Siema chciałbym wam pokazać wypracowanie mojej dziewczyny siostry, ma ona 12 lat. Kazałem jej coś napisać o Cesarstwie ;d Oto owoc jej pracy
Oczy kleiste, niedające się otworzyć opierały się napierającej niczym rodowity
Nord na twierdze Cesarską. Otworzywszy je natychmiast rozejrzałem się nimi
wokoło. Jedyne co przez te ułamki sekund dane było mi dojżeć to wóz pełen
półnagich mężczyzn wyposażonych w kilofy. Nagle usłyszałem krzyk, i dostałem
czymś twardym i tępym w głowę. Gdy zbudziłem się, natychmiast złapano mnie za
ramiona wręczono kilof i kazano wydobywać złoto, którego ruda rozpościerała
się cała po tej zimnej, wilgotnej, lecz pełnej pełzających robaków i
niewolników, którzy cali mokrzy od potu całe dnie i noce wydobywali cenny
krusziec. Nie pozwolono zadać mi żadnego pytania, powiedzieli, że wzieli mnie
strasznie małego z łapanki w Ravensgarze. Łapanka? Ravensgar?
Przez mgłę kojarzyłem tawernę "Pod Zdechłym Piskorzem" i wewnątrz cały poczet
podpitej straży, kupców i zwykłych moczymórd. Nagle przed oczami miałem chwilę
z mej przeszłości, widziałem, gdy wkładano mnie do wozu i wieziono przez las.
Jednak z tych marzeń wyrwał mnie człowiek z pejczem, bodaj dozorca. Strzelił
mnie nim po plecach. Spostrzegłem wreszcie co się stało!Zrozumiałem wszystko
mimo młodego i naiwnego umysłu! Podbito Ravensgar!Cesarcy mieli w zwyczaju
brać w niewolę, romanizować. Wtem pojąłem to co zawsze przekazać chciał mi
pewien Nord na "służbie" u bogatego Cesarskiego pana, zwykł mawiać "Rób co ci
karzą i wyrzeknij się korzeni". Będąc młody nie mogłem zrozumieć dlaczego mam
mówić, żem ja Cesarski chłopiec. Lecz jak widzę, zależy od tego moje przyszłe
życie, a raczej czy będę je miał. Zakrzyknąłem zwijający się z bólu, że jam
jestem z Imperium Romanium, jam jest cesarskie dziecko, wychowane przez
Nordów. Dozorca łypną podejrzliwie, wyczuł chyba podstęp i pewny swego, że
dowiedzie mego kłamstwa i znów uderzy mnie, rzekł "To jak ci na imię, czystej
krwi Cesarskiej człowieku?". Bez wachania odpowiedziałem Julius Laskarys. Ten
przyjął zły grymas twarzy, ja przestraszony już zbladłem i oblałem swe ciało
potem zimnym, gorzkim. Ale ten łyknął haczyk. Kazał mi zaczekać, zobaczyłem te
złe, wrogie oczy Norskich niewolników, widać, że na usta cisnęło im się, żem
ja zdrajca. Lecz zakrzyknąć nic nie mogli, do śmierci zabiczowanoby takiego
śmiałka, com zamiast pracować pogaduszki sobie urządza. Szybko odwrócili
wzrok, bo w oddali już widać było postać z pejczem, mającą w ręce ubrania.
Dano mi je i kazano przebrać się, a na miejsce tej oto czynności palcem
wskazali jakiś pokój. Dopiero teraz rozejrzałem się i ujrzałem całokszałt tej
pieczary. Na górze wisiała malutka pochodnia, widać było kilka pokrytych mchem
par drzwi. Dookoła były wielkie wiadra ze złotem, do których wrzucali
pracujący w pocie czoła górnicy. Ja, aby nie wzbudzić podejrzeń normalnym,
nienerwowym krokiem udałem się do pokoju wskazanego mi jako przebieralnia. Tam
był jednak magazyn, lecz przynajmniej mogłem rozeberać się bez żadnych gapiów.
Były tam jednak świecidełka w otwartych, aż czekających na przechwycenie
skrzyneczkach. I miecze, pejczyki, jabłka a nawet wypatrzyłem w rogu zawędzoną
świnię. Jednak ukraść nic nie zamierzałem, moja męska intulicja podpowiadała
mi, że to coś w rodzaju testu, a pozatym na nic mi się te skarby nie zdadzą.
