Warhammer-Macki Przeznaczenia.
-No więc jeszcze raz kapłanie, ile za to dostanę i co mam zrobić?
-Jak mówiłem uprzednio...sto złotych koron, masz tylko pomóc mi wydobyć ta tabliczkę i ją dostarczyć do mojego domu.
Kurt nadal się zastanawiał nad tym wszystkim. Był najemnikiem i spędził w Bechafen sporo czasu, wręcz za dużo. Wraz z Johannem wrócili z długiej kampanii na północy, z kilkudziesięciu osobowego oddziału przeżyli tylko oni. Stary sierżant Grendar zmarł w drodze powrotnej w wyniku odniesionych ran. Tak walka na północy to był istny koszmar....
Miał dwadzieścia osiem lat a już powoli siwiał na głowie, czy to wszystko przez te cholerne okropieństwa chaosu? W oddziale był uważany za jednego z najmocarniejszych i odważnych. Tak, zaiste ucieczka przed wrogiem przez bagna to iście heroiczny wyczyn. Teraz rozważał propozycje zarobku który oferował mu ten sigmarycki kapłan. Dobrze płacił, wręcz za dobrze jak na taką łatwą robotę, nie obchodziło go co to za tabliczka, zapewne relikt kultu sigmara czy coś.
-Dobrze, jutro o świcie przy północnej bramie, dziś już późno bracie.
Fakt tawerna pękała w szwach, gwar rozmów był ogłuszający. A on miał dziś jeszcze w planach zapoznać się z ta śliczną służką. Kapłan wstał bez słowa i szybko opuścił "Suchy Kufel". Sklerotyk jakiś czy co, nie dość że zostawił na stole jakiś kawałek papieru to nie wykonał zwyczajowego znaku sigmarytów. Ale nie można się mu było dziwić, ostatnie walki z tutejsza chordą zwierzoludzi każdego wprawiłyby w roztrzęsienie. Szybko osuszył kufel i podszedł do karczmareczki....
Johann przeklął po raz kolejny, ten burak Kurt ponoć miał na niego czekać w tawernie. Po rozmowie z barmanem okazało się to czego się domyślał. Bezwstydnik niejako kupił młodą kobietę na noc, zawsze tak robił, nie od parady miał przydomek "Duży bawidamek". Usiadł przy prawie pustym stoliku nie licząc śpiącego i śliniącego się pijaka. Jakiś skrawek papieru leżał na stoliku, miał go odrzucić precz ale chyba coś w środku było zawinięte. Upewniwszy się że nikt nie zwraca na niego uwagi odwinął zawiniątko. Jego oczom ukazał się mały pierścień na łańcuszku, nie był szczególnie piękny ale chyba ten mały czerwony kamień niewyraźnie migotał. Schował szybko znalezisko do kieszeni i ruszył poszukać innego noclegu. Rano poszuka Kurta, wszak bez niego nigdzie się nie wybierze prawda?
Mżawka od rana nadawała okolicy sennego wyglądu. Mgła unosząca się z pobliskiej rzeki zalewała portowe miasteczko.Nieliczni mijani ludzie to bez wątpienia dokerzy, i inni pracownicy.
Kurt czekał pod bramą stale prowadząc pojedynek wzrokowy z podchmielonym strażnikiem. Tamten ledwie stał wspierając się na włóczni, wydawało się że wystarczy lekki podmuch wiatru i włócznia jak i jej właściciel runą w kałuże.
Kapłan zjawił się pół godziny później wyraźnie był czymś zamyślony .
-Witaj ojczulku, coś cie trapi?
Tamten spojrzał na niego przekrwionymi z niewyspania oczami i cicho odpowiedział.
-Nie wyspałem się, nawet nie wiesz ile my w zakonie mamy roboty...ah ruszajmy.
Oboje minęli bramę i strażnika który jak przewidział Kurt spał teraz zwinięty w kłębek z głową w kałuży. Chwilę potem kilku chłopców zręcznie pozbawili go zbędnych pieniędzy. Drugi strażnik zdawał się nie zwracać na to uwagi. Dziwne jak tutejsi ludzie niczym się nie przejmują. Czyżby cała wojna aż takie odcisnęła piętno na mieszkańcach? Cieszył się że nie zabrał ze sobą Johanna, nie miał zamiaru się dzielić z nim zapłatą. Młody powinien pomyśleć o studiach czy coś, przecież przy każdej nadarzającej się okazji wymądrzał się wiedzą .I niejednokrotnie koledzy dawali mu swoje...korepetycje z użyciem pięści. Tak, niech siedzi w mieścinie, przecież całe to zadanko nie potrwa długo.
