Ok, dziękuję.
EDIT: na moim zegarze podane jest, że mamy 20:02, więc myślę, że już mogę. A więc było sobie późnośredniowieczne oblężenie pewnego istotnego ze względów strategicznych zamku w pewnym wyjątkowo kosztownym (dla obu stron) i relatywnie długotrwałym (jak na epokę) konflikcie między dwoma średniowiecznymi państwami. Jedno państwo powstało na koszt drugiego, jednak poróżniły się ze sobą z uwagi na kwestie gospodarcze (to istotna sugestia). Oba państwa walczyły ze sobą w serii długotrwałych i momentami nonsensownych wojen i oblężenie, o którym mowa, toczyło się w ramach postępującego rozkładu politycznego w państwie nr 1 i relatywnego podźwignięcia się geopolitycznego państwa nr 2.Oblężenie to jednak zakrwawało o kiepski żart. Zaczęło się ono od tego, że najpierw państwo nr 2. wydarło ów zamek państwu nr. 1 w drodze całkowicie oddolnego buntu ludności natywnej (tu ważna informacja), jednak ta ludność miała problem z utrzymaniem dostatecznej ilości zbrojnych (tu kolejna ważna informacja) na obsadzenie wszystkich zamków i twierdz opanowanych na koszt państwa nr. 1. Żeby było śmieszniej, większość buntowników albo była całkowitymi tubylcami ALBO pochodziła z państwa nr. 2 i osiadło tu po poprzednim, wyjątkowo krwawym dla państwa nr. 1 konflikcie. Zamek ten państwo nr. 1, które było już w stanie totalnego rozkładu, odbiło z pomocą posiłków sprowadzonych z państwa (czy może raczej - zespołu państw, ale wyjątkowo z jednego i tego samego jego regionu) nr. 3. i tak się nastarało, że żywności, płynów i paszy dla koni, nie mówiąc już o amunicji, broni i uzbrojenia ochronnego zamek ów miał pod dostatkiem przez całe oblężenie. Z drugiej strony, specyfiką tego "zamku" było to, że samego zamku - jako kasztelu - ono nie miało, miało za to teren sprzyjający obronie - miasto zostało założone na malutkiej wysepce na przesmyku między dwoma jeziorami i w praktyce było dostępne tylko z dwóch stron, a dysponowało murami otaczającymi cały kompleks miejski, co czyniło je dobrym punktem do obrony i bardzo trudnym do zdobycia.Siły oblegające z państwa nr. 2 z kolei przez całe oblężenie zmagały się z brakiem pieniędzy, przejawiającym się nawet tym, że wojacy - którzy grabili wszystko co popadnie - musieli zastawiać swoją broń by mieć coś jeść, dezerterowały masowo, a sama załoga przez całe oblężenie była w praktyce liczniejsza od sił oblegających. Dowódca oblężenia dwoił się i troił, by chociaż utrzymać to oblężenie mimo całkowitego bałaganu, fatalnego morale, brakach wszystkiego i niedostatecznej artylerii i by jakimś cudem wziąć je szturmem. Próbowano różnych podejść - od bombardowania miasta z wyżebranej artylerii i generalnego szturmu (który załoga odparła, zadając duże straty oblegającym), przez - planowaną ale ostatecznie niewykonaną - próbę desantu z jeziora na najsłabszy odcinek murów aż po ostrzał miasta z ręcznej (tu kolejna istotna uwaga) broni palnej, którą normalnie używało się wtedy DO OBRONY twierdz (wyjątkowo tutaj udało się odnieść względny sukces, gdyż ustrzelono dowódcę załogi, którego zastąpił jego młodszy podkomendny) aż po nawet próbę wybłagania załogi by się poddała (na co ta odpowiedziała, że zajęła twierdzę na rozkaz państwa nr. 1 i zamierza go bronić w imię tegoż państwa). Ostatecznie doszło do tego, że do oblężenia dołączył sam władca państwa nr. 2 przysyłając świeże posiłki ze względu na koncentrację sił państwa nr. 1 w pobliżu która mogła rozbić siły oblegające - czy raczej, blokujące miasto - i co się faktycznie stało, w parę miesięcy później doprowadzając do bitwy, która była jeszcze większą kompromitacją wojsk - nie dowództwa - państwa nr. 2.Pytania brzmią: 1. Co to za oblężenie (jakie miasto, kiedy, jaki konflikt?)? 2. Podaj które państwa kryły się pod numerkami 1, 2 i 3. 3. Podaj dowódcę, który wyrabiał cuda, byle by tylko utrzymać oblężenie. 4. Podaj dowódców załogi (tego ustrzelonego i jego podkomendnego/następcę). 5. Podaj kto był w tym czasie władcą państwa nr. 2.