Skrobnąłęm parę zdań, sry, że takie krótkie, następny rozdział będzie dłuższy.
Rozdział 1
W sali zamkowej Vedin wypowiedział ostatnie słowa przysięgi, król Harlaus cofnął się wtedy podszedł do niego gwardzista powiedział – Panie! Nim król zdążył się odwrócić w plecach tkwił już sztylet, wbity bardzo głęboko. Wszyscy dobyli broni, na królobójcę rzucił się od razu tłum rycerzy i gwardzistów, sam zbój zrzuciwszy z siebie zbroje walczył w lewej sztyletem którym z wprawą odbijał ciosy, w drugiej miał wielki miecz którym dokonywał rzeczy nadludzkich, skoczył na stół a podłogę pokrywał tuzin trupów, wtem do sali wtargnęło około pół setki bandytów uzbrojonych w nie byle jakie zbroje, dobre miecze, długie krzywe szable, paru posiadało nawet wielkie nordyckie topory używane przez huskarli. Vedinowi zagrodził drogę jeden z owych barbarzyńców i rzekł – giń psie! Chciał odciąć mu głowę dość sporym mieczem, Vedin zręcznie odbił cios kopnął przeciwnika w brzuch i przebił na wylot mieczem. Walka ze swadiańskimi weteranami nie wyszła bandytom na dobrem od drzwi wleciał tłum żołnierzy i bandyci wiedzieli, że nie wytrzymają nawet pięciu minut, więc niektórzy chcieli się poddać, nie szczędzono ich jednak bez litości a z resztą nawet jak któremu pozwolono zachować by życie to na krótko, bo z pewnością umarli by w okrutnych męczarniach. Więc w rogu sali ścieśnili się w kupę i zaczęli desperacko się bronić. Tymczasem Vedin ściął już z tuzin wrogów, skierował wzrok w stronę najgorszego z nich i widząc jaki poczynił straty łącznie z zamordowaniem króla Harlausa, rzekł do niego –walcz ze mną królobójco jeśli nie masz zajęczego serca! Zbir spojrzał w jego stronę i zaśmiał się i powiedział –zginiesz! Konkurent odpowiedział mu w romedyjskim języku – letto fir alerno (zwycięstwo będzie po mojej stronie ). Całe wojsko patrzyło na ten pojedynek, natarli na siebie. Zbir wielkim mieczem rozwalił mu tarcze a samego hrabię przewrócił, miał zadać ostateczny cios gdy nagle swadiański rycerz przeturlał się i podniósł. Ostrzę trafiło w ziemię i zanim zdążył je podnieść Vedin szybko odciął mu głowę, zbir nawet nie zablokował wtedy sztyletem, głowa spadła na ziemię i tak skończyła się ta walka i żywoty zamachowców. Do ciała uznanego za zmarłego króla Natychmiast przyszli Vedin, hrabiowie, król Romedii Argon i reszta dostojników.
Okazało się, że król żyje był na razie nieprzytomny, wyjęto mu sztylet, został też opatrzony przez najlepszych medyków. Gdy dowiedziano się, że odzyskał przytomność zaraz najwyższy stan przybył do jego łoża i zaczęto z nim rozmawiać, jeden z hrabiów spytał się go – panie, twój syn dawano zginął w wojnie, nie masz dziedzica, kto twym zdaniem ma być królem. Harlaus wybełkotał w odpowiedzi –wy-bierzcie Ve-di-na on jest po-tomk-iem cesa-rza. Niezadowolenie odbiło się na twarzy większości lordów, widać było, że chcieli pozyskać tron dla siebie, więc pierwszy powiedział awanturniczy Haringoth –nie może być! Za chwilę zawtórowało kilka takich samych głosów. Nagle jednak ktoś powiedział –trzeba wypełniać wole umierającego! I kilka głosów przytaknęło mu słowem –Prawda! Odezwał się młody i wojenniczy hrabia Mirchaud –pozwę każdego na szranki lub miecze kto królewskiej woli się sprzeciwi! Przez drzwi wszedł medyk powiedział im –proszę oszczędzać Jego Królewską Mość i nie krzyczcie tak głośno. Ktoś mu odpowiedział –dobrze ale won stąd i to prędko! Medyk zaczął się sprzeciwiać więc dostał pięścią w nos i tymczasowy pobyt w lochach, żeby uleczył sobie złamany nos i za zbytnią śmiałość do stanu hrabiowskiego. Król wydusił z siebie jeszcze ostatnie zapisane w kronikach słowa –Ved-in Vedd-in uczyń-cie go kró-lem niech podbi-je Calrad-ię niech rozpocz-nie woj-nę o pokój i z tymi słowy zakończył swój żywot Harlaus, król Swadi i pan na Praven.
