od ciosu mego kija. Czas mijał. Ja stawałem się coraz potężniejszy. Gdy byłem gotowy by ruszyć w daleki świat mistrz pożegnał mnie dając mi miecz, tarczę, kuszę i kołczan bełtów, parę wędzonych ryb i 70 denarów na drogę.

    Dalej włóczyłem się po krainie, gdy nagle krzyknął do mnie uzbrojony mężczyzna, prowadzący siedmioosobową grupę. Zażądał 300 denarów. Nie miałem tyle więc rzucił się na mnie z mieczem. Szybko jednak uskoczyłem i wbiłem miecz w jego brzuch. Ten jęknął cicho i padł na ziemię. Reszta wznosząc szaleńczy okrzyk ruszyła by zemścić się za dowódcę. Zdążyłem szybko naciągnąć kuszę i wymierzyłem. Bełt trafił prosto między oczy. Zaraz naciągnąłem drugi i trafiłem kolejnego biedaka. Reszta już była w pobliżu, więc prosząc w myślach o boże błogosławieństwo złapałem za tarczę i ruszyłem w stronę pozostałych pięciu. Jedno cięcie, drugie, trzecie!!! Trzej wrogowie padli przepołowieni. Czwartego ostrze przeszyło na wylot, a piątego ogłuszyłem potężnym ciosem tarczy.

    Dobra nie chce mi się już pisać opowiadania ;p

    No to tak. W każdej grze wybierałem zazwyczaj wojów jak już mówiłem. W statystykach wybierałem głównie siłę, gdyż nie wiedziałem jak dużą rolę odgrywa tutaj charyzma. Wybrałem normalny save. Na początku rozgrywki poszedłem do obozu szkoleniowego. Wbiłem tam drugi lvl. Błąkałem się trochę po świecie mordując okolicznych bandytów i ciągle nabierając doświadczenia do skutecznej rzezi. Na forum przeczytałem o ciekawym wykorzystaniu lancy (która na początku nie przypadła mi zbytnio do gustu, a po jakimś czasie stała się moją najważniejszą bronią) i turniejach, na których można było zbić podobno fortunę. Postanowiłem sprawdzić obie ciekawostki i na żadnej się nie zawiodłem. Kupiłem dobry ekwipunek no i pomyślałem, że czas zebrać jakieś oddziały bo atakowały mnie coraz większe grupy wojowników, którym nie dawałem rady. Zainteresowali mnie Nordowie (w końcu wojownicy, a jak ktoś czytał całe to wie czemu mnie zainteresowali xD). Zbierałem coraz większe oddziały aż tu nagle... zonk ;p... Limit oddziału. Przeglądając forum dowiedziałem się w czym popełniłem błąd. CHARYZMA. Z każdym zdobytym poziomem inwestowałem w nią każdy punkcik statystyk i rozwijałem dowództwo. Kiedy Zebrałem około 70-osobową armijkę (w tym 40 huskarli) król Ragnar zaproponował mi wasalstwo. Zgodziłem się. Podbijaliśmy razem tereny innych państw, ale w sumie sam dawałem radę niszczyć zamki przy minimalnych stratach (max 5 zabitych, trochę więcej ogłuszonych ale o to drugie się nie martwiłem ;p). No i zaczęło mi się nudzić. Huskarli byli niepokonani i za łatwo mi się grało.

    I tutaj historia zaczęta wczoraj wieczorem. Zagrałem myśliwym, jako mały chłopiec nie pamiętam kim byłem (rly xD), a w młodości byłem kłusownikiem. Teraz postawiłem na mieszaną siłę z charyzmą, czasem dodając w inteligencję i zręczność. Reality save (O wiele fajniejsza gra. Trudniejsza, ale ciekawsza :D) Nie wiem co skłoniło mnie do decyzji zagrania łucznikiem, ale bardzo mnie to cieszy :D. NIENAWIDZIŁEM ŁUKÓW!!! Ale kiedy rozwinąłem zdolności z nim związane poznałem, że to jedna z najskuteczniejszych broni w grze. Nauczyłem się trafiać z ogromnych odległości (14.1 trudności strzału celowane!!!).Rozwalałem KAŻDEGO. No, ale z początku nie było tak różowo. Ledwo radziłem sobie na turniejach, które wojownikiem wygrywałem bez problemu (wiadomo weapon points broni ręcznych były malutkie ;/). A że grałem na realistic save to musiałem się pogodzić z niektórymi przegranymi (bandyci z gór - NIENAWIDZĘ WAS CH...!!!)

