Wcześniej się nie przywitałem, to zrobię to teraz.
Mam na imię Michał, mam 16 lat. Interesuję się kolarstwem i informatyką. Zacząłem grać w M&B, ponieważ w tej grze jesteśmy całkowicie wolni.
Inne gry, które lubię:
Gothic
Gothic II
Gothic III ( mniej )
Fable: The Lost Chapters
The Elder Scrolls III: Morrowind.
GTA: San Andreas ( szczególnie multiplayer )
Saints Row 2
Godfather II
Moja postać z Warbanda ( tylko w niego gram ):
Król Vegardii, Sundast Erinth wyprawiał ucztę w stolicy, w Praven. Zjechali się tam wszyscy jego wasale. Najbardziej jednak wyczekiwał tej trójki:
- Jego marszałek i zarazem oddany przyjaciel, Lord Harlaus.
- Zdobywca zachodnich barbarzyńskich terenów, świetny strateg, Lord Graveth.
- Najwspanialszy wojownik, zwycięzca wszystkich turniejów i człowiek, który sam pokonał dwie setki przeciwników, Lord Ragnar.
Kiedy wszyscy zebrali się, zapadł zmrok. Wszyscy jedli i pili. Wtem Sundast wstał i przemówił:
- Wezwałem was wszystkich, aby zebrać całą armię naszego królestwa. Musimy przepędzić Vaegirów i Khergitów, te barbarzyńskie plemiona ze wschodu, które ze sobą wojują! Zaczynają zbytnio rosnąć w siłę. Nie możemy dłużej zwlekać. Jutro o świcie wyruszamy na południe. Zbierzcie swoje armie!
Strategia wyglądała tak: Harlaus będzie dowodził kawalerią i szarżował wprost na wroga. W tym samym czasie potężna piechota pod komendą Ragnara zaatakuje ich z boku, kiedy będą zajęci konnicą. Graveth zaś będzie przewodził kusznikami, którzy będą siać zamęt i zniszczenie w szeregach wroga z dystansu.
Kiedy tylko słońce pojawiło się na niebie, wyruszyli.
Podróż trwała tydzień. Właśnie przekroczyli granice swojego królestwa. Na południu rozciągała się wyjałowiona ziemia, która zdaje się nie miała końca. Nikt żywy z królestwa nie przekroczył tego terenu, nie mieli więc pojęcia, co mogłoby się tam znajdować. Zaś cała północ pokryta była śniegiem. Wtem w oddali zobaczyli zakutego od stóp do głów rycerza. Za nim stałanie mniej odziana w zbroje armia, której sam Erinth by się nie powstydził.
- Kimże jesteś? - zapytał Sundast.
- Nazywam się Yaroglek. Przewodzę Królestwu Vaegirów.
Król?! Królestwo?! Do tej pory wszyscy sądzili, że są barbarzyńcami. Brudnymi, nieokrzesanymi głupcami.
Yaroglek mówił dalej.
- Czekaliśmy na was. Nie damy wam tak łatwo odbić naszych ziem! Traficie do niewoli i będziecie pracować w naszych kopalniach!
Wtem odezwał się marszałek Harlaus.
- Nie dostaniecie nas tak łatwo!
- Hehe. To się jeszcze okaże!
Bitwa się rozpoczęła. Król Sundast na czele armii ruszył na przeciwnika. A dokładniej na przywódców. Domyślając się, że armie już zaczęły walkę, dwaj królowie toczyli pojedynek. Yaroglek był szybszy, lecz nie grzeszył siłą. Jego przeciwnik zaś był wolny, jednak nawet głupiec wiedziałby, że jedno trafienie jego olbrzymim mieczem zabiłoby każdego normalnego człowieka. Yaroglek uskakiwał jego ciosom, jednak po jakimś czasie zaczął się męczyć. Wtedy od mocnego uderzenia pięścią upadł na ziemię i Sundast już chciał go zabić, kiedy jego serce przebił srebrny sztylet. Tak, Erinth nie musiał się obracać, aby zobaczyć, kto to zrobił. Ten sztylet podarował właśnie dwadzieścia lat temu swojemu najlepszemu przyjacielowi... Harlausowi.
Nie zdążyli zamienić ze sobą słów. Harlaus powiedział tylko:
- Jesteś głupcem, Sundast. Byłeś już za stary, żeby rządzić królestwem.
