Hymm... Jako że jestem przeziębiony i nudzi mi się niemiłosiernie, a pokemony w wersji Crystal już mnie znudziły, postanowiłem przeczytać to Twoje opowiadanko. Po za tym dawno nie napisałem nic dłuższego na forum, to zdecydowałem się podjąć próbę ocenienia Twojej pracy. Oczywiście będzie ona bardzo subiektywna i właściwie to mogę jedynie wskazać, co mi się nie podoba i co moim zdaniem Powinieneś poprawić, albowiem sam zbyt dobrym pisarzem nie jestem i nie znam się na tym rzemiośle dostatecznie. A tak już nieco luźniej dodam, że spacjalnie dla tej pracy ściągnąłem sobie Notepad++, żeby móc analizować te Twoje swoiste dzieło, linijka po linijce. Możesz więc czuć się zaszczycony, że tak się dla Ciebie wysiliłem.
Na początku wypadało by mi wspomnieć o nieco nieszczęśliwym początku, bowiem właściwie brakuje mi tam jakiegokolwiek rozpoczęcia. Po prostu od razu popychasz swojego bohatera w wir czynności, niczym nieporuszony poruszyciel. Skutkuje to tym iż czytając, ma się wrażenie że to tylko fragment wyrwany z kontekstu całego opowiadania.
Drugim mankamentem tegoż fragmentu:
Thorn wstał wcześnie. Przepłukał twarz zimną wodą i w pośpiechu przełknął resztki, które zostały na stole po kolacji. Potem ubrał czerwoną szatę Ognistego Lorda Niebios i wyszedł na ganek. Chciał odejść niezauważony, ale oczywiście dopadła go zaraz po wyjściu z mieszkania.
jest to iż właściwie brakuje mi tu rozwinięcia opisu owego mieszkania. Tak więc nie wiadomo czy bohater mieszka w drewnianej chatce; gdzieś w jakimś bloku; czy może w kamiennej komnacie i tym podobne... To samo jest z tym gankiem, bo właściwie nie wiadomo czy to ganek-klatka schodowa, ganek-przedsionek, ganek-weranda. Moim zdaniem powinieneś rozwinąć nieco opisy, a otrzymasz zdecydowanie lepszy efekt.
Większy problem widzę w tej nieszczęsnej "czerwonej szacie Ognistego Lorda Niebios." Od razu kojarzy mi się to z grami crpg i przedmiotami opisywanymi w nich poprzez prefix i surfix. wydaję mi się że lepiej było by rozbić o zdanie na kilka części. Przecież przynależność do Lordów Niebios można umieścić w innym kawałku opowiadania, a samo stwierdzenie koloru szaty można by rozbudować np poprzez przyglądanie się bohatera w lustrze. Przy okazji motyw z lustrem pomoże Ci lepiej opisać wygląd herosa. Nie musisz go przecież tak od razu wyrzucać z jego mieszkania. Poświeć tej lokacji nieco więcej miejsca.
rozległ się miękki kobiecy alt za jego plecami. Thorn zaklął w duchu i odwrócił się od drzwi, które właśnie zamykał, przybierając maskę obojętności.
Tutaj niby wszystko wydaje się dobrze, ale nie wiedzieć czemu, składnia gryzie mnie po oczach. Osobiście zmienił bym to na coś w stylu: Ranny z ciebie ptaszek- usłyszał tak miękki, kobiecy alt za swoimi plecami. (Jakaś inna nazwa bohatera, nie znowu Thorn!) zaklął w duchu, jednocześnie przybierając maskę obojętności na twarzy i odwrócił się od drzwi, które właśnie zamierzał zamknąć." - Wydaję mi się bowiem że powinno się łączyć ze sobą to co opisuje bohatera i osobno to co dotyczy świata fizycznego.
Stała tam, zwiewna w swej zielonej szacie Lorda Natury.
Tak samo jak w przypadku ognistej lordowości i tu pasowało by przebudować znanie. Ponadto używasz cechy "zwiewnej" co tyczy się kobiet raczej bardziej eterycznych. Z tego zaś co czytam dalej, ta akurat dość dobitnie manifestuje swoją obecność i raczej nie wybiera nigdy stania w cieniu.
a niedbale zasznurowany dekolt ledwie trzymał.
To bardzo miło że tworzysz tu niedomówienie, bowiem mam już dość czytania biologicznych opisów ciała kobiecego. Tym samym też pozostawiasz możliwość do popisu mojej męskiej wyobraźni. Jednak to nadal brzmi jak zwykły kolokwializm i przede wszystkim skrótowa wypowiedź. Lepiej by brzmiało coś w stylu: "...a niedbale zasznurowany dekolt ledwo wytrzymując wywierany nań napór, tylko pozornie zakrywał to, co zgodnie z etyką powinno być ukryte." - (Znowu to tyko moja subiektywna opinia!)