    No, ale nie załamywałem się. Zabijałem, rabowałem i przy tym wpadłem na genialny pomysł, wykonalny już na początku gry. Ogromny loot i exp w jednym. Niemożliwe? A jednak. Ruszyłem do wioski (wszystkie stosunki na 0). W wrogich działaniach zmusiłem chłopów do przyniesienia towarów. A, że byłem sam to się na mnie rzucili ^.^ . Anyway. Kiedy rozpoczęła się walka zacząłem wybijać wieśniaków ;p. Miałem 90 strzał (3x30). Jednak to nie wystarczyło do wybicia wszystkich. Kiedy pisało "Nie masz więcej strzał", spanikowałem xD. Zacząłem spierdzielać na drugi koniec mapy żeby zwiać. Wyszedłem z bitwy. Nie wiem co mnie nakłoniło żeby wejść w walkę jeszcze raz (bez wychodzenia z menu), ale wielkie dopadło mnie zdziwienie kiedy na polu walki znów miałem 90 sztuk strzał, a wieśniaków było cztery razy mniej. No to cóż. Wybijałem dalej. Po bitwie czekało na mnie jeszcze większe zdziwienie. Uaktywniła się opcja plądruj. Wybiłem calutką wioskę więc mogłem spokojnie oblegać wioskę. Skarby z plądrowania warte były jakieś 3-4k (to jak jeden turniej :D). Spojrzałem potem na sytuacje z frakcjami. Dalej 0. Pogorszył się tylko szacunek wioski i władającego nią lorda. Spróbowałem jeszcze raz. I znowu, i znowu, i znowu. :D Nawet nie zauważyłem kiedy wbiłem 20 lvl i miałem dziesiątki tysięcy na koncie (nie, nie jestem maniakiem i nie siedziałem do nocy jeśli tak myślicie ^.^ Trwało to tak z 1 czy 2 godzinki. Ruszyłem na duuuuże zakupy czyli: nowe ubranie, łuk, i 3 powiększone kołczany strzał (chyba khriegnickie). No i poszedłem spać xD. Dzisiaj zebrałem mieszaną armię nordów i vaeringów (huskarli i strzelcy). Łaziłem z nimi na grupy korsarzy, które zwiększyły się razem z moim poziomem ;p (do 45 dusz na grupę). Jutro zaatakuję zamek vaeringów tam na uboczu (nie pamiętam nazwy). Z takim oddziałem i moimi zdolnościami do ściągania strzelców z murów nic mi się nie oprze :D.

    To już koniec mojej historii.
    Pozdrawiam. Vincent
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 21, 2009, 00:20:37 wysłana przez Vincent Valentine »

    Offline Mortis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 589
    • Piwa: 3
    Odp: Historia twojej postaci.
    « Odpowiedź #16 dnia: Stycznia 23, 2009, 05:43:02 »
    Temat swietny, moze i ja cos od siebie dorzuce :)