Pogrzebano go za trzy dni i pochowano w pięknym marmurowym grobowcu w podziemiach zamku obok przodków.
Vedin budził szacunek w lordach z zasług wojennych i zwycięstw w turniejach, większość w końcu opowiedziała się po jego stronie lecz reszta najgrubszych i najbogatszych lordów związała się w unię przeciwko nowemu królowi. Samemu Vedinowi przyznano tymczasem urząd namiestnika i wystawiono na próbę. Właśnie siedział w gabinecie gdy wszedł posłaniec z listem ze zgromadzenia lordów w Suno, że stają po stronie Vedina i przyjmują jego władzę, list w imieniu lordów na pisał hrabia Beranz a brzmi on tak.
Wielka namiestnikowską mościo!
Ja i ośmiu innych hrabiów na naszym zgromadzeniu w Suno uchwaliliśmy, że dobrowolnie idziemy pod twoje rozkazy i służyć Ci będziemy do śmierci, lecz sprawę z przysięgami zostawimy na później. Niepokojąca jest wieść, iż paru tępych hrabiów z lordem Haringoth na czele koncentruje swe siły w okolicy zamku Haringoth, około pięć tysięcy żołnierzy tam już stacjonuje, ale ostatecznie może być ich dużo więcej, bo popierają ich Rhodocy, słyszeliśmy także, że masz zamiar gromadzić siły w wiosce Veidar i na pewno się tam stawimy, razem z Waszym wojskiem i razem będzie około piętnastu tysięcy mieczy.
W imieniu lordów oraz swoim
Wierny sługa Hrabia Beranz
Po przeczytaniu listu Vedinowi bardzo poprawił się humor i powiedział do pachołka by kazał zanieść wieść –przegrupujemy wojska pod Veidar!
Sam zaczął rozsyłać listy do stronników, gromadzić wieści aż w końcu zmorzył go sen, brat śmierci. Z wczesnego ranka kazał zagrać żołnierzom pobudkę i armia ruszyła do obozu w Veidar gdzie stacjonowało go już ku jego zdziwieniu trzynaście tysięcy żołnierz. Po dniu ciężkiego marszu, późną nocą jeźdźcy na przedzie zauważyli w końcu wielki obóz żołnierzy. Wypatrzono ich także z obozu. Na spotkanie wyjechało całe dowództwo, Vedin przywitał ich i powiedział, że musi się trochę przespać, rano przedstawi plan bitwy. Wojsko rozbiło namioty, było ich dwadzieścia trzy tysiące w tym dziesięć jazdy podzielone w mnogie chorągwie jazdy i trzynaście tysięcy piechoty w tym sześć tysięcy zacnych kuszników. Wysłano zwiady i szpiegów, ci potwierdzili, że w obozie wroga stoi dziewięć tysięcy buntowników i dwóch lordów rhodockich Tarchias i Kurnias w piętnaście tysięcy żołnierzy, łącznie dwadzieścia cztery tysiące wrogich żołnierzy. Vedin wymyślił nawet dobry plan bitwy, kazał budować okopy i szańce na pewnym wzniesieniu, a przed nimi wybudować wilcze doły w które jazda łatwo wpadnie, a potem jazda ruszy z obu stron. Czasu mieli wiele, ponieważ wojska buntowników dopiero przygotowywali się do wymarszu.
