Ależ gadacie, moi drodzy. Dekadenci z Was.
Czy nie lepiej optymistycznie zapatrywać się na sprawę życia? Rzekł niegdyś filozof rzymski, którego imienia przypomnieć sobie nijak nie mogę "E fructu arbor cognoscitur", co znaczy ni mniej ni więcej "Po owocach go poznacie".
Edukacja i praca bezsensem? Każdy przez to przechodzi, to fakt, jedni bardziej, inni mniej boleśnie. Jednakże nauka, sama w sobie, jest czymś pozytywnym, jeśli zapatruje się na nią w kwestii czystej ciekawości. Naprawdę nie cieszy Was, gdy przeczytacie interesujący artykuł? Gdy, powiedzmy na wykładach, dowiecie się czegoś ciekawego, co Wam się może kiedyś przydać?
A praca pracą - jedni uważają ją za obowiązek, ale robią to od niechcenia (teoria X), inni zaś pracują chętnie i cieszą się, że prócz radości z pracy dostają również za to pensje i mogą żyć (teoria Y). Dlaczego więc nie spróbować znaleźć takiej pracy, która będzie nas cieszyć? W której poznamy coś nowego, ciekawego, niezwykłego, zarabiając przy okazji pieniądze na życie, na wyżej przytoczone już pasje? Wiem, że to nie jest proste, ale jak najbardziej osiągalne.
Trzeba tylko być ambitnym i nie spoczywać na laurach. Kiedy człowiek jest ambitny, nieosiągalne staje się osiągalne. A gdy coś nieosiągalnego staje się osiągalnym, niemożliwe staje się możliwym (kiedyś wymyśliłem tę sentencję na potrzeby jednej z rozmów :)).
Więcej optymizmu, więcej ambicji, więcej radości, więcej epikureizmu (tylko nie hedonizmu :)) i będzie fajnie, kolorowo, ciekawie i życie "nagle" zyska sens. Nawet w swojej najprostszej postaci :)