    Swa historie zaczalem jako prosty najemnik. Zadania, ktore zlecal mi Starszy Cechu w miescie Tihr pozwalaly mnie i kilku moim ludziom na w miare sute zycie. Zlecenia mialem rozne...oczyscic okolice z bandytow, eskortowac karawany...przez pierwsze tygodnie pelno mialem takich zlecen i zaczynalem miec ich juz dosc. Gdy po dosc sporej przyjazni Starszy Cechu zaproponowal mi robote poganiaczy bydla...pozegnalem sie. Mialem odlozone troche pieniedzy, wynajalem za nie grupe najemnikow, takich jak ja, zadnych przygod i zlota ludzi. Napadalismy na karawany, grabilismy wioski, okradalismy wiesniakow, czasem dla zabawy polowalismy na bandytow, chociaz rzadko. Z reguly tak przed nami uciekali, jak...jak my przed lordami Swardii, ktorzy scigali nas dlugo i bezlitosnie. Po wielu dniach takich zabaw w kotka i myszke miasto Dhirim niemal rozpadlo sie z biedoty. Kupcy bali sie wychylic nosa spoza miejskich murow, wlasciciele karawan nigdzie nie mogli znalezc ludzi, ktorzy podjeliby sie ochrony, chociaz oferowano im solidny grosz, wiesniacy nie dostarczali towarow...krotko, miasto bylo sparalizowane. Nie raz i nie dwa niemal zostalismy schywani przez lordow Swardii, jednak zawsze jakos udawalo sie nam uciec. Jednak po miesiacu przebrala sie miarka. Kilku Lordow postanowilo wreszcie nas stad usunac, na zawsze. Przybyli, prowadzac ze soba setki zolnierzy, przemierzajac lasy, kotliny, doliny...musielismy uciekac. Prowadzilem ze soba czterdziestke ludzi, w wiekszosci twardych i potrafiacych sie bic, jednak nie byli zawodowymi zolnierzami. Ucieklismy do panstwa Nordow, gubiac poscig na granicy. Wiedzialem, ze predzej czy pozniej odwaza sie nas tam szukac, potrzebowalismy wiec protektora. Szczesciem, ich krol wysluchal mnie laskawie i zaoferowal mi trzymiesieczny kontrakt najemnika - w zblizajacej sie wojnie ze Swardia. Z radoscia przyjalem te oferte, a za otrzymana zaliczke wynajalem kolejnych najemnikow, nasz oddzial liczyl juz z gora czterdziestu chlopa. Przenieslismy sie na terytorium Swardii i zaczelismy robic to, co umiemy najlepiej - siac terror. Wiekszosc wiosek spalilismy, grabilismy kazda karawane, na jaka sie natknelismy, przerazonych wiesniakow, usilujacych dostac sie do miasta, zapedzalismy spowrotem do pluga, zabierajac wprozd to co do miasta wiezli. Przez caly ten czas zmienialismy miejsce obozowania, by nie mogli nas wyprzedzic. Dwoch nocy z rzedy w jednym miejsu nie spedzilismy. Po miesiacu cale Krolestwo bylo juz biedne. Ludnosc chlopska nie mogla placic podatkow, kupcy sie wyniesli, karawany nie przychodzily. Znow zaczela sie oblawa, jednak wtedy wlasnie na ziemie Swardii wkroczyla Nordycka i Veagerska armia, z dwoch stron, prawie jednoczesnie. Krol Swardii postanowil ruszyc na Veagersow, swe zamki i miasta pozostawiajac po mizerna ochrona niewyszkolonych rekrutow. Mimo, ze liczna, Swardianska armia nie byla dobrze wyposazona z jasnego powodu - pustego skarbca panstwa. Mimo wszystko jednak przegnali Veagersow, okupujac to tonami krwii swych zolnierzy. Veagersi wrocili do swych mroznych fortec, by w spokoju lizac rany, a ja, jadac u boku krola Nordow, bylem swiadkiem wielkich wielu oblezen. Nordzi zdobyli z gora pol panstwa, a ja niewielka fortune za zaslugi wojenne. Niestety, nic nie trwa wiecznie. Upojony zwyciestwami i przekonany o swej wszechmocy, poprowadzilem swych ludzi do samobojczej walki o zamek Harigoth. Jako jedyne ze swej niewielkiej armii przezylem i wpadlem do niewoli. Wypuscili mnie po paru tygodniach, zabrawszy wiekszosc zlota i rzeczy, w tym moja stara tarcze. Wtedy tez postanowilem, ze bede walczyc bez tarczy, mieczem dwurecznym, co tez uczynilem.
    Wtedy nastapil znow okres nudow i powolnego rozpuszczania malej fortuny. Krazylem od wioski do wioski, od miasta do miasta, czesto wydajac krocie na trunki i kobiety, zbierajac rekrtutow do nowej amiii. Po dwoch tygodniach moja sakiewka byla pusta, a piecdziesieciu "zolnierzy", z czego wiekszosc to najemnicy i niewyszkoleni rekruci z wiosek, rozgniewani czekali na uregulowanie zoldu. W tym celu postanowilem jeszcze raz zadrzec ze Swardia, choc nie bylem jeszcze gotowy. Najechalem trzy wioski i obrabowalem cztery karawany, a za to co tam uzyskalem wynajalem jeszcze dwudziestke ludzi i kupilem sobie nowy pancerz. Wtedy przyszedl do mnie goniec z wiadomoscia, ze nordycki krol mnie wzywa do Dhirimu, ktorego niegdys doprowadzilem do calkowitego rozpadu. Miasto, po trzech dniach walk, zdobylismy, placac okupujac krwia zolnierzy kazdy metr zdobytego terenu. Wtedy tez cos mnie tnelo i zlozylem krolowi nordow przysiege wiernosci...i dostalem swiezo zdobyte miasto. Nie wiedzialem, smiac sie, czy plakac? Stala sie rzecz wspaniala, miasto, calutkie, nalezalo do mnie, wraz ze wszystkimi korzysciami z tego plynacymi...ale niestety, miasto ledwo wiazace koniec z koncem, o pustym skarbu, nieoplacanych straznikach miejskich, bez kupcow, o karawanach przychodzacych "od wielkiego dzwonu". Przez nastepny miesiac udalo mi sie jakos temu zaradzic, miasto zaczelo wychodzic na prosta, zyskalo nowych kupcow, karawany przychodzily czesto, a ja i wiekszosc moich ludzi zyskalismy dodatkowe kilogramy sadla.