Potem właściwie nie mam zastrzeżeń co do rozmowy obojga, choć oczywiście nie zaszkodziło by nieco rozbudować wewnętrzne opisy.
Podszedł do najbliższej studni energii i dostroił się do niej. Wyruszał na niebezpieczne tereny, dlatego postanowił odnowić swą mentalną energię. Gdy poczuł, że więcej już nie wchłonie, wycofał się i skierował ku Głównej Bramie. Idąc, rozkoszował się dniem, zawsze lubił chodzić w słońcu, czuć jego ciepło, w końcu był Lordem Ognia.
To wygląda jak jedno z moich zakończeń próbnego wypracowania maturalnego, gdy okazało się że mam trzydzieści sekund do końca. Tu aż się prosi o opis: studni energii, procesu dostrajania, samego transferu energii, drogi do głównej bramy i jej samej.
Miał do przejścia spory kawałek. Kwatery mieszkalne Lordów znajdowały się na obrzeżach wewnętrznego kręgu Kuźni, toteż musiał minąć wewnętrzna bramę, którą przekroczył nie nagabywany przez nikogo.
Pomiędzy to znowu można by wpleść sporo opisów, co zapobiegło by wrażeniu że opowiadanie jest pisanie w pośpiechu.
Thorn nie spieszył się już, spotkanie z Vanessą, którego próbował uniknąć, zepsuło mu dzień.
. Jeśli koniecznie chcesz zostawić to zdanie w tej postaci, to po zdaniu "Thorn nie śpieszył się już." postaw kropkę. Tam gdzieś wcześniej również zauważyłem inta, ale to tutaj już jest nader widoczne.
Zanim dotarł do zewnętrznej bramy napatrzył się na typową architekturę Kuźni. Ogromna i potężna, zbudowana z bliżej nieznanego mu, lekko połyskującego metalu o kolorze srebrno-czarnym. Wrota były otwarte na roścież. O tej porze nie było wielu ludzi, właściwie Thorn nie widział nikogo. Po co mieliby wstawać tak wcześnie?
No, widzę pierwszą poważna próbę dodania jakiegoś opisu. Jednak bardzo szkoda że przerwałeś, nim właściwie cokolwiek zostało nakreślone. Czyli prościej mówiąc, architektura owej kuźni nadal jest dla mnie niewiadomą. Ponadto zauważ że powtarzasz się w cześci, w której wspominasz ze Thorn nie spotyka nikogo. To moim zdaniem jest niepotrzebne.
Wyszedł na zewnątrz, przez chwilę rozkoszując się widokiem. Kuźnia lewitowała dobre dwadzieścia metrów nad ziemią, z ziemią łączył ją potężny, nieruchomy most. Dotarcie na dół zajęło mu dobre dziesięć minut.
Ten kawałek jest dla mnie nieco nie zrozumiały. Kuźnia lewituje sobie nad ziemią, ale nad jakimś płaskim terenem? Czy może otaczają ją np skały? A sam most? Położony pionowo, poziomo, czy pod jakimś tam kontem? Jak wygląda ten most? Po za tym dwadzieścia metrów w pionie, to będzie max dwieście metrów powierzchni skośnej. Na prawdę mu się nie śpieszyło, skoro pokonywał ten kawałek w aż dziesięć minut. Z technicznych rzeczy, to wyraźnie można tam zauważyć powtórzenie, dlatego też zamiast drugi raz "ziemią" polecał bym użyć "ze stałym lądem" lub opcjonalnie "z kontynentem".
"Na jej terenie posiadanie wierzchowca było niemożliwe, jeżeli Pan Kuźni nie zdjął blokady, rzucanie zaklęć i przywoływanie stworzeń było niemożliwe." Po "było niemożliwe" pasuje bardziej kropka zamiast przecinka. Po za tym powtarza Ci się tu "niemożliwe".
"Teraz zaś Thorn złożył ręce i powoli zaczął je rozkładać na boki, pomiędzy jego dłońmi skakały czerwone iskry, a ręce zaczynały okrywać się czerwoną poświatą, coraz jaśniejszą. Po chwili iskry przestały skakać."
iskry-iskry;skakały-skakać. Ot takie powtórzenia.
"Pewną ręką sięgnął do ozdobnego pasa i z jednej z licznych zakładek wyjął kartę. Od spodu namalowane były płomienie, z drugiej zaś strony obrazek przedstawiał bestię. Thorn nawet nie zerknął na obrazek i rzucił kartę przed siebie."