Yaroglek uśmiechnął się i spojrzał w stronę armii.
- Ten głupiec nawet się nie zorientował, że walka się nie rozpoczęła.
- Dzięki za pomoc, Yaroglek. Oto twoja zapłata.
Harlaus wskazał na wóz wypełniony po brzegi denarami.
- Dokładnie dwieście tysięcy denarów. Będą Ci dobrze służyły.
Kolejny tydzień armia byłego króla Vegardii wracała w swoje strony, do Praven.
Kiedy trzech spiskowców, Graveth, Ragnar i Harlaus weszli do zamku, trafili na młodego, ciemnowłosego chłopaka. Nazywał się Avael. Był synem króla, ale miał dopiero pięć lat.
Uradowany zapytał Harlausa, którego nazywał wujem.
- Wuju! Gdzie jest mój ojciec?
- Trudno mi o tym mówić... zginął na wojnie! - odparł były marszałek, udając smutek.
- C...co?! Jak to?
- Niestety. A teraz idź z tym panem. - wskazał na jednego ze strażników i wykonał gest głową. Ten już wiedział co zrobić.
Młody syn został wrzucony do lochu. Nie chcieli go zabijać. Mógł im się jeszcze na coś przydać. W końcu to syn byłego KRÓLA.
Spędził tam pięć lat, o chlebie i wodzie. Przez ten czas lordowie zdążyli się podzielić królestwem. Centralną część wziął Harlaus i nazwał swoje królestwo Swadią. Zachód dalej leżał w rękach Gravetha. W pierwszych latach był przyłączony do Swadii, jednak potem założył Królestwo Rhodoków. Osiadł w Jelkali, największym mieście tamtych terenów. Zaś Ragnar ze swoimi ludźmi zamieszkał na wschodzie i założył Królestwo Nordów.
Próbowali zdobyć okup od rodziny dzieciaka, kiedy jednak pieniądze nie dotarły, postanowili go zabić.
Do celi, w której siedział chłopak, wszedł kat. Nie chcieli robić widowiska ze śmierci królewskiego bachora, gdyż mogłoby to wywołać bunt. Za katem wszedł Graveth. Avael widział go mało razy, więc zbytnio nie kojarzył tej twarzy.
- Wiesz, co masz robić!
Kat przytaknął głową, nie wydając z siebie głosu. Kiedy król Rhodoków tylko wyszedł z lochu, kat zdjął przyłbicę i pokazał swoją twarz.
- Jestem Nojon Gerbud, wasal Khanatu Khergickiego. Nie wiem, czy o nas słyszałeś, ale my o tobie tak. Zabiorę cię do naszego królestwa. Królewski dzieciak nie powinien ginąć z rąk tych barbarzyńców.
Khanat Khergicki... tak... Avael słyszał to... tak jego ojciec mówił na wojowników z południa. Nazywał ich barbarzyńcami, jednak on sam teraz widzi coś zupełnie innego...
Przez kolejne trzydzieści lat młody Erinth szkolił się u najlepszych wojowników z Khanatu. Stał się wspaniałym wojownikiem i poznał prawdę o ludziach, którzy nazywają siebie władcami, a są zwykłymi śmieciami. Sytuacja polityczna zmieniła się przez ten czas. Swadianie i Nordowie zaczęli toczyć wojnę. Oba królestwa chciały mieć więcej ziemi. Rhodokowie znaleźli ścieżkę między górami, która prowadzi za tereny Khanatu, dzięki czemu nie muszą przez niego przechodzić. Zdziwili się niesamowicie, kiedy znaleźli tam rozległą pustynię i ludzi, nazywających siebie Emirami Sułtanatu Sarrandzkiego. Graveth natychmiast ich zaatakował, chcąc zdobyć tamten teren. Khanat i Vaegirowie nadal walczą ze sobą, jak za dawnych czasów.
Mając czterdzieści lat, odszedł od Khanatu i zdobył paru ludzi. Teraz, ze sztandarem Vegardii chce odzyskać dawny teren tego państwa i zemścić się na ludziach, którzy rzucili cień na całe jego życie.
" Ludzie nieprzestrzegający zasad to śmiecie. Jednak ci, którzy zdradzają dla władzy swoich przyjaciół, są gorsi od śmieci..."