    Reszte opowiem w innym czasie, zmeczony jestem a i w dzbanie wina juz nie ma, przyjde jeszcze i opowiem do konca, ale jeszcze nie teraz.

    //Jak zauwazylscie ubarwilem nieco, dodajac rzeczy ktorych w grze nie ma i sa nieosiagalne, jednak zrobione zostalo to na potrzebny "historii postaci" :)

    Offline Zandalor08

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 31
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • Mount&Blade-nie widziałem lepszej gry :)
    Odp: Historia twojej postaci.
    « Odpowiedź #17 dnia: Stycznia 25, 2009, 13:32:57 »
    Ja jestem wasalem Swadii mam 105ludu w oddziale i nienawidzę turków jakoś tak wypadło bo wydają się niehonorowi uciekają przede mną a moją piechotę to biją mam 39 rycerzy i tępię Chanat. Sanjar Chan spoczywa obecnie w moich lochach z 3 lordami.
    Grę mam zapisaną gdy oblegam ich ostatnie miasto-Tulga. Wraz z Rhodokami i Nordami oraz moim niepokonanym królem :)
    Rhodocy mają już tylko 2 miasta o Jelkalle im zajęliśmy wcześniej. Nordów nie zajmowaliśmy bo wydają się być w porządku chociaż 2-3 zamki ich są teraz nasze. Veagrowie nic nie prowadzą wojen ani nic chociaż teraz tępią ich Nordowie. Ja, Król Swadian, Gavreth i Ragnar bijemy w turków co sił (biliśmy) zajmowaliśmy zamek po zamku , miasto po mieście (zajmowaliśmy) walczymy z Chanatem i go tępimy (walczymy i zawsze będziemy) Więc jeśli ktoś na forum obraża Swadian obraża mnie.
    A oto moja historia...

    Urodziłem się w małej wsi zwanej Yalibe,dostałem imię po ojcu-Galahad, Galahad mu było,  mój ojciec był wasalem w Królestwie Swadii. A matka była garncarką w pobliskim mieście Suno. Co tydzień jeździłem tam z rodzicami sprzedawać produkty spożywcze i zwierzęta. Mój ojciec pokazał mi wtedy arenę na której toczył się turniej. Ojciec postanowił pokazać mi czym są turnieje i wystartował w nim. Zaczął się pojedynek składający się z 5 Rycerzy Swadiańskich-Czerwona drużyna na 3 Rycerzy swadiańskich, jednego Rhodoka i z jego samego (Drużyna Niebieska). Pojedynek odbywał się piechotą na dwuręczne miecze. Ojciec mój w nich górował. Po paru minutach na placu boju zostało 2 uczestników, obaj z drużyny niebieskich. Po 5 innych walkach zostało już tylko 4 uczestników. Galahad, Rhodocki Lord Etrosq, i dwóch Swadian. Pojedynek konno na lance. Po chwili Glahad został sam... sam ze swojej drużyny walcząc z dwoma przeciwnikami naraz. Po chwili strącił jednego przeciwnika z konia a Lord Etrosq uderzył go lancą prosto w żebra, raniąc go poważnie. Mimo to ojciec mój się nie poddał. Ruszył dzikim pędem ku Rhodokowi lecz nagle wielki ból przeszył jego ciało, okazało się że lanca była zatruta. Spadł z konia... Lord Etrosq zwycięsko podniósł swą  broń. Mimo tego nikt mu nie wiwatował. Lud krzyczał tylko "Galahad! Galahad!"