Siedzieli w okopach już trzeci tydzień gdy nagle wysłany zwiad wrócił nie w całości i bardzo poszarpany, doniósł także, że Haringoth i Rhodocy idą całym wojskiem. Żołnierze zajmowali pozycję, piechota w szańcach a jazda po bokach lub przyczajona w okolicznych lasach. Po dwóch godzinach wszyscy byli już gotowi do bitwy. Przyjechał poseł od wrogich wojsk wzywający się do poddania i przedstawił punkty kapitulacji, wtedy Vedin mu przerwał i powiedział –będziemy walczyć w wszczętej przez was wojnie domowej, czemu chcecie zginąć? I tyle krwi swadiańskiej przelać i jeszcze z nieprzyjacielem się łączycie. Zanieś temu psu Harghotowi w odpowiedź, żeby się poddał a zostanie ocalony i rhodokom by wrócili za swe granice. Poseł przez chwilę wachał się co mu odpowiedzieć. Hrabia Meltor plunął mu w twarz i krzyknął –Jedź bo ci mieczem w łeb strzelę pludraku! Poseł odjechał. Za pół godziny wojska rhodocko-buntowinicze odpowiedziały strzałą z kawałkiem pergaminu na którym było napisane wojna!
Rozpoczęła się więc bitwa na początku trwały tradycyjne harce rycerstwa potem w wojskach królewskich zagrano odwrót dla zagończyków i z szańców zaczęła wysypywać się piechota. Powitano ją gradem strzał lecz Haringoth nakazał szarżę. Do Vedina przyjechał posłaniec z wieścią, że syn Haringotha, Regas przyjechał do wojsk królewskich z chorągwią jazdy. Tymczasem jazda przebiwszy się przez pierwsze szeregi piechoty upojona wizją triumfu wpadła w pewny pęd, że nie mogli już nawet powstrzymać koni, piechota sformowała się w szyk, wbiła włócznie i halabardy w ziemię i śmiała się z pędzących ku nim jeźdźcom. Wtem jazda wpadła w pułapkę, przed pierwszymi szeregami zapadła się ziemia reszta przewracała się o swoich poprzedników i wpadała do dołu, Vedin wydał rozkaz –gradem strzał! I w tym momencie każda kusza tak jak i każdy łuk wypuścił strzałę lub bełt. Przyczajone chorągwie jazdy królewskiej z rozkazu zaszarżowały na boki i tył przeciwnika wszczął się popłoch, przez trupy i wilcze doły przeprawiła się piechota i runęła na przeciwnika, atakowi jazdy opierała się już tylko piechota rhodocka, książe Tarchias rzucił się z nieliczną konnicą rhodocką by dać odpór swadiańskiej jeździe, jazda z okrzykiem –Swadia! –Za króla! Runęła na przeciwnika rozerwała jazdę rhodocką w mgnieniu oka, sam Tarchias przebodzony kopiami i mieczami legł na polu bitwy. Na piechotę rhodocką rzuciła się swadiańska a Kurnias bronił się nadal, pęknęła mu od ciosu piką zbroja gdy dowiedział się o śmierci Tarchiasa pomyślał, nie ma ucieczki, legnę jak on. W Rhodokach jednak myśl o klęsce wzmagała coraz większą obronę. Tarchias spojrzał się po polu naokół było pełno trupów, obok był koń widocznie jeźdźca ubito była też luka między żołnierzami miał właśnie uciec gdy z tyłu swadiański jeździec rąbnął go toporem w hełm, że aż pękł na szczęście był dobrej roboty i dobrej stali, co pozwoliło mu przeżyć.