Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: "Odwieczne życie wojownika"  (Przeczytany 3065 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    "Odwieczne życie wojownika"
    « dnia: Stycznia 16, 2011, 10:29:10 »
                                                                                         Odwieczne życie wojownika



        Wstęp



        Jest trzydzieste dziewiąte milenium ery Wojennego Młota. W odległej krainie za Morzem Północnym znajdowała się wioska.
    Praca na polach aż wrzała, a rolnicy pracujący na nich śmiali się i radowali zdobytymi plonami w tym roku. Była to wioska Dangjorg.
    Nigdy tu nie było żadnych problemów, każdy dbał o siebie. Lecz pewnego wieczoru nadjechali bandyci pod wodzą Gandinga Mniejszego. Była to najstraszliwsza banda łupieżców w okolicach. Wyciągnęli starszego wioski z chaty, by ten oddał przywódcy całe złoto, które posiadał. Jednak Korigan – starszy wioski odmówił twierdząc, że nic nie ma. Ganding słysząc to, szybkim ruchem wyciągnął sztylet i prosto w gardło wbił go Koriganowi. Ciało bezwładnie opadło na ziemię. Bandyci zaczęli gwałcić i zabijać wszystkich wieśniaków. Wielu z nich pod wodzą mojego ojca zaczęli stawiać opór, lecz to nic nie dało. Ja wychylając się lekko zza domu szybko uciekłem do swojej kryjówki, która znajdowała się w pobliskim lesie. Była to mała grota, którą razem z ojcem zbudowaliśmy kilka lat temu. Była lekko wkopana w ziemię, a ściany i strop był ułożony z wielkich płaskich kamieni. Przysypana ziemią i porośnięta różnej maści roślinami była bardzo trudna do wykrycia.
    Schroniłem się tam, dopóki nie odjechali bandyci. Trwało to około trzech godzin. Gdy wyszedłem z lasu, by sprawdzić co się stało z moim ojcem i resztą osady, ujrzałem tlące drewniane chaty. Nikt nie przeżył. Nawet mój ojciec, emerytowany wojownik, który służył dawniej królowi tych ziem. Upadłem na kolana przed jego ciałem i zacząłem żałośnie płakać. W końcu wziąłem się w garść i nie patrząc za siebie, zmierzałem ku, Wielkiemu Portowi w Dornhjomie. Było to nie wielkie miasto portowe, które słynęło z najznakomitszych ryb w całym królestwie Wingerenów. Błąkałem się po porcie zaledwie dwa dni, gdy kapitan galery "Morskie Oko" zaproponował mi układ. - Hej chłopcze! - krzyknął do mnie dowódca.
    - Yyy... tak... tak panie? - odpowiedziałem z lękiem.
    - Ile masz lat? - zapytał kapitan. - Siedemnaście już... już skończyłem. - rzekłem. - Hmmm... jesteś może zainteresowany, by do mojej załogi dołączyć? - zapytał z zadowoleniem kapitan.
    - Jeśli to... to nie problem, to z wielką chęcią. - powiedziałem z lekkim uśmiechem na ustach.
    - Więc witaj na "Morskim Oku" kamracie! Nazywam się Mordingrehn! - krzyknął dowódca.
    - Jestem... jestem Radoghir. - odpowiedziałem z zadowoleniem.
    Mordingrehn zaopiekował się mną i zabrał mnie na statek, który właśnie zmierzał do Thorngrodu - miasta najbardziej walecznych wojowników, którzy zabijali w imę Ghorna - Boga Wojny.
    Podróż trwała bardzo długo, ponieważ przez te 3 lata przytrafiło nam się bardzo wiele przygód takich jak ataki piratów, czy ogromne sztormy. Raz tylko przybiliśmy do brzegu Latarni Morskiej, by zapoznać się z jej kustoszem. Przez te lata Mordingrehn nauczył mnie wszystkiego na temat władania bronią dwuręczną jak i jednoręczną. Gdy dopłynęliśmy do Thorngrodu, pożegnałem się z moim opiekunem i życzyłem mu pomyślności w dalszym życiu.
    - Dziękuję Ci bardzo Mordingrehnie za te wszystkie lata poświęcone mi... - rzekłem lecz opiekun przerwał mi.
    - Radoghirze, nie dziękuj mi. To ja tobie dziękuję, że bez wahania dołączyłeś do nas. Byłeś dla mnie jak syn... i nadal jesteś. - powiedział Mordingrehn z radością jak i smutkiem.
    - Chciałem Ci jeszcze podziękować za to, że zastąpiłeś mi ojca. - powiedziałem ze wzruszeniem.
    - Synu mój, weź ten miecz. Był on ważny dla mojego ojca, lecz ja go zachowałem na taką okazję. Proszę zabierz go. - odrzekł Mordingrehn wręczając mi półtora ręczny miecz.
    - Jeszcze raz ci dziękuję. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy Mordingrehnie. Żegnaj.
    - Ja też mam taką nadzieję. Żegnaj Radoghirze.
        Tak więc w wieku dwudziestu lat zszedłem z pokładu   "Morskiego Oka" i zaczynając nowe życie powędrowałem do pobliskiej tawerny "Pod Toporem"  i usiadłem przy wolnym stoliku. Siedząc tak i wsłuchując się w opowieści wędrownego skalda nagle dosiadł się do mnie krępy mężczyzna. Był średniego wzrostu, miał blond włosy do ramion związane w kilka warkoczy i bujną przystrzyżoną jasną brodę. Był przyodziany w srebrny napierśnik, na którym widniał smok, miał też skórzane spodnie oraz buty kolcze. Przy pasie miał mały zdobiony sztylet, a na plecach wielki miecz dwuręczny.
    - Witaj wędrowcze w Myrdanii. - powiedział wesoło mężczyzna.
    - Witam szlachetnego pana. - odpowiedziałem z niepewnością.
    - Haha "szlachetnego"? Proszę bez takich. Mów mi Skold.
    - Hmmm... powiedz mi wędrowcze jak Cię zwą, bo do tej pory nie przedstawiłeś mi się jeszcze. - dodał.
    - Wybacz mi. Nazywam się Radoghir, syn Dorhinga Walecznego. - odpowiedziałem z dumą.
    Więc skąd pochodzisz Radoghirze? - zapytał z ciekawością.
    - Pochodzę z małej wioski Dangjorg za Morzem Północnym. Niestety została doszczętnie spalona, ale nie chcę o tym rozmawiać. - odpowiedziałem ze smutkiem.
    - Rozumiem cię chłopcze. - rzekł Skold.
    Po długiej rozmowie razem z nowym towarzyszem zanocowaliśmy w tawernie. Gdy powoli zasypiałem, ciągle myślałem o swojej wiosce...