     Następnego dnia ojciec wypoczywał w naszej wsi. Należał do niego zamek Azan świeżo wybudowany niedaleko miasta Suno.
    Przyszedł list o kampanii wojennej przeciw Chanatowi. Ojciec mimo swego osłabienia wyruszył ze świtą 200 Swadian i 20 Nordów najętych w gospodzie. Niedługo potem przyszedł list... Sam Chan napadł na jego oddział wypoczywający w lesie. 2000 jazdy ruszyło na mego ojca... jedna osoba tylko przeżyła-Nord... Huskarl który powrócił do zamku. Następnego dnia Huskral-tak dziwnie miał na imię nauczył mnie wojaczki... po 3 dniach wybuchnęła wojna między Swadianiami a Rhodokami. Naszą wieś napadnięto i spalono. Nikt nie ocalał ja i Huskral chcieliśmy wrócić do zamku widząc że wieś została spalona. Okazało się że zamek jest pod oblężeniem. Podróżowaliśmy do Praven i tam wyrosłem na młodzieńca. Swadianie żyli w pokoju ze wszystkimi. Potem okazało się że Chanat zajął Uxkhal. Wyruszyliśmy i odbiliśmy nasze miasto, otrzymałem przydomek Galahad Mściwy... otrzymałem w lenno zamek Malayurg. Dzień po tym dostałem list o wyprawie na Halmar, Ichamur, Tulga i Narra.
    Teraz jestem na tej wyprawie i zajmuję ostatnie miasto Chanatu-Halmar. Tulga jest Rhodocka, Ichamur Nordowski a Narra nasza, Halmar jest następną zdobyczą. Mam 31 lv i walczę za Swadię! Ku chwale mego królestwa.
    Co?! Jesteśmy otoczeni! Świetnie... możemy atakować z wszystkich stron.

    Liczebność w tej grze się liczy, lecz bardziej liczy się gracz niż sama armia.

    Offline Świeży

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 98
    • Piwa: 0
    Odp: Historia twojej postaci.
    « Odpowiedź #18 dnia: Lutego 01, 2009, 19:23:49 »
    Całkiem jak ja !!! Ja od samego początku trzymam sztamę z khergitami i tępię Swadian ile sił !!! Mam już w moim zamku 11 ich lordów !
    I robię wszystko żeby ich wykończyć-taką mam na nich zajawkę.
    Ale łuk mam i nie wyobrażam sobie walki bez niego ! 
    ja nie biore lordow do niewoli a raczej nie bralem bo wlasnie dzisiaj krolestwo swadii ZNIKNĘŁO Z MOJEJ MAPY! wałęsają sie tylko gdzies jacys lordowie i krol więc urządzam polowanie
    Powodzenia

    Offline Stodddi

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 4
    • Piwa: 0
    Odp: Historia twojej postaci.
    « Odpowiedź #19 dnia: Lutego 02, 2009, 21:00:40 »
    Ja zacząłem pracować na początku dla króla Vaeringów Yarogleka i dostarczałem mu listy i inne zadanka wykonywałem. Oczywiście w międzyczasie wygrywałem turnieje. Po dorobieniu sobie kasy postanowiłem zebrać armię, szybko zebrałem wystarczającą ilość, potem jeszcze kilka zadanek od vaeringów powykonywałem i król Yaroglek mianował mnie wesalem. Obecnie królestwo Vaeringów toczy wojnę z Nordami i Khegritami. Byłem na 2 kampaniach wojennych. Obecnie najeżdżam sobie wioski Nordów i Khegritów, aby dorobić sobie trochę kasy i zebrać doświadczenie.

    Offline salkadran

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1
    • Piwa: 0
    Odp: Historia twojej postaci.
    « Odpowiedź #20 dnia: Sierpnia 28, 2010, 23:34:56 »
    Ja natomiast nie dostałem żadnego imienia. moi rodzice zginęli kiedy byłem noworodkiem w Vaegirskiej wsi Ayyike.Wioske napadli Swiadianie.Ponoć jedynie mnie sie udało przeżyć bo pewna młoda kobieta mnie wzięła i biegła tysiące kilometrów aż do swadiańskiego Dhirim.Tam  dorastałem jako dziecko ulicy,okradając innych i ucząc się sztuki wojaczki. A jako że nie posiadałem imienia Nazwałem sie Salkadran,i kiedy dorosłem zacząłem walczyć w turniejach jakie były w mieście. udało mi się zebrać nieco grosza więc wyruszyłem z dhirim do królestwa vaegirów walcząc z bandytami lub dezerterami samemu.Zdobywszy dużo kasy werbowałem żołnierzy vaegirskich i w niedługim czasie udało mi sie zwerbować 130 ludzi w tym 90 vaegirskiej jazdy i 40 vaegirskiej piechoty i strażników.Byłem wolnym strzelcem ale gdy stoczyłem kilka dużych bitew ze swadianami,król Yaroglek zaprosił mnie do swego grona wasali i wyruszyłem z nim i jego kompanią tępić swadian.po niedługim czasie zostałem marszałkiem i organizowałem już swoje wyjazdy przeciw swadianom i podbijałem dopóki dopóty nie padło ostanie ich miasto.Uxkhal.