Miałem to napisać już dawno temu, ale zapomniałem. Otóż historia ta miała miejsce rok temu. Mój sąsiad, hodowca gołumbkuw, ojciec chyba ośmiorga dzieci (w każdym razie dużo ich) i znawca około 500 słów ma pewien problem z "gołumbkami", a mianowicie "jaszczembie". No i jadę ja sobie do sklepu na rowerze, a na sąsiedniej drodze mój sąsiad ciekawą scenkę odstawia. Wielki chłop (ok. 190 cm) jedzie na małej damce trzyma kierownicę jedną ręką a drugą wymachuje i wydaje przedziwne odgłosy w tylu "kra!!! kra!! kra!!!". Myślałem, że się wywalę ze śmiechu na tym rowerze, ale szczęśliwie się wybroniłem.
Wiem, że miało być o klątwach, ale myślę, że to też jest dobre. Jak ktoś tu coś napiszę to napiszę drugą historię z moim sąsiadem w roli głównej.