    _______________________________________ _______________________________________ _______________________________________ ____________________
    EDIT: Tekst został poprawiony proszę o przeczytanie go ponownie :)


    Proszę o opinie te złe i dobre

    Pozdrawiam Theoden :)
    « Ostatnia zmiana: Lutego 06, 2011, 19:17:56 wysłana przez Theoden »

    Offline Argaleb

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2167
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Asinus asinorum in saecula saeculorum
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #1 dnia: Stycznia 16, 2011, 11:22:03 »
    Hmmm...no nie wiem...szczerze mówiąc to znudził mnie już motyw młodego dziecka które straciło wszystkich, potem ukryło się, nauczyło walczyć i w przyszłości (tak zgaduję) będzie chciało się zemścić...

    Cytuj
    W odległej krainie za Morzem Północnym znajdowała się wioska. Praca na polach aż wrzała, a rolnicy pracujący na nich śmiali się i radowali zdobytymi plonami w tym roku.

    Nie rozumiem z tego tu się cieszyć...większość i tak by im zabrano...

    Cytuj
    ujrzałem jeszcze tlące się drewniane chaty.

    Hmm...to chyba nie jest do końca poprawnie...tlące się?

    Co do przyjęcia na okręt. Nie wydaje mi się żeby banda okrutnych piratów chciała przyjąć na okręt jakiegoś czternastolatka...

    Do tego ta dziesięcioletnia podróż...dość długa jak dla mnie:)

    Cytuj
    powiedział Mordingrehn z radością jak i smutkiem.

    Jednocześnie?

    Cytuj
    Był przyodziany w srebrny na pierśnik, którym widniał smok, miał też skurzane spodnie oraz buty kolcze.

    Napierśnik pisze się razem, skórzane przez "ó" poza tym smok nie może widnieć napierśnikiem, raczej na napierśniku.

    Cytuj
    - Witaj wędrowcze w Myrdanii. - odpowiedział wesoło mężczyzna.

    Odpowiedział na co?

    Poza tym jeżeli piszesz opowiadanie pierwszoosobowe (jak dla mnie może być dość ubogie jeżeli jest pisane w pierwszej osobie) to raczej nie możesz być pewien co myśli dana osoba, jakie uczucia towarzyszą jej podczas wypowiadanych zdań itd...

    Ogólnie nie jest źle ale spora ilość błędów razi i nie chodzi tu o błędy ortograficzne:)

    Pozdrawiam Argaleb!


    "Mistrz Świata 2011, Mistrz Polski 2010, Wicemistrz Polski 2011 Mistrz Europy 2012

    Offline legomir

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 231
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 16, 2011, 11:48:18 »
    Cytuj
    - Ile masz lat? - zapytał kapitan. - Czternaście już... już skończyłem. - rzekłem. - Hymmm... jesteś może zainteresowany, by do mojej załogi dołączyć? - zapytał z zadowoleniem kapitan.

    Ten kapitan był gwałcicielem? Jakby to powiedzieć. 14 nie mam aż tak dużo cech męskich. Rejs jest długi... Dużo mężczyzn... To tak jakby więzienie okresowe, a wiesz co się dzieje w więzieniach często...

    Cytuj
    "Morskim Oku"

    Morskie Oko to raczej zła nazwa. To rodzaj męski, a to przynosi pecha... Titanic też rodzaj męski np. Po za tym Morskie Oko brzmi jak środek wiru wodnego też raczej na szczęśliwie nie wygląda...
    Cytuj
    dziesięć lat

    Opłynęli 3 razy świat?

    Cytuj
    - Radoghirze, nie dziękuj mi. To ja tobie dziękuję, że bez wahania dołączyłeś do nas. Byłeś dla mnie jak syn... i nadal jesteś.

    Tia bezlitosny pirat i takie wyznania... Uczucia rodzicielskie u niego to raczej byłby twardy kij :P

    Cytuj
    Był średniego wzrostu, miał blond włosy do ramion związane w kilka warkoczy i bujną przystrzyżoną jasną brodę. Był przyodziany w srebrny na pierśnik, którym widniał smok, miał też skurzane spodnie oraz buty kolcze. Przy pasie miał mały zdobiony sztylet, a na plecach wielki miecz dwuręczny.

    Grałeś w taką grę Ceville? To zobacz sobie postać palladyna czyli dobrego bohatera :)

    Cytuj
    - Witam jaśnie szlachetnego pana.

    Nie może być jaśnie i szlachetny. Waćpana byłoby lepsze.

    Cytuj
    syn Dorhinga Walecznego.

    Jakby był taki mężny to by go ktoś zastąpił w roli ojca. Takie były zwyczaje...

    Cytuj
    - Rozumiem cię chłopcze. - rzekł Skold.

    Rezygnuje z nowin w świecie bez telefonów etc.? Albo mu też spalili wioskę?



    "Można ścinać kwiaty, ale wiosny to i tak nie zatrzyma" Che Guevara
    GG: 15621533

    Offline Grievous

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2438
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Chwała Konfederacji Niezależnych Systemów.
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #3 dnia: Stycznia 16, 2011, 12:14:02 »
    Lubię narrację pierwszoosobową, lecz niestety nie lubię narracji poprowadzonej po łebkach... A Twoja niestety taka jest. Dosyć płytkie te jego przemyślenia, w ogóle się nie zastanawia, niewiele uczuć wyraża. Takie to przaśne...
    "I never risk my own skin if I don't have to."