Zapewne wyślął mnie na wojaczkę, przeciwko kolejnym mym rodakom Nordom, czy
aby usługiwać i szkolić się w domu, a raczej małym dworku jakiegoś dostojnego
kupca. Tak rozmyślając założyłem szaty pasujące wprost na mnie. Typowe ubranie
młodego cesarskiego chłopca. Znałem dość dobrze tą rasę, a raczej kraj. Ich
zwyczaje, ubiory, a nawet lubiane jedzenie. Poznałem dogłębnie ich historię, z
pamięci wyrecytowałbym życiorys niejednego władcy Rzymu. Lubiłem ten naród,
wychowany przez ulicę podatny byłem na wpływy tego świata. Życia nauczył mnie
stary żołnierz walczący z "carskimi" jak to mawiał, ale też ramię w ramię z
nimi. Opowiedział mi wszystko co wiedział, dał kilka ilustrowanych książek,
wiele z nich znałem na pamięć. Zadziwiające, że tyle odzyskałem pamięci, ale
nic więcej przypomnieć sobie nie mogłem. Jeszcze tylko przywiodłem wspomnienie
o jego śmierci. Dzień przez tym, gdy ona urywa się, zapewne wtedy porwano.
Mówił bym zawsze traktował jak brata "carskiego", bo od niego me życie
przyszłe zależeć będzie.
Gdy już ubrałem mój strój, zaprowadzono mnie do jakiegoś porośniętego mchem
pokoju, na szczęście z normalnymi meblami. Powiedziano mi, abym się przespał i
kazano punkt 6.00 rano stawić się przed drzwiami, jak prawdziwy cesarski
rekrut. Ahh, duma mnie rozpiera, że udało mi się. Ukradkiem zobaczyłem
jedynie, że pan dozorca wchodzi z listą na oględziny magazynu. Ufff czyli
zdałem test. Przez okno wyłożone stalowymi prętami widziałem zegar słoneczny,
na jego podstawie zapewne miałem dostrzec godzinę 6. Cóż mi pozostało więcej
jak oddać się w objęcia Morfeusza już teraz, abym nie spóźnił się rano. Tylko
przypomniałem sobię jak to musztruje się rzymski rekrut. Natychmiast usnąłem,
a gdy się obudziłem było około 5.30, to akurat wywnioskowałem po ustawieniu
gwiazd, które o dziwo znałem. Rozejżałem się po pokoju. Były to lochy
przerobione na jakąś sypialnie, która raczej należała do kogoś istotniejszego
niż zwykłego rekrucika. Mimo kajdan wiszących na jednej ze ścian, miała regał
na książki, który stał aktualnie pusty, dwie pochodnie, co było absolutnym
luksusem oraz łóżko wyściełane drogimi owieczkami. Podłoga pokryta dywanem ze
skóry niedźwiedzia przekonała mnie, abym był ostrożny, bo w zaprawieni w boju
są, oj są! Gdy rozmyślałem o pokoju i od czasu do czasu spoglądałem na gwiazdy
w celu ustalenia godziny, cały czas ćwiczyłem to proste, ale jak dla mnie
bardzo ważne ustawienie początkującego legionisty. Wreszcie, gdy byłem pewien,
że za około pół minuty równiutka szósta, prosty z poważną miną wyszłem i
ustawiłem się na zewnątrz w jaskini "robocizny", tak nazwałem miejsce
wydobycia. Gdy ja stałem tak jak na rekruta przystało przyszedł dozorca w
pięknym rzymskim mundurze, a obok niego dwóch mężczyzn, jednak czystej krwi
cesarskiej, którzy mieli ustawić się obok mnie. Ogłosił nam on, że zabiera nas
do miasta. Jednak najpierw wypytał nas o wiek. Ciemnooki wysoki blondyn, o
nienagannej fryzurze i zawadiackim spojrzeniu miał lat tyle co ja- niespełna
trzynaście, nie omieszkał wspomnieć, że jest najwyższy. Tę uwagę pan z
pejczykiem przyjął zły i surowo go ukarał, miał jechać do miasta przez całą
drogę na stojąco w pełnej ciężkiej zbroi. Zbladł, lecz nawet nie przeprosił.
Drugi ciemnoskóry, również był posiadaczem stonowanych oczu. Średni wzrost,
lekko przy tuszy. Włosy zgolone na łyso, ale pod nosem błyszczy się czarny
wąs. On starszy o rok. Gdy moja kolej przyszła, bo tylko nas trzech było,
powiedziałem swój prawdziwy wiek. Dozorca zauważył, że jestem najlepiej
zbudowany i najwyższy. Zadecydował, że ja jadę na dworek bogatego kupca,
ciemniejszy jedzie wypasać owce do juhasa, a ten przechwalający się razem z
ciemnym. Ja byłem uradowany, uśmiechnąłem się pod nosem. Zabrano nas na wóz i
jechaliśmy do miasta, gdy spytałem się o drogę usłyszałem tylko od
prowadzącego wóz, że dwa dni jechać będziemy. A nadzorujący pofatygował się,
aby pilnować by blondyn stał całą drogę. Ja podziwiałem krajobrazy,
równocześnie starałem się dowiedzieć nieco o panu z pejczem, abym mógł coś nań
zrobić. Lecz on cały czas wpatrzony w stojącego. Ten cały blady, nogi trzęsą
mu się lekko. Musi mieć chorobę lokomocyjną, bo wymiotował za powóz już trzy
razy. Jego błagania o pozwolenie na usiąście nie pomagały. Większość drogi
spałem, lecz gdy nie mogłem zasnąć udało mi się obejrzeć piękne krajobrazy.