Młodzian na próżno szukał towarzysza. Pytał karczmarza o miejsce w które się udał ale tamten dziad nie miał o niczym pojęcia. Z zapamiętaniem szaleńca wycierał kufle które nie grzeszyły czystością. Tuż za barmanem mały kształt przemknął do spiżarni, szczury czuły się w tej norze jak w domu. Oparł się o kontuar i westchnął, nie miał pojęcia gdzie szukać. Ależ Johann, pomyślał, on cie tu zostawił, kampania się skończyła, odział nie istniał i każdy powinien iść w swoją stronę. Nie wydurniaj się, na prawdę potrzebujesz dalej towarzystwa tego osiłka? Masz swoje lata, czas pomyśleć o innym zajęciu, ustatecznić się.
Do tawerny wpadł jak strzała młody chłopak, jakiś tutejszy smark, pomyślał. Podszedł do grubego karczmarza i coś mu przekazał, jakąś sakiewkę, tamten dał młodemu kilka pensów. A więc burak jest tu paserem, nieźle to sobie wykombinował, ciekawe ile dostanie nagrody jeśli wyda go straży. Szybko skierował się do wyjścia gdy poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
-Nic nie widziałeś rozumiesz?-Johann odwrócił się i poczuł odór zjełczałego wina i tłuszczu jakim ten dryblas się smarował przed zimnem. Pewnie wykidajło na służbie u barmana. Miał już do czynienia z takimi jak on, w sumie byle grasant był o wiele groźniejszy od tego tu.
-Słuchaj-zaczął bez namysłu karczmarz-nie chcę wylecieć z interesu. To ciężkie czasy i dorabiam na boku, daje biedakom zarobić nieco. Szlachcic czy kupiec w dupie ma co z takimi jak my będzie. To źle że nie chcemy poumierać z głodu?
-Ale z drugiej strony tacy jak wy wprowadzacie anarchię i bezprawie.
Osiłek nadal stał naprzeciw Johanna gotowy w każdej chwili na skinienie barmana uderzyć.
-Owszem, imperator nadal ugania się za barbarzyńcami, nawet nie zainteresuje się swoim ludem. Jesteś najemnikiem do cholery, sam wiesz jak ciężko o pieniądze. Ile zarabiałeś? Pięć koron na miesiąc? Za nadztawianie karku?
Najemnik rzeczywiście nie raz zastanawiał się dlaczego ma taki a nie inny żywot. Profesja żołnierza była nie wdzięczna, ryzykowna i mało opłacalna. Jednak wychował się w rodzinie dla której honor był ponad wszystkie pieniądze. I jak skończyli? Siostra została dziwką w Nuln, ojciec umarł na koklusz a matka oszalała.
-Poza tym-ciągnął dalej-mam dla ciebie o wiele lepsze zajęcie. Twój los znacznie się odmieni, możemy chyba pogadać jak ludzie co?
-Pogadać tak, ale to nie oznacza że się na cokolwiek zgodzę.
-Oczywiście, zapraszam więc na górę, Ferdar dopilnuj do tego czasu baru.
Było późne popołudnie, wraz z kapłanem Kurt przedzierał się przez gęste krzaki, wielkie owady goniły kując i kąsając raz po raz. Było duszno, niesamowicie duszno, zapowiadało się na burzę. W końcu kapłan wyprowadził ich z zarośli, ich oczom ukazała się mała grota. Wejście do niej było częściowo zarośnięte.
-A teraz czas byś wykazał się i dał sobie zarobić.
Po tych słowach kapłan usiadł opierając się o drzewo ,miał blade oblicze. Cała ta magia i pieprzone ceremonie tylko wykańczają kleryków. Przecież równie dobrze mógłby go teraz zabić, zabrać pieniądze i ulotnić się, może do Midenheim?Coś mu mówiło że to było by najlepsze...
W sumie lepiej zabrać ową tabliczkę i nie narażać się, wiadomo do czego są zdolni sigmaryccy fanatycy?Nie ma co popadać w histerie.
Johann kolejny raz krzyknął z bólu. Związano go za nogi i przewieszono przez belkę. Po tym jak udał się na górę, barman dosypał mu jakiegoś narkotyku w trakcie rozmowy. Gdy się obudził ujrzał przed sobą obdartego karczmarza i dwóch obcych mu ludzi. Skrywali twarze pod kapturami. Jeden z nich miał księgę. Rozpoznał błyskawicznie symbol z okładki. Sigmarze,to wyznawcy Khorna!
-Nie potrzebnie się zjawiałeś w Bechafen-seplenił barman-my tu nie lubimy obcych. Mogą nam popsuć plan, a to nie podobało by się naszemu bogowi. Zostawiam cie z miłymi ludźmi...żegnam.