    Offline Barudokuku

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 601
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Zbieracz puszek
      • (nie)Oficjalne Forum Antyfanów CD-Action
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #4 dnia: Stycznia 16, 2011, 12:41:04 »
    Jestem za leniwy, by wpisywać "[quoty]" jeden za drugim, więc nieco sobie skrócę.

    (click to show/hide)
    Ileśtam procent kogośtam robi cośtam. Jeśli należysz do iluśtam procent pozostałych, wstaw to gdzieśtam.
    Wyobraź sobie też, że tutaj jest jakiś fajny tekst pokazujący, jak bardzo jestem nieskażony mediami, propagandą i tak dalej i ogólnie coś, co sprawi, że wszyscy będą wiedzieli, że nie lubię czegośtam.
    Oczywiście, możesz też sobie wyobrazić tutaj jakieś mHroczne/lolowate/jestem-taki-zarąbisty zdanie po angielsku. Ot, choćby traktujące o śmierci czy religii, coby pokazać, że jestem ateistą.

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #5 dnia: Stycznia 16, 2011, 12:58:51 »
    Rozumiem wasze opinie. Za dobrze mi to nie wyszło ale zrozumcie dopiero zaczynam. A przy Twojej wypowiedzi Barudokuku uśmiałem się do rozpuku. :D

    Wprowadziłem kilka poprawek. Więc ja już sam nie wiem czy dalej kontynuować swoje pisanie czy nie. :/
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 16, 2011, 13:07:25 wysłana przez Theoden »

    Offline legomir

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 231
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #6 dnia: Stycznia 16, 2011, 13:38:34 »
    Zacząłem przerabiać to opowiadanie na swój sposób i to jest wynik:
     Wstęp

    Było już ładne parę kuflów po zmroku. Za oknem wiatr szarpał świecocymi przyśmionym światłem lampom. Karczma powoli się wyludniała, więc dębowe solidne aczkolwiek coraz bardziej zniszczone drzwi skrzypiały... W rogu siedział starzec na, którego prawie nikt nie zwracał uwagi. Prawie, ten ktoś kto zwrócił na niego uwagę podszedł powoli. Nikt tego nie zauważył. Patrząc z daleka, ale nie aż tak mógłbyś dostrzec, że jego usta cały czas się poruszają. Właściwie to poruszała się kępa siwych włosów między, którymi nie udało się ukryć małej ilości czarnych. i gdybyś się zbliżył i zaczął się słuchać, gdybys to ty byłbyś tym kimś usłyszałbyś mamrotanie. A gdybys się do niego ostrożnie jeszcze trochę przysunął, usłyszałbyś jak ten ktoś słowa:
    -Pamiętam... Oj pamiętam... Pamiętam...
    A starzec się kiwał. W przód i w tył i jeszcze trochę z ukosa w bok...
    I ten ktoś, ten ktoś którym może byłbyś ty zapytał:
    -A co pamiętach? Co?
    To usłyszałbyś:
    Pamiętam... Oj pamiętam... Pamiętam... Pamiętam jak to kiedyś było... Pamiętam tą kraine na Północy... Za morzem. Tą wioskę. Były żniwa. I skwar i praca... I gromki śmiechy gdzieś koło stogu gdzie stało kilku młodych i starszych chłopów... To było Dangjorg -mówiłby plując i wycierając od czasu oplutą brodę- I nie było problemów, każdy zajmował sie sobą. Każdy miał w domu przygotowaną jakąś broń... Choćby widły... Ale to była noc. Wszędzie cisza... Tylko gdzieś unosił się płacz dziecka.... A potem był temtent koni... I nadeszła śmierć, i strach, i ogień... To był Ganding Mniejszy -w jego oczach pojawiła sie iskierka, ale szybko zgasła-

    Potem już zgubiłem narracje, bo w międzyczasie coś mnie od tego oderwało...
    "Można ścinać kwiaty, ale wiosny to i tak nie zatrzyma" Che Guevara
    GG: 15621533

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #7 dnia: Stycznia 16, 2011, 14:24:35 »
    Zacząłem przerabiać to opowiadanie na swój sposób i to jest wynik:
     Wstęp

    Było już ładne parę kuflów po zmroku. Za oknem wiatr szarpał świecocymi przyśmionym światłem lampom. Karczma powoli się wyludniała, więc dębowe solidne aczkolwiek coraz bardziej zniszczone drzwi skrzypiały... W rogu siedział starzec na, którego prawie nikt nie zwracał uwagi. Prawie, ten ktoś kto zwrócił na niego uwagę podszedł powoli. Nikt tego nie zauważył. Patrząc z daleka, ale nie aż tak mógłbyś dostrzec, że jego usta cały czas się poruszają. Właściwie to poruszała się kępa siwych włosów między, którymi nie udało się ukryć małej ilości czarnych. i gdybyś się zbliżył i zaczął się słuchać, gdybys to ty byłbyś tym kimś usłyszałbyś mamrotanie. A gdybys się do niego ostrożnie jeszcze trochę przysunął, usłyszałbyś jak ten ktoś słowa:
    -Pamiętam... Oj pamiętam... Pamiętam...
    A starzec się kiwał. W przód i w tył i jeszcze trochę z ukosa w bok...
    I ten ktoś, ten ktoś którym może byłbyś ty zapytał:
    -A co pamiętach? Co?
    To usłyszałbyś:
    Pamiętam... Oj pamiętam... Pamiętam... Pamiętam jak to kiedyś było... Pamiętam tą kraine na Północy... Za morzem. Tą wioskę. Były żniwa. I skwar i praca... I gromki śmiechy gdzieś koło stogu gdzie stało kilku młodych i starszych chłopów... To było Dangjorg -mówiłby plując i wycierając od czasu oplutą brodę- I nie było problemów, każdy zajmował sie sobą. Każdy miał w domu przygotowaną jakąś broń... Choćby widły... Ale to była noc. Wszędzie cisza... Tylko gdzieś unosił się płacz dziecka.... A potem był temtent koni... I nadeszła śmierć, i strach, i ogień... To był Ganding Mniejszy -w jego oczach pojawiła sie iskierka, ale szybko zgasła-

    Potem już zgubiłem narracje, bo w międzyczasie coś mnie od tego oderwało...



