EDIT: Zamykam ankiety. Jak mówiono była dziwna :)
Część I
Jestem Derek ze wsi Nomar. Pewnego zimnego ranka, pracowałem nad naszą starą stodołą, za wsią. Nagle zza spichlerza wyłoniły się jakieś uzbrojone postaci. Chwyciłem siekierę z myślą, że to bandyci. Jeden miał kuszę ale z niej nie strzelił, pomyślałem więc, że lepiej podejść i zapoznać się z sytuacją. Wtem poznałem, iż to królewscy żołnierze.
- Witam panie zbrojny. Widzę żeś Swadiański żołdak, czego tu w naszej biednej wsi.
On na to.
- Ano sprawy, nas sprowadzają. Wojna wieśniaku, wojna. Szukamy chłopów zdolnych, silnych, zdrowych i odważnych. Którzy w boje z nami ruszą za Swadię.
Jeszcze o niczym nie myślałem, zaprowadziłem tychże miłych żołnierzy (miły żołnierz to rzadkość w owych czasach) do wójta.
Część II
Minęły dwa dni. Żołnierze zebrali rekrutów, jednak nie wiedziałem, że też mojego brata. Poszedłem do ojca.
- Ojcze, czy wiesz, że Orlan poszedł do woja??
- Tak synu. Nie chciałem ci nic mówić do jutra. Jako, że on pierworodnym jest, wymagam od ciebie, żebyś poszedł za nim, niczym giermek za rycerzem do wojska. Żołnierze bracia, daję wam błogosławieństwo i ruszajcie.
Ja zaskoczony
- Ojcze ależ nie tak żwawo. Ja nie wojownik. Ja do wsi stworzony......
- Milcz! Albo sam tam się udasz, albo ja cię tam za uszy zawlokę.
Więc musiałem się tam udać. Niestety tak znienacka, nie pożegnawszy się musiałem udać się do namiotu żołnierzy.
Wchodząc rzekłem.
-Ja do woja.
Żołnierz ze zdziwieniem.
- Dobra. Bez namysłu pewnie skończysz już po oblężeniu, kaleka albo sztywny.
- Ano może, wola ojca.
Żołnierz zapisał na pergaminie wszystkie informacje. Wskazał na stojak z bronią.
- Bierz ten wyszczerbiony miecz i starą moją tarczę. Jak przeżyjesz to może coś więcej dostaniesz.
Podszedłem i wziąłem ten ekwipunek, pochwa nie pasowała do miecza.
- Panie sierżancie można o inną prosić pochwę, ta za mała jest, miecz się stępi.
- To se za pas wsadź, albo zrób własną. Albo obuch będziesz mieć, hahaha.
Część III
Nazajutrz udaliśmy się pod zamek Grunwalder. Były tam