I znów: kartę-kartę, obrazek-obrazek.
"Gdy tylko dotknęła ziemi, rozjaśniła się szkarłatnym blaskiem, który zaczął się poszerzać, aż utworzył sporej wielkości krąg w ziemi."
ziemi-ziemi
Oczywiście i do tych fragmentów przydał by się poszerzony opis. Choć nie jest to aż tak naglące jak na początku. Niestety w tym przypadku nie mogę Ci już podpowiedzieć nic, bowiem nie znam Twojej koncepcji jako autora. Myślę jednak że poradzisz sobie z tym lepiej ode mnie.
- Czeka nas daleko podróż, Scav. – zwrócił się do potwora zdrobnieniem od nazwy jego gatunku używanej przez Lordów, która brzmiała Scavenger. Wdrapał się na stwora, sadowiąc się na uformowanym jak siodło grzbiecie i złapał się za jeden z wystających przed nim szpikulców. Scavenger był wysoki na prawie trzy metry.
W tym fragmencie albo maż literówkę w wypowiedzi bohatera, albo Twój heros ma iście swojski akcent. Po za tym masz kolejne powtórzenie przy nazwie bestii. No i mam wrażenie że czytam trochę takie masło-maślane. Osobiście polecał bym przebudować ten kawałeczek.
"- Naprzód – zarządził i złapał się mocniej. Scavanger wystrzelił naprzód, biegiem pokonując kolejne staje. Ciężko uderzał nogami o ziemię i wybijał się, pędząc bez żadnych widocznych oznak zmęczenia."
Może to upierdliwe z mojej strony, ale i tu dopatrzyłem się powtórzenia: naprzód-naprzód. Uważam też że mini opisik drogi, którą pokonują, również by nie zaszkodził.
Pierwsza część zadania Thorna polegała na udaniu się do, graniczącego z terenami Stonekinów, miasta Lorum. Zakładając, ze nic go nie opóźni, będzie na miejscu przed zmierzchem.
I rzeczywiście, nic go nie opóźniło, aż na swej drodze, w oddaleniu mniejszym niż dwieście metrów, nie zobaczył małej wioski. Wyglądała całkiem zwyczajnie, kilkanaście chat zbudowanych wokół jednej naprawdę dużej, zapewne pełniącej funkcję spichlerza. Niedaleko leniwie płynął strumyk, napędzając młyn wodny. Wszystko wyglądałoby całkiem zwyczajnie, gdyby nie gęsty dym unoszący się ze spichlerza.
Znowu używasz imienia, zupełnie jakby Twój bohater nie miał żadnego synonimu. Ponownie też powtarzasz się w kwestii opóźnienia, a przecież można by to ładnie i poprawnie językowo rozwiązać, dodając choćby jedno więcej zdanie. No i nie wiem też w końcu czy ów heros miał się udać do miasta czy do wioski, a przecież to dość duża rozbieżność. Oczywiście udało mi się załapać że to nie jest już główny cel podróży, jednak zbyt jasno tego nie ująłeś. Bowiem znowu brakuje obudowania owego szkieletu czymś tworzącym klimat i jednocześnie pomagającym poznać świat.
Tak więc udało mi się jakoś przebrnąć przez połowę Twojego opowiadania i póki co, nie będę brnął dalej. Jeśli uznasz mojego posta za coś konstruktywnego i pomocnego, to napisz a chętnie zabiorę się da drugą część. Jeśli zaś chodzi o to co wyżej, to nie bierz tego jako krytykę, bo mojej wypowiedzi daleko do niej. Potraktuj to jako subiektywną konsultację z kimś, kto właściwi nie zna się na tym fachu, a tylko czasem ocenia prace znajomego. Mojej oceny raczej nie usłyszysz póki co, bowiem nie mogę ocenić tylko szkicu opowiadania. Gdy już je poprawisz no i uznasz za zakończone, to przynajmniej będę mógł z czystym sumieniem krytykować. W tej chwili mogę jednak stwierdzić że ma to jakiś swój potencjał i nawet kończyny na swoim miejscu, ale też nie jest to też lubiany prze ze mnie typ opowieści...
Ja sam pozdrawiam Cię serdecznie i zachęcam do dalszej pracy.
Daray.
P.S Post ma ponad 12000 znaków, więc mogą gdzieś występować krzaczki w wypowiedzi. Nie sprawdzałem jej od deski do deski, więc jakby co, to można poprawiać mnie na P.W a wyedytuję to tutaj.