Temat swietny, moze i ja cos od siebie dorzuce :)
Swa historie zaczalem jako prosty najemnik. Zadania, ktore zlecal mi Starszy Cechu w miescie Tihr pozwalaly mnie i kilku moim ludziom na w miare sute zycie. Zlecenia mialem rozne...oczyscic okolice z bandytow, eskortowac karawany...przez pierwsze tygodnie pelno mialem takich zlecen i zaczynalem miec ich juz dosc. Gdy po dosc sporej przyjazni Starszy Cechu zaproponowal mi robote poganiaczy bydla...pozegnalem sie. Mialem odlozone troche pieniedzy, wynajalem za nie grupe najemnikow, takich jak ja, zadnych przygod i zlota ludzi. Napadalismy na karawany, grabilismy wioski, okradalismy wiesniakow, czasem dla zabawy polowalismy na bandytow, chociaz rzadko. Z reguly tak przed nami uciekali, jak...jak my przed lordami Swardii, ktorzy scigali nas dlugo i bezlitosnie. Po wielu dniach takich zabaw w kotka i myszke miasto Dhirim niemal rozpadlo sie z biedoty. Kupcy bali sie wychylic nosa spoza miejskich murow, wlasciciele karawan nigdzie nie mogli znalezc ludzi, ktorzy podjeliby sie ochrony, chociaz oferowano im solidny grosz, wiesniacy nie dostarczali towarow...krotko, miasto bylo sparalizowane. Nie raz i nie dwa niemal zostalismy schywani przez lordow Swardii, jednak zawsze jakos udawalo sie nam uciec. Jednak po miesiacu przebrala sie miarka. Kilku Lordow postanowilo wreszcie nas stad usunac, na zawsze. Przybyli, prowadzac ze soba setki zolnierzy, przemierzajac lasy, kotliny, doliny...musielismy uciekac. Prowadzilem ze soba czterdziestke ludzi, w wiekszosci twardych i potrafiacych sie bic, jednak nie byli zawodowymi zolnierzami. Ucieklismy do panstwa Nordow, gubiac poscig na granicy. Wiedzialem, ze predzej czy pozniej odwaza sie nas tam szukac, potrzebowalismy wiec protektora. Szczesciem, ich krol wysluchal mnie laskawie i zaoferowal mi trzymiesieczny kontrakt najemnika - w zblizajacej sie wojnie ze Swardia. Z radoscia przyjalem te oferte, a za otrzymana zaliczke wynajalem kolejnych najemnikow, nasz oddzial liczyl juz z gora czterdziestu chlopa. Przenieslismy sie na terytorium Swardii i zaczelismy robic to, co umiemy najlepiej - siac terror. Wiekszosc wiosek spalilismy, grabilismy kazda karawane, na jaka sie natknelismy, przerazonych wiesniakow, usilujacych dostac sie do miasta, zapedzalismy spowrotem do pluga, zabierajac wprozd to co do miasta wiezli. Przez caly ten czas zmienialismy miejsce obozowania, by nie mogli nas wyprzedzic. Dwoch nocy z rzedy w jednym miejsu nie spedzilismy. Po miesiacu cale Krolestwo bylo juz biedne. Ludnosc chlopska nie mogla placic podatkow, kupcy sie wyniesli, karawany nie przychodzily. Znow zaczela sie oblawa, jednak wtedy wlasnie na ziemie Swardii wkroczyla Nordycka i Veagerska armia, z dwoch stron, prawie jednoczesnie. Krol Swardii postanowil ruszyc na Veagersow, swe zamki i miasta pozostawiajac po mizerna ochrona niewyszkolonych rekrutow. Mimo, ze liczna, Swardianska armia nie byla dobrze wyposazona z jasnego powodu - pustego skarbca panstwa. Mimo wszystko jednak przegnali Veagersow, okupujac to tonami krwii swych zolnierzy. Veagersi wrocili do swych mroznych fortec, by w spokoju lizac rany, a ja, jadac u boku krola Nordow, bylem swiadkiem wielkich wielu oblezen. Nordzi zdobyli z gora pol panstwa, a ja niewielka fortune za zaslugi wojenne. Niestety, nic nie trwa wiecznie. Upojony zwyciestwami i przekonany o swej wszechmocy, poprowadzilem swych ludzi do samobojczej walki o zamek Harigoth. Jako jedyne ze swej niewielkiej armii przezylem i wpadlem do niewoli. Wypuscili mnie po paru tygodniach, zabrawszy wiekszosc zlota i rzeczy, w tym moja stara tarcze. Wtedy tez postanowilem, ze bede walczyc bez tarczy, mieczem dwurecznym, co tez uczynilem.
Wtedy nastapil znow okres nudow i powolnego rozpuszczania malej fortuny. Krazylem od wioski do wioski, od miasta do miasta, czesto wydajac krocie na trunki i kobiety, zbierajac rekrtutow do nowej amiii. Po dwoch tygodniach moja sakiewka byla pusta, a piecdziesieciu "zolnierzy", z czego wiekszosc to najemnicy i niewyszkoleni rekruci z wiosek, rozgniewani czekali na uregulowanie zoldu. W tym celu postanowilem jeszcze raz zadrzec ze Swardia, choc nie bylem jeszcze gotowy. Najechalem trzy wioski i obrabowalem cztery karawany, a za to co tam uzyskalem wynajalem jeszcze dwudziestke ludzi i kupilem sobie nowy pancerz. Wtedy przyszedl do mnie goniec z wiadomoscia, ze nordycki krol mnie wzywa do Dhirimu, ktorego niegdys doprowadzilem do calkowitego rozpadu. Miasto, po trzech dniach walk, zdobylismy, placac okupujac krwia zolnierzy kazdy metr zdobytego terenu. Wtedy tez cos mnie tnelo i zlozylem krolowi nordow przysiege wiernosci...i dostalem swiezo zdobyte miasto. Nie wiedzialem, smiac sie, czy plakac? Stala sie rzecz wspaniala, miasto, calutkie, nalezalo do mnie, wraz ze wszystkimi korzysciami z tego plynacymi...ale niestety, miasto ledwo wiazace koniec z koncem, o pustym skarbu, nieoplacanych straznikach miejskich, bez kupcow, o karawanach przychodzacych "od wielkiego dzwonu". Przez nastepny miesiac udalo mi sie jakos temu zaradzic, miasto zaczelo wychodzic na prosta, zyskalo nowych kupcow, karawany przychodzily czesto, a ja i wiekszosc moich ludzi zyskalismy dodatkowe kilogramy sadla.
Reszte opowiem w innym czasie, zmeczony jestem a i w dzbanie wina juz nie ma, przyjde jeszcze i opowiem do konca, ale jeszcze nie teraz.
//Jak zauwazylscie ubarwilem nieco, dodajac rzeczy ktorych w grze nie ma i sa nieosiagalne, jednak zrobione zostalo to na potrzebny "historii postaci" :)