A mało ludzi zabił Husajn, albo inni watażkowie?
Czyli zabijanie w imię "demokracji i pokoju" jest uzasadnione? To, że 7,5 mln ludzi głodowało jeszcze gorzej, niż zwykle (a i wtedy mieli dość ciężko) gdy Bush zażądał 16 września 2001 roku wstrzymania pomocy humanitarnej z Pakistanu, a później przez kolejne miesiące utrudniona była to pomoc, również z ramienia ONZ, co przełożyło się według różnych źródeł na śmierć od 250 tys do 750 tys ludzi w Afganistanie zimą 2001/2002. Czyli takie postępowanie jest jak najbardziej ok? Nie lubię licytować się na liczby, ponieważ każde życie ludzkie jest warte więcej, niż głupie statystyki, ale jak pokazują raporty, obie wojny pochłonęły nawet 1,5 mln istnień ludzkich. W takim razie ok. 100 tys wymordowanych przez Husajna Kurdów (i jak wspomniałem bynajmniej nie piszę tego ironicznie, ponieważ to też była wielka tragedia) trochę blado wygląda przy tej liczbie... Wszak nikt nie umie tak mordować jak amerykanie.
Inwazja na Irak pokazał wszystkim Ir Senom, Baszirom i tym podobnym autokratom że nie mogą czuć się pewni swojej władzy i to jest ogromną zaletą. Nie ważna jest motywacja, lecz skutek: III Rzesza nie miała zamiaru zaprzestać okupacji, natomiast USA zaprowadziły w Iraku rządy prawa (początkowo były to raczej rządy odwetu, ale obecnie sytuacja mocno się poprawiła), wprowadziła obieralne władze, ucywilizowała kraj. Oni nie pogonili jakiegoś zdziwaczałego, śmiesznego dyktatora, lecz szaleńca mordującego Kurdów i napadającego na sąsiednie państwa.
Ok, tak więc użycie sił zbrojnych i akcji militarnych jest dozwolone, ponieważ jakiemuś zdziadziałemu Bushowi zachciało się prężyć muskuły i zmazywać "piętno wietnamu". Tak więc atakujemy, każdego, ponieważ nie podoba nam się jego ustrój, jego zachowanie? Mieszamy się wszędzie, ponieważ to my (w domyśle Stany Zjednoczone) jesteśmy jedynym krajem zdolnym do niesienia krużganka "pokoju i demokracji". To usprawiedliwia nas do zabijania milionów ludzi, tylko dlatego, że musi być tak jak my chcemy, bo nasza prawda jest "najsza"?
Twierdzenie że demokracja nie wszędzie się sprawdzi to taki nowoczesny rasizm odmawiający Arabom, Chińczykom i Rosjanom prawa do wolności i prawa do demokracji. Lubują się tym zwłaszcza francuscy sinolodzy wg których tacy np: Chińczycy nigdy nie mieli demokracji, więc po co im ona? A ludzie na całym świecie są równi i zasługują na równe prawa. Równie dobrze Grecy także powinni odmawiać innym narodom prawa do demokracji. Inwazja na Irak przyniosła wiele ofiar, to fakt, ale czy zostawienie u władzy Husajna były by lepsze?
To nie jest twierdzenie tylko fakt... Demokracja nie wszędzie okazuje się najlepszym wyborem, a na pewno takim wyborem nie jest szerzenie jej wartości za pomocą siły i wojny. Stosunki międzynarodowe i prawo międzynarodowe nie nakazuje w żadnym wypadku, że demokracja jest jedynym właściwym wyborem i trzeba ją narzucać, niczym kiedyś watykan starał się narzucać chrześcijaństwo. I tak jak już pisałem, nie jest to żadne usprawiedliwienie do wszczynania działań wojennych, bo wojna naprawdę tylko dla osoby, która jej nie widziała może okazać się neutralna, bo "postrzelają sobie, a następnie będzie peace & love". Kto nie widział wojny, ten nie wie jak ona wygląda...
Obecnie na bliskim wschodzie zniknęło agresywne, grożące sąsiadom państwo, nikt już nie truje gazami bojowymi Kurdów, nikt nie faworyzuje mniejszości sunnickiej kosztem szyickiej większości. Armia Iraku była zbyt mocno związana z laickim reżimem, więc mimo nawet że Al-Kaida to sunnici to jednak większość trzymała z notablami z Baas, którzy zostali dosyć szybko wyłapani.
No tak, zniknęło "agresywne, grożące sąsiadom państwo", które przypomnijmy zostało zaatakowane przez jeszcze większe, "agresywne i grożące sąsiadom państwo", bo jak inaczej nazwać kraj, który gwałcąc prawo międzynarodowe, bezprecedensowo najeżdża inny kraj i nie ponosi za to żadnych konsekwencji? Kraj, który straszył, że ma na celowniku "od 40 do 50" innych państw, których władze nie mogą czuć się bezpiecznie. Kraj, który przecież tak niedawno maczał ręce (tfu, całe ramiona) w zamachach terrorystycznych w Ameryce Łacinskiej - i wtedy wszystko było dobrze. Kraj, który szkolił i szkoli nadal morderców i wywrotowców w tzw. "szkole zabójców", gdzie absolwenci otrzymują tak wszechstronne wykształcenie jak: zadawanie tortur, walkę partyzancką, walkę terrorystyczną, obalanie rządów, etc.
Jeszcze do tego punktu. Al-Kaida nie miała nigdy żadnego wpływu w Iraku, a tym bardziej powiązania z jego władzą, i to również jest jedną z tych fałszywych teorii dlaczego kraj został zaatakowany. Również dziś, to nie oni odpowiadają za zamachy w Iraku, oraz nie tylko oni odpowiadają za zamachy w Afganistanie. I tu, i tu państwa "okupacyjne" są coraz częściej i szerzej traktowani jako najeźdźcy, których nikt nie chce, a ich zainstalowane rządy, nie cieszyły oraz nie cieszą się poparciem. Gdy wojska "zachodu" opuszczą jeden i drugi kraj, to w obydwu dojdzie do jeszcze większych walk domowych niż było wcześniej i znów śmierć poniosą setki tysięcy ludzi, ponieważ amerykanom zachciało się wojen...
A Afganistan był rządzony przez przybyłych z Pakistanu Talibów, natomiast Afgański Sojusz Płn reprezentujący rodzimych polityków przyklasną i wspierał działania wojsk NATO. Więc pal licho jakieś tam ONZ, które potrafi tylko "w imię pokoju" tłuc afrykańskich separatystów, natomiast nie potrafi podjąć jednomyślnej decyzji w sprawach naprawdę ważnych.
Co do ingerowania w inne państwa pisałem wyżej więc się nie będę powtarzał, ale skoro ONZ się nie nadaje, to od razu "rozpieprzmy wszystko wojskiem bo to jest metoda gwarantująca sukces". Czy morderstwo na mordercy jest pokazaniem reguł prawa?
Nie odmawiam Chomskiemu prawa do manifestowania własnego zdania, niech to robi, to jego prawo, które właśnie daje mu tak znienawidzone przez zeń USA. Lecz odmawiam mu prawa do cynicznej hipokryzji. Otóż wg niego USA to dyktatura... A gdzie publikuje on swe wystąpienia? W Wenezueli. Nigdy nie słyszałem (a wiele razy w gazetach czytałem artykułu, w których o nim wspominano) aby krytykował Chiny (super kraj bo daje odpór USA), Rosję (tak samo jak w przypadku Chin), a już na pewno nigdy nie śmiał choćby szepnąć złego słówka na temat Chaveza. I albo to jest hipokryzja, albo idiotyzm. Trochę tak samo jak z Danielem Cohn-Benditem, który w 1968 żalił się jaka to Zach Europa jest zła, RFN i Francja to państwa policyjne i z utęsknieniem spoglądał na Wschód, bo tam było pięknie. "Cudze chwalicie, swego nie znacie".
No ale ma do tego prawo... Jego przekonania są jakie są i hipokryzją byłaby ich nagła zmiana, a nie uparte krytykowanie "totalitarnego rządu Busha". Przeczytaj sobie co wynika z choćby PATRIOT Act i porównaj do niektórych praw państw totalitarnych. Jakoś analogia jest bardzo wyraźna. Przeszukamy komuś dom pod jego nieobecność? A czemuż by nie! Zamkniemy go bez wyroku w więzieniu-obozie Guantanamo? Oczywiście! Skażemy go w procesie na okręcie wojennym, przed sądem wojskowym, bez możliwości kontaktu z adwokatem i wglądem do akt? Jak najbardziej...