    No ja Ci powiem, że moje opowiadanie tak na pewno się nie skończy. I tak wyglądać nie będzie. Przewiduję iż opowiadanie będzie posiadało wszystkich rozdziałów (bez Wstępu) około 12-stu. Możliwe, że będzie ich więcej ale nie jestem pewien. A i jeszcze jedno. To nie pirat legomir, lecz kapitan galery ;)
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 16, 2011, 14:27:48 wysłana przez Theoden »

    Offline Argaleb

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2167
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Asinus asinorum in saecula saeculorum
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #8 dnia: Stycznia 16, 2011, 15:57:08 »
    Mogę się założyć że go nie skończysz:) I gdy je olejesz zacytuję to co piszę teraz:)

    Chodzi o to że sam kiedyś podejmowałem się pisania opowiadania a dwanaście rozdziałów to bardzo dużo jak na początek. Może najpierw zabierz się za coś krótkiego?

    "Mistrz Świata 2011, Mistrz Polski 2010, Wicemistrz Polski 2011 Mistrz Europy 2012

    Offline Yoda

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 546
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #9 dnia: Stycznia 16, 2011, 16:18:12 »
    Zacznij od krótkich, kilkustronicowych opowiadań. Może być na jednej kanwie, powiedzmy średniowieczna kraina Urtalia albo nawet mała wioska czy też region. Rozrysuj sobie jakąś mapkę, wymyśl jakąś fabułę (w każdym opowiadaniu inną) i od tego zacznij. Na tej bazie będziesz uczył się i wyrabiał własny styl pisarski. Nie od razu Rzym zbudowano - książki nie napiszesz "ot tak". Sam kiedyś parałem się opowiadaniami, mając na celu napisanie książki. Skończyło się jednakże na samych opowiadaniach, dodatkowo po dziś dzień zdarza mi się pisać wiersze. Ale długie formy literackie to nie dla mnie :)

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #10 dnia: Stycznia 16, 2011, 16:28:48 »
    Dzięki Yoda i Argaleb za podpowiedź :) Nie, że tego nie skończę ale ja jakby to powiedzieć hmmm te opowiadanie mam tak jakby w głowie obrazowo po układane, więc raczej wątpię bym przestał to pisać. I masz rację Argaleb zacznę pisać to samo ale krótsze będzie :) (nic nie będę w tym zmieniał)

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #11 dnia: Stycznia 19, 2011, 16:41:06 »
    Rozdział I - Podróż do Dorinergu