Pola pełne złocistych kłosów zboża, przecinane przez strumyki, w których
podskakują ryby. W oddali widać małe wsie i ich ciężko pracujących
mieszkańców. Wypasane biało-czarne krowy na łąkach i dojące je gospodynie. To
wszystko przekonało mnie, że to moje małe kłamstewko to nic złego. Gdy powóz
zaczął podskakiwać, wybudzony ze snu bardzo się przestraszyłem, lecz później
uradowałem. Jesteśmy na miejscu w mieście Verona. Ciemny spał nawet, gdy
podskakiwaliśmy, ten to jak kamień. Blondyn natomiast zemdlał, ale szybko go
ocucili kubłem pomyji, aby ten nie symulował. Ale już stać nie musiał, bośmy
byli na miejscu. Miasto piękne, jednak głód mnie zmógł, ściskało mi kiszki,
grające marsza. Spytałem się dozorcy o katering, a ten powiedział, że na
dworze kupca będę jeść kolacje z rodziną. Prowadzący pojazd zaprowadził moich
kompanów do juhasa, a mnie nadzorca do domu kupca. Dom wyglądał, jak pałac!
Zamki norskie, które ledwo co pamiętałem, nawet te należące do magnatów to
małe piwko przy tym! Wielki marmurowy dom, z dachem wyłożonym złotem. Srebrne
futryny od drzwi. Piękny oliwny ogród, myślałem, że śnie, ale to było realne!
Przed drzwiami stało dwóch strażników w oporządzeniu cesarskim, z piękną
czapką, napierśnikiem i bronią w ręce. Zaprowadzono mnie do domu. Tam kupiec
podał mi rękę, ja wniebowzięty uścisnąłem ją. Nigdy przecież, nie podaje się
ręki sługusom! Uśmiechał się i kazał się wyspać, rzekł, że dzisiaj nie umyję
podłogi. Dzisiaj mam coś zjeść, umyć się, abym nie odstarszył potencjalnych
przybyszy na jego "dworek" i gdy to zrobię zawołać to wskaże mi moje spanie.
Zadowolony szybko usiadłem do suto zastawionego stołu. Pozwolono mi jeść z
rodziną, jak członek rodziny! Dom, wewnątrz nie dany mi był póki co dany cały
do obejrzenia, lecz z tego co widzę był to zamożny człowiek. Na stole świnia
pieczona, porcelana z Chin. Na tych talerzykach sałatki, ryby, warzywa, owoce.
Mnóstwo przypraw. Sama kuchnia to był, wielki żeliwny gar osadzony na palu nad
ogniem, gdzie "nadworny" kucharz gotował kolejne porcje. Dookoła zawieszony
czosnek i inne rzeczy do suszenia. Podłoga z ciemniejszego marmuru i żyrandol
z pochodni nad nami! Naprawdę był to bogaty człowiek. Gdy wszyscy jedli
spostrzegłem, że obok mnie siada dziewczyna w moim wieku, córka kupca i
chłopak wyglądający na 5-7 lat, jego syn. Dalej siedziała żona, trzech ich
wynajętych żołnierzy i zaraz miał dosiąść się kucharz. Tutaj wszyscy wspólnie
zajadali się na obiadokolacji, niezależnie od statusu społecznego. Na obiad
zaraz przybył bard i przygrywał biesiadnicze pieśni. Gdy nagrodziliśmy to
brawami, i dalej pochłanialiśmy to co na talerzykach nam dano, wywiązał się
dialog między mną a panem tego domu:
-Chłopcze, skąd pochodzisz, jak się zowiesz i ile masz lat?
-Jestem rodowitym Rzymianem, nazywam się Mart... to znaczy Julius Laskarys,
lat mam 13.
-Dziecię drogię, tu bezpieczny jesteś, wiem doskonale po twej ciemniejszej
twarzy, żeś Nord.
-Dobrze, ma pan rację. Naprawdę nazywam się Martin Valeygr.
-Ah, dobrze. Wiedz, że ja dyskryminować cię nie będę. Wykonuj należycię swoją
pracę, a być może pośle cię do szkoły rycerskiej i tej cesarskiej.
-Dobrzę, dziękuje za okazane miłosierdzie.
-Zaczekaj jeszczę chwilę, wyznawaj to co chcesz, ja również tutaj daje ci
wolne pole.
-Jeszcze raz dziękuje, ja już zjadłem było przepyszne. Idę się obmyć i spać.
Dobranoc
-Dobranoc.
Udałem się po schodach do łazienki i obmyłem swe spocone z podekscytowania,
emocji ciało. Przypomniałem sobie, że miałem zapytać się o spanie dla mnie.
Szybko zbiegłem na dół, lecz usłyszałem syk ostrza wyjętego z pochwy, ktoś
chciał zabić kupca. Rzuciłem się na napastnika, osłoniłem jego córkę, ale nie
udało mi się zasłonić kupca. Natychmiast
kazałem córce pobiec po straż, a sam powaliłem napastnika. Nagle spostrzegłem,
że to był Nord! Niebieskie oczy i blond włosy połyskiwały, wyrywał się. Mocno
go trzymałem do przybycia straży. Zastanawiałem się, gdzie byli straże przed
domem. Równolegle próbowałem uratować kupca. Dzięki bogu miał nadal puls.
Wbiłem miecz w napastnika, abym nie musiał nim się dalej zajmować. Krew
rozbryzgrła mi po twarzy, lecz udało mi się ruchami po jego sercu, utrzymać go
przy życiu, do dobiegnięcia medyka i straży. Jego żona słodko spała, łącznie z
młodszym synem. A tutaj dzieje się horror. Gdy wreszcie przybiegli,
natychmiast medyk zakrzyknął, żem uratował mu życie. Córka ni z gruszki ni z
pietruszki rzuciła mi się na szyje. Pocałowała mnie i rzekła, że to za ojca,
oraz za to, że tak zawiadiacko patrzę. Gdy ojciec budził się, cały obolały,
ale przy życiu, tam na podłodze w kuchni, szepnęła mi do ucha, żebym do niej w
nocy przyszedł. Wskazała tylko palcem swoją komnatę. Ja przestraszony i
podniecony podbiegłem do kupca. Ten odrazu spytał się któż go chciał zabić, a
któż go odratował. Natychmiast wskazano na mnie jako na bohatera. Ja jednak
dopiero wtedy zacząłem zauważać córkę. Była ona piękna, szczupła, średniego
wzrostu. Oczy miała piwne. Włosy brązowe, do ramion, średniej długości. Usta
jak wiśnie, piękne czerwone. Nieskazitelna Cesarska cera, ułożone nienagannie
włosy. Doskonale wiedziałem, że choć mnie lubi ten jej ojczulek, przyszłości
jej nie będę psuć. Poczułem do niej miętę, jednakże, ja szybko zginę na
forcie, lub będę niewolnikiem do końca życia. Ona tak wysoko ustawiona, ożeni
się z kimś z królestwa, aby załatwić dobrą przyszłość jej potomstwu. Szybko
się zakochałem po uszy, chciałem dla niej jak najlepiej. Z rozmarzeń wyrwało
mnie brutalnie wołanie ofiary ataku. Pogratulował mi on, powiedział, że będzie
mi dozgonnie wdzięczny. Uściskał mnie, rzekł, że jeszcze w tym tygodniu pośle
mnie do wieczornej szkoły rycerskiej. Lecz rzucił się potem w ramiona
płaczącej córce ze wzruszenia. Powiedział potem, aby odsłonić jutro tożsamość
zamachowca, ale teraz wynajął nową straż i udał się na spoczynek, uprzednio
pokazując mi moje spanie. W nocy denerwowałem się, miałem przyjść do córki.
Rękami, jak najlepiej umiałem układałem sobie włosy, poprawiłem mój chłopski
strój. Gdy przestraszony na palcach zakradłem się do jej pokoju. Zapukałem
lekko, a ta zadowolona z wielkim uśmiechem otworzyła mi. Powiedziała, abyśmy
byli cicho i przed zmierzchem, abym uciekał do siebie. Przez całą noc
rozmawiałem z nią. Wypytałem się o dzieciństwo, o ojca. Za to ona mnie
wypytała o moją przeszłość. Powiedziałem jej wszystko co pamiętałem, a resztę
usprawiedliwiłem lukami w pamięci. Długo śmialiśmy się żartowaliśmy, ona była
mimo bogactwa miłą i skromną dziewczyną. Gdy już słońce powoli wschodziło, na
pożegnanie dała mi buziaka i na paluszkach udałem się do siebie. Mimo, że
potem, gdy na budzenie przyszedł kupiec, byłem zaspany, bardzo się moje małe
Nordowskie serce radowało.