Wychodząc śmiał się jak szaleniec i trzasnął drzwiami. Johann wiedział że nic nie da wołanie o pomoc, byli w jakiejś piwnicy.
-Zabijcie mnie szybko-westchnął .
Pieprzony Kurt, gdyby nie chęć pogadania z nim może uniknął by swojej śmierci. Śmierci z rąk wyznawców chaosu z którymi przez rok walczył, wychodził z każdej bitwy bez szwanku. A załatwił go zwykły barman.
-Azrak ar nu'r khorne!-wycharczał jeden drugi mu zawtórował-wycierpisz śmiertelniku sporo nim zdechniesz. Widzisz my mamy swoje sposoby żeby zadawać bul wiele godzin nie zabijając ofiary zbyt szybko . To sprawia nam radość, przeklinaj swą samice że wydała cie na świat. Przez najbliższe godziny twe męki będą niewyobrażalne.
-Z twej skóry zrobię sobie płaszcz, twa czaszka przyozdobi sztandary oddziałów które wkrótce wyłonią się z lasu i zniszczą to miasto. A to tylko początek ponownej fali Wyznawców potężnych bogów chaosu.
Oprawcy wyciągnęli przed niego skrzynie w której roiło się od przeróżnych narzędzi tortur...
Kurt w końcu wracał uwalany w błocie, znalazł małą kamienną tabliczkę ale przypłacił to skręconą nogą w kostce .Na dodatek kilka goblinów zechciało z nim walczyć, po prawdzie uniknął śmierci gdy część małych kreatur ześlizgnęła się z skalnego występu i runęła w podziemną rzekę. Utykając i z tablicą pod pachą wychodził w stronę światła.
Na zewnątrz zaczynało coraz bardziej ciemnieć, a kapłana nie było. Miał tu czekać, a potem razem udać się do niego. Gdzie ten stary grzyb?
-Bracie! Gdzie jesteś? Mam tablicę, na Sigmara mam ją!
Brat wyszedł z wyraźnym lękiem wyrysowanym na twarzy gdy patrzył na grotę.
-Odejdźmy stąd jak najprędzej, zaczyna zapadać zmrok a mi się bardzo śpieszy.
Kurt pokornie ruszył za nim. Kapłan wydawał się być pogrążony w zadumie, coś mamrotał pod nosem, nie mógł jednak nic z tego zrozumieć. To był Tileański czy kislevicki język?
-Daj mi ją, chcę w końcu obejrzeć to cudo.
-Najpierw zapłata.
Kurt nauczony przez życie wolał się o swoje ubiegać, i nie ufać nadto nawet kapłanom. Tamten wyciągnął sakiewkę jednak wypadła mu z artretycznych trzęsących się rąk .Cała zawartość wylądowała w trawie. Kurt szybko dał mu ten zakichany przedmiot i joł zbierać pieniądze.
Potem nastąpiło kilka rzeczy na raz, najpierw dziwna pieśń śpiewana przez kapłana. Potem poczuł zimno na ciele, następnie doznał całkowitego paraliżu. Leżał wśród trawy z nadzieją że kapłan mu pomoże, bogowie co się stało??
Kapłan przyklęknął nad nim i szyderczo się uśmiechnął.
-Jacy wy ludzie jesteście naiwni .Naprawdę myślałeś że jestem starym, niedołężnym kapłanem? Ja jestem wyznawcą Tego Który Zmienia Drogi. Właśnie pomogłeś mi odzyskać przedmiot niezbędny do przywołania demona. Tak tak, wkrótce Bechafen a potem całe zasrane imperium pogrąży się w mroku. Nie mogłem tam wejść bo tutejszy kapłan...teraz martwy...poświęcił tą grotę ,wyznawcy mrocznych potęg nie mogli tam wejść.T y jednak mogłeś, skuszony nic nie wartymi pieniędzmi, potrafiłeś zostawić swojego przyjaciela dla złota. No cóż, twoja i jego czaszka bardzo dobrze się nam przysłużą.
Jak mogłem być tak ślepy, pomyślał, czemu nic nie zauważyłem podejrzanego, jakim byłe głupcem.
Mag chaosu uniósł siłą woli wielki pień niedawno przewróconego drzewa i opuścił na niego. Mrok i wizje demonów naprzemiennie miały gnębić go po drugiej stronie....
Nie wiem jak mi poszło ale chyba tak źle nie było;/ Czasem coś stworzę i szybko spisuję. Jeśli Ktoś ma jakieś opowiadania śmiało wrzucać, sam nie dam rady raz po raz wymyślać;)(głowa mi pęknie he he)