        Po ciężkiej nocy, obudziłem się rano. Zauważyłem, że Skold już wstał. Więc jak najszybciej zarzuciłem swoją skórzaną zbroję i przypiąłem do pasa swój miecz.
    - Dokąd się wybieramy? - zapytałem z ciekawością.
    - Musimy pojechać do Dorinergu, by tam kupić zapasy na dalszą podróż. - odpowiedział.
    - A czy nie możemy kupić towarów tutaj?
    - Nie Radoghirze, tu jest zbyt drogo. - rzekł Skold.
    - Dobrze, więc przygotuję się do wyjazdu. - odpowiedziałem z uśmiechem.
    Po chwili przygotowywania wyszedłem razem ze Skoldem do stajni po konie i wyruszyliśmy w podróż. Nie minęła jeszcze godzina, a już natknęliśmy się na grupę bandytów. Było ich siedmiu. Przygotowałem swój miecz i tarczę, którą dostałem od swojego kompana, zaś Skold nie zwrócił zbytnio uwagi na to, widać było po nim, że w większych bitwach walczył, a to była dla niego pestka.
    - Zejdź z konia. - powiedział spokojnie Skold.
    Kiwnąłem tylko głową i wykonałem jego polecenie.
    - Do ataku! - krzyknął nagle przywódca bandy.
    Biegli w naszą stronę, byli około stu metrów od nas.
    - Napewno sobie poradzisz Radoghirze. Idź i zaatakuj z drugiej strony. - polecił mi towarzysz.
    Podbiegł do pierwszego bandyty i wykonał obrót i cięcie w pasie. To było nie do wiary jak przeciął nieszczęśnika w pół, a potem wykonał pchnięcie w serce. Ja zaś gdy miałem w zasięgu swojego pierwszego przeciwnika, najpierw kopnąłem go w brzuch, a gdy ten upadł wbiłem swój miecz prosto w serce. Skold pokonał już pięciu przeciwników. Ostatniego bandytę, kompan zostawił mi. Gdy ten podbiegł do mnie zasłoniłem się tarczą. Badyta odbił się od niej i upadł. Bardzo szybko wstał kopnął mnie w brzuch i upadłem. Łupierzca chciał wykonać już pchnięcie w moje serce, ale szybko złapałem za miecz i ugodziłem go pierwszy. Ssunął się po moim mieczu i leżał tak przez chwilę na mnie. Skold podszedł zdjął martwego bandytę ze mnie i pomógł mi wstać.
    - Haha, dobrze ci poszło Radoghirze. - zaśmiał się głośno Skold.
    - Tobie jeszcze lepiej przyjacielu. - odpowiedziałem z zadowoleniem.
    Obaj ucieszeni z małej potyczki wskoczyliśmy na konie i pojechaliśmy dalej ku Dorinerg. Była już późna godzina, więc ze Skoldem zatrzymaliśmy się nie daleko traktu widącego ku miastu.
    - Tutaj odpoczniemy. - powiedział kompan.
    - Dobrze, ale co będzie gdy bandyci nas napadną? - odpowiedziałem z niepokojem.
    - Hmmm... Masz rację. - odrzekł Skold.
    - Będziemy na zmianę podejmować wartę. - dodał.
    - Oczywiście. - odpowiedziałem.
    - Ja będę pierwszy. - rzekł.
    Ognisko przygotowaliśmy razem. Na kolację przed pierwszą wartą Skolda, zjedliśmy pieczonego królika, którego przyjaciel kupił na targu w Thorngrodzie. Oczywiście nie był on od razu upieczony, lecz surowy do szybkiego przygotowania.
    - Mmm... Bardzo pyszne mięso. - powiedziałem z pełnymi ustami.
    - Mi też bardzo smakuje. - odrzekł Skold.
    - No dobra idź już spać Radoghirze, bo za trzy godziny twoja kolej.
    Zrobiłem tak jak powiedział przyjaciel, poszedłem spać. Gdy już zasnąłem miałem dziwny sen. Dwóch mężczyzn w potężnych nie znanych pancerzach. Jeden z nich wyglądał jak rycerz. Miał biało - czarną zbroję, a na jego wielkich naramiennikach złote krzyże, zaś na napierśniku złoty ptak z dwoma głowami. W lewej ręce dzierżył narzędzie, które wyglądało chyba jak piła. W prawej ręce trzymał coś dziwnego nie wiem co to było. Twarz miał jak każdy człowiek, był łysy, miał krótką przystrzyżoną siwą brodę. Miał bliznę na lewym policzku. Drugi mężczyzna był w trochę innym pancerzu. Był cały czarny, a na lewym z jego naramienników była jakaś księga. Na żelaznym kiju na plecach miał zamontowany świecznik. W prawej ręce trzymał wielki złoty młot, o którym nigdy nie marzyłem. Hełm miał na kształt czaszki. Gdy go zdjął wzdrygnąłem się, pół jego twarzy to była żywa czaszka.
    - Grrr... Słuchaj Becket on nie jest na to jeszcze gotowy, zrozumiałeś?! - krzyknął mężczyzna z młotem.
    - Kapelanie Maximmus, Imperator nad nim czuwa, na pewno da sobie radę. - odparł ten drugi.
    - Nie!!! Jest zbyt młody, musimy jeszcze poczekać. - ponownie krzyknął ten pierwszy.
    - Hmmm... Dobrze więc, trzymam cię za słowo, ale jeśli on... - nie kończąc zdania powiedział rycerz.
    - Nie zginie, Imperator ma go w swojej opiece hahaha... - zaśmiał się czarny rycerz.
    Nie wiem co było dalej, bo Skold obudził mnie nagle, iż nadeszła teraz moja kolej na wartę.
    - Wstawaj chłopcze, twoja kolej. - uśmiechnął się kompan.
    - Już wstaję Skold. - odparłem.
    Gdy już Skold zasnął stało się to, czego obawiałem się znowu - bandyci. Nie wiem ilu ich było. Natychmiast po cichu obudziłem towarzysza mówiąc mu o zaistniałej sytuacji. Skold zerwał się szybko i dobył miecza.
    - Chodź za mną. - szepnął kompan.
    Kiwnąłem głową i poszedłem za nim. Zaszliśmy bandytów od tyłu. Skold stwierdził, że jest ich piętnastu. Chowaliśmy się za drzewami i po cichu łapaliśmy jednego po drugim i podcinaliśmy im gardła.
    - Zostało tylko pięciu. - szepnął Wingeren.
    - Zaatakujemy ich w otwartej walce. - dodał.
    - Dobrze. - odpowiedziałem.
    Wyskoczyliśmy gwałtownie zza drzew i zaczęliśmy biec w stronę bandytów. Jeden ze strachu zaczął uciekać przed nami, zaś reszta się nam postawiła. Skold szybkim ruchem wyciągnął sztylet i rzucił nim w jednego z łupieżców. Dostał w ramię ale biegł dalej. Kompan złapał za miecz, unosząc go do góry i po chwili opuszczając, wbił oręż w głowę ofiary. Krew, która lała się bandycie z głowy obryzgała przy tym Skolda. Do mnie podbiegło dwóch. Jednego z nich pchnąłem tarczą, przeciwnik się przewrócił. Drugi zaś bandyta drasnął mnie w prawą nogę, lecz ja po chwili zrobiłem unik i odciąłem mu lewą dłoń. Ofiara tak zaczęła krzyczeć, że zaczął uciekać. Darowałem mu i nie goniłem za nim. Bandyta, którego wcześniej pchnąłem zaczął błagać o litość.
    - O miłościwy panie okaż litość. - jęknął bandyta.
    - A co ja będę z tego miał, jeśli daruję ci życie? - warknąłem.
    - Nigdy mnie już nie spotkasz na swej drodze, przyrzekam na Ghorna. - błagał nadal łupieżca.
    Odwróciłem się do przyjaciela i się go zapytałem.
    - Skoldzie, jak sądzisz zabić go, czy wypuścić? - zapytałem.
    Towarzysz milczał przez chwilę, w końcu rzekł.
    - Jak uważasz Radoghirze, to twoja zdobycz.
    Bandyta spojrzał się na mnie z miną nieszczęśnika.
    - Hmmm... Masz rację.
    - Ciesz się, łupieżco. Jesteś wolny. - odpowiedziałem w końcu.
    - Ach dziękuję ci panie. Już więcej mnie nie spotkasz.- odrzekł bandyta, po czym szybko uciekł w głąb lasu.
    - Hmmm... zadziwiasz mnie Radoghirze. - spojrzał z dumą na mnie towarzysz.
    Ja tylko się uśmiechnąłem, poczym wróciliśmy do obozowiska. Podjąłem się warty lecz nagle zasnąłem...
        Miałem znowu ten sam sen co poprzednio, lecz rozmowa była już inna.
    - Bracie Beckett, czy widziałeś jak rozprawił się z tymi bandytami? - powiedział Kapelan Maximmus.
    - To było zdumiewające, lecz musi przestać okazywać litość, to nie jest naszym celem. Mamy obowiązek oczyścić wszystkich niewiernych nie okazując im litości. - rzekł ten drugi.
    - Tak, masz rację. - potwierdził Kapelan.
    - Bardzo długo potrwa jego trening, bardzo długo. - dodał.
    Szybko się obudziłem, iż stwierdziłem, że to nie był zwykły sen.
        Był już ranek. Obudziłem Skolda, by powiedzieć mu, że trzeba zwijać już obóz i wyruszyć w dalszą podróż do Dorinergu. Gdy tak jechaliśmy była cisza, nikt się nie odzywał. W końcu rzekłem.
    - Daleko jeszcze do miasta?
    - Nie, zostało jeszcze około dwóch godzin drogi. - odrzekł Skold.
    - Możliwe, że znajdziemy tam mały oddział najemników. - dodał.
    - Po co nam najemnicy? - zapytałem.
    - Ach zapomniałem ci powiedzieć Radoghirze. Ja sam jestem najemnikiem i jeśli znajdziemy jakichś innych ochotników, to najmiemy się u obecnego króla Hargjorga, który rezyduje w mieście Girdenholm. - odpowiedział Skold.
    - Hmmm... No dobrze, a czy mamy wystarczająco dużo złota, by im zapłacić? - znowu zapytałem.
    - Tak, tak sądzę, że pięć tysięcy złota wystarczy. - odrzekł towarzysz.
    - Och spora sumka. - powiedziałem z podziwem.
    -Hmmm... - odrzekł zamyślony Skold.
    Tak po dłuższej rozmowie dotarliśmy do Dorinergu. Było to miasto nie wiele większe od Thorngrodu. We wschodniej stronie miasta znajdował się mały port, lecz brak było statków oprócz bark rybackich. Zaś w środku znajdował się rynek, bardzo głośno tam było. Ciągle były jakieś sprzeczki o różne towary, lecz sprzedawca zawsze wygrywał. Na wzgórzu znajdował się dwór tutejszego Wirgjorga. Nie zachodziliśmy tam, gdyż mieliśmy inne plany. Po dziesięciu minutach znaleźliśmy tawernę. Gdy weszliśmy, ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem ogromną salę z zewnątrz tawerna nie wyglądała tak jak wewnątrz. Było bardzo dużo ludzi, karczmarz nie wyrabiał się z zamówieniami. Podeszliśmy do lady.
    - Poproszę dwa kufle miodu. - rzekł Skold do karczmarza.
    - Już podaję panie. - odrzekł mężczyzna.
    Po krótkiej chwili karczmarz postawił na stole dwa kufle pysznego miodu. Napiłem się tego wspaniałego trunku.
    - Mmm... Ale to wspaniałe, dawno tego nie piłem. - powiedziałem zadowolony.
    - Mi też bardzo smakuje. Nawet w Thorngrodzie było mniej słodkie. - odpowiedział uśmiechnięty Skold.
    Po wypiciu miodu, wstaliśmy i podeszliśmy do stołu, gdzie siedziało około dwudziestu wojaków. Wszyscy z różnej maści toporami i mieczami przy boku, siedzieli i popijali piwo i wino, śmiejąc się i radując. Nagle Skold się odezwał.
    - Witajcie. - oznajmił głośno kompan.
    Wszyscy najemnicy spojrzeli się na nas i również się przywitali.
    - Witajcie wędrowcy. Nazywam się Falhjom. Co was sprowadza do Dorinergu? - zapytał dowódca najemników.
    Był wyższy od nas, był bardziej zbudowany. Miał długą rudą brodę i włosy splecione w warkocz. Był przyodziany w grubą koszulę kolczą, pod ręką trzymał swój rogaty hełm, na nogach miał żelazne nagolenniki.
    - Nazywam się Skold i jestem towarzyszem mojego kompana. Poszukujemy grupy najemników, którzy będą wierni dla swojego dowódcy - Radoghira. - odpowiedział Skold.
    - Czemu akurat dla niego, a nie dla ciebie? - zapytał Falhjom.
    Tym razem to ja się wtrąciłem.
    - Bo ponieważ ja jestem dowódcą, choć mam dopiero dwadzieścia lat. - odpowiedziałem twardo.
    - Hmmm... Zaczynasz mi się podobać Radoghirze. Skąd pochodzisz? - zapytał dowódca.
    - Pochodzę z wioski Dangjorg, która leży za Północnym Morzem. Niestety została doszczętnie spalona. - odpowiedziałem ze smutkiem.
    - Współczuję ci chłopcze. A jak nazywał się twój ojciec jeśli można spytać?
    - Zwał się Dorhing Waleczny. - odrzekłem.
    - Dorhing Waleczny?! Ha! Pamiętam Dorhinga jeszcze za czasów bojów w imię króla, to  było dobre dwadzieścia lat temu. - rzekł zadowolony Falhjom.
    - Niestety oddał życie za wioskę. - dodałem.
    - Hmmm.... Przykro mi z tego powodu chłopcze. - westchnął dowódca.
    - Dobrze więc, możemy dołączyć do ciebie za pół ceny. Czyli razem tysiąc wingoldów. - zaproponował Falhjom.
    - Proszę, o to tysiąc wingoldów. - powiedział Skold.
    Uściskiem dłoni zapieczętowaliśmy nową przyjaźń z Falhjomem i jego ludźmi.



    _______________________________________ _______________________________________ _______________________________________ _____________________


    Z góry przepraszam za spam :)

    Proszę o szczere komentarze :)

    Pozdrawiam Theoden :)

    Offline proud

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 3264
    • Piwa: 4
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #12 dnia: Stycznia 19, 2011, 16:59:44 »
    Nie chcę cię krytykować, bo sam dobrze nie piszę, ale mam nadzieję, że krytykę przyjmiesz w sposób "normalny", ponieważ nie mam zamiaru cię to pisać obrażać, a jedynie wytknąć wg mnie niektóre błędy. :)

    Po pierwsze trochę za dużo dialogów - w sumie to jest niemal sam dialog. :) Po drugie, ciut za mało opisów - to one kształtują tekst i powinny zdecydowanie częściej się pojawiać oraz w bardziej rozbudowanych formach. Po trzecie jest kilka potknięć, ale nie będę tutaj całego tekstu wyciągał i analizował bo trochę nie miałoby to sensu. Ćwicz dalej, a z czasem pewnie będzie pisanie wychodziło ci coraz lepiej.

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #13 dnia: Stycznia 19, 2011, 18:16:29 »
    Dziękuje w ogóle za poświęcenie czasu na przeczytanie moich wypocin. I masz rację za dużo dialogów:)


    EDIT:

    Mniej więcej co tydzień będę tu wstawiał nowe rozdziały aż do ukończenia opowiadania. :)


    Pozdrawiam

    Theoden :)
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 20, 2011, 14:55:56 wysłana przez Theoden »

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Odwieczne życie wojownika"
    « Odpowiedź #14 dnia: Stycznia 24, 2011, 15:35:26 »
    Rozdział II -  Spotkanie w Mgielnych Górach


    Tak więc wraz ze Skoldem, Falhjomem i jego dwudziestoma ludźmi, było nas teraz dwudziestu trzech. Przez dłuższy czas naradzaliśmy się czy iść w stronę Wielkiego Stawu, czy też wybrać się do Mgielnych Gór - do Przepowiedni. Tak naprawdę nie wiem co to było, ale słyszałem z legend, że przepowiada przyszłość. Każdy z nas chciał wiedzieć co go czeka więc wybraliśmy Przepowiednię. Mgielne Góry leżały na południe od Thorngrodu, który zdążyłem ze Skoldem już zwiedzić. Od Dorinergu musieliśmy się wrócić tą samą drogą, którą przybyliśmy do miasta. Gdy byliśmy w połowie drogi do Mgielnych Gór natrafiliśmy na bandę korsarzy. Było ich na oko dwudziestu sześciu. Byli to bandyci morscy, którzy napadali na statki kupieckie. Nikt z nas nie wiedział co ich skłoniło do zejścia na ląd, ale jedno było pewne - trzeba się z nimi rozprawić.
    - Skold, weź pięciu ludzi i spróbuj ich zajść od tyłu. - rzekłem do kompana.
    - Już się robi towarzyszu. - odpowiedział.
    - Ty zaś Falhjomie, weź dziesięciu ludzi i uderz z lewej strony. - oznajmiłem.
    - Dobrze, ale co ty zrobisz? - zapytał najemnik.
    - Ja zaatakuje od przodu, by mieli pewność, że wygrają. - odrzekłem na zapytanie.
    - Tak jest. - odpowiedział Falhjom.
    Tak więc po ustaleniu taktyki ruszyliśmy na swoje pozycje. Naszym sygnałem do ataku był gwizd. Ja wraz z pięcioma ludźmi ruszyłem w stronę korsarzy. Ci od razu na nasz widok zaczęli strzelać z łuków. Ja mając w swoim składzie dwóch łuczników weteranów, kazałem im posłać nasze strzały. Schowaliśmy się za wielkimi kamieniami, by nikt z nas nie został ranny. Jeden z moich strzelców miał takiego cela, że jednego z korsarzy trafił w lewe płuco. Ten lecąc na ziemię, krzyknął.
    - Do ataku! Do ataku! - po czym upadł i prawdopodobnie zmarł.
    Wszyscy bandyci zaczęli biec w naszą stronę. Gwizdnąłem, by Skold i Falhjom ruszyli do ataku. Gdy biegłem z moimi żołnierzami w stronę korsarzy, krzyknąłem, by uformowali zwarty szereg. Ci wykonawszy rozkaz, wcięli się w grupę bandytów jak nóż w masło. Podbiegłem do jednego z przeciwników, którego szybkim ruchem ciąłem w udo. Ten jęcząc z bólu zamachną się i przez przypadek trafił swojego kompana w brzuch. Pchnąłem miecz w tego pierwszego, by go dobić. Drugi zaś został godzony włócznią w gardło przez jednego z ludzi Falhjoma. Tak oto przez dwadzieścia minut biliśmy się i cięliśmy z korsarzami. Po wygranej walce z naszej strony zostało dwóch rannych, zaś ze strony korsarzy prawie wszyscy. Zabraliśmy ze sobą pięciu jeńców, by sprzedać ich pośrednikowi okupów.
    - Wspaniała walka! - krzyknął Falhjom.
    - Przyznam, że bardzo odważny byłeś Radoghirze ustalając taką wspaniałą taktykę. - dodał.
    - Dziękuję Falhjomie. - odpowiedziałem.
    - Gdzie teraz zmierzamy kapitanie? Sprzedać więźniów, czy nie zmieniamy naszego celu? - zapytał jeden z wojowników.
    - Hmmm... Najpierw pójdziemy sprzedać więźniów. - odpowiedziałem.
        Jak rzekłem, powędrowaliśmy do Thorngrodu, by sprzedać jeńców. Długo to nie trwało. Przekazałem więźniów pośrednikowi, zaś ten wydał mi od razu tysiąc wingoldów.
    Zadowoleni dniem, wszyscy przenocowaliśmy w mieście. Drugiego dnia znalazłem w tawernie medyka do wynajęcia. Był niski, miał rudą, krótką brodę, włosy również miał krótkie i rude. Był średniej postury. Ubrany był w futro z niedźwiedzia, buty zaś miał skórzane.  
    - Witaj przyjacielu. Czy jesteś może medykiem do wynajęcia? - zapytałem mężczyznę.
    - Witaj. Tak oczywiście. Zajmuję się opatrywaniem ran, chirurgią i tym podobnymi sprawami. - odpowiedział.
     - Czy może masz ochotę dołączyć do mojej grupy najemników? Przydałby się nam medyk. - rzekłem.
    - Tak. Z wielką chęcią. Lecz proszę o zapłatę w kwocie dwustu wingoldów. - oznajmił.
    - Proszę oto one. Nazywam się Radoghir. - wręczyłem pieniądze i przedstawiłem się.
    - Dziękuję. Zwą mnie Grindhern. - odpowiedział z uśmiechem na twarzy chirurg.
    Wraz z nowym towarzyszem poszedłem do naszej kompanii, by przedstawić Grindherna reszcie. Po zapoznaniu się z najemnikami, żołnierze zebrali się pod bramą miasta i czekali na mnie, Skolda, Falhjoma i Grindherna. Gdy doszliśmy pod bramę, razem z moimi ludźmi ruszyliśmy w stronę Mgielnych Gór. W ciągu czterech godzin doszliśmy do skrzyżowania. Na południe znajdowała się Przepowiednia, na wschód od Thorngrodu, Dorinerg, a na północy znajdowała się stolica Wingerenów - Girdenholm. Zmierzaliśmy w stronę gór, co raz bardziej zaczynał zmieniać się klimat. Ludzie zaczynali odczuwać temperaturę, lecz to nie zmieniło naszego tępa marszu. Byliśmy już u podnóża gór. Wszyscy bardzo się zdziwili jak ogromne są szczyty Mgielnych Gór z bliska. Znaleźliśmy ścieżkę wiodącą do Przepowiedni. Ruszyliśmy tym szlakiem, lecz konie musieliśmy zostawić wcześniej w Thorngrodzie. Podróż trwała około trzech godzin. Gdy dotarliśmy na poziom góry gdzie znajdowała się Przepowiednia było już popołudnie. Szczyty Mgielnych Gór były całe ośnieżone i było bardzo ślisko nawet na ścieżce. W końcu doszliśmy do wrót Przepowiedni. Weszliśmy ostrożnie do środka. Do wielkiej sali, która była cała ze złota, a na środku był wielki posąg, to chyba wyrocznia.
    - Niczego nie dotykać. Trzymać się razem. - oznajmiłem.
    Wszyscy skinęli głową lecz jeden z żołnierzy nie powstrzymał się przed pokusą, by dotknąć ścian pięknej komnaty. Gdy to zrobił włócznia, która była zainstalowana w ścianie przebiła nieszczęśnikowi głowę na wylot. Nikt nie podszedł do niego, by nie stracić kolejnego z ludzi. Jako pierwszy podszedłem do Przepowiedni, reszta została na tyłach. Posąg miał wysuniętą prawą dłoń, więc dotknąłem jej. Nagle wszystko zakręciło się w około i upadłem na ziemię tracąc przytomność. Zauważyłem dziwne obrazy, które przelatywały mi między oczami. Na pierwszym z nich widniało wielkie miasto, zmierzała tam wielka grupa żołnierzy i chyba ja. Drugi z obrazów był to Wielki Port w Dornhjom. Palił się. Moja rodzima wioska również płonęła. Kolejny obraz. Wielka, ogromna bitwa, w której uczestniczyłem wraz ze Skoldem, Falhjomem i Grindhrenem. Walka trwał bardzo długo, nie wiem jak określić ile czasu ona pochłonęła. Na następnej wizji była Wielka Góra Lodowa. Wpłynąłem tam wraz ze swoimi ludźmi lecz wszystko nagle się zerwało. Ostatni obraz jaki zauważyłem był najdziwniejszy. Tych rycerzy, których widziałem w snach byli również tutaj. Było ich o wiele więcej może z pięćdziesięciu wojaków, lecz byli innych barw niż tamci ze snów. Ci byli w jasno-niebieskich pancerzach, z czarnymi naramiennikami, a na lewym z nich widniał obraz głowy wilka. Mieli dziwne statki, które latały. Jeden z nich stał z toporem dwuręcznym, którego nigdy nie widziałem. Miał czarne długie włosy splecione w warkocze, również broda była spleciona w dwa warkocze. Nagle krzyknął.
    - Space Wolves! Szybciej! Nie możemy zostawić tu swoich braci! Szybciej!
    Nagle otworzyłem oczy i ku mojemu zdziwieniu... posąg Przepowiedni zaczął się sypać. Cała sala zaczęła się walić.
    - Uciekamy stąd! - krzyknąłem i zerwałem się na nogi.
    Szybko wybiegliśmy z groty i zaczęliśmy schodzić w dół, lecz głazy, które sypały się z sali Przepowiedni toczyły się za nami.
    - Wszyscy pod ścianę! - krzyknąłem do swych ludzi.
    Kamienie ominęły nas, lecz istniało zagrożenie lawiny więc zaczęliśmy coraz szybciej schodzić. Gdy znaleźliśmy się na dole natknęliśmy się na bandę szesnastu korsarzy. Nie pozostało nam nic innego jak tylko walczyć. Ściągnąłem z pleców swój miecz i pobiegłem w stronę napastników. Pchnąłem miecz w klatkę piersiową jednego z nich. Padł natychmiast. Moi żołnierze rzucili się na resztę, ja zaś wycofałem się na tyły do Grindhrena, ponieważ po wszystkich wizjach głowa bardzo mnie rozbolała. Po szybkim rozprawieniu się z korsarzami, spaliliśmy ich ciała na stosie. Wycofaliśmy się z pod gór do pobliskiego lasu, by tam odpocząć i zanocować, ponieważ był już wieczór. Ustaliliśmy razem ze Skoldem, Falhjomem i Grindhrenem kto stanie na warcie.
    - Powiedz nam Radoghirze, co widziałeś po dotknięciu Przepowiedni? - zapytał Skold.
    - Powiedz, bardzo nas to ciekawi. - dodał Falhjom.
    - Hmmm... Mieliśmy więcej ludzi, służyliśmy jako najemnicy u jakiegoś króla. Były jakieś walki. Nic więcej nie pamiętam. - rzekłem, lecz nie powiedziałem im o tych "Space Wolves".
    - Yhym. W porządku. - powiedział Skold.
    Było już ciemno. Wszyscy zasnęli, lecz ja ciągle rozmyślałem nad tym ostatnim obrazem przyszłości. Nie wiem co to mogło znaczyć, ale jedno było pewne. Było powiązane to z moimi "snami".
        Następnego ranka kazałem ludziom, by spakowali sprzęt i przygotowali się, iż musieliśmy wrócić po konie do Thorngrodu. Gdy doszliśmy do skrzyżowania powiedziałem im, by tu zostali, a ja razem ze Skoldem, Grindrehnem, Falhjomem i dwoma wojownikami ruszymy sami po konie. Jeszcze przed południem dotarliśmy do miasta i zabierając konie wyruszyliśmy w drogę powrotną na skrzyżownie.


    _______________________________________ _______________________________________ _______________________________________ _____________________

    Proszę o komentarze. Bardzo mi na nich zależy. :)


    Przepraszam za spam i miłego czytania :)


    Pozdrawiam Theoden :)
    « Ostatnia zmiana: Lutego 01, 2011, 09:13:59 wysłana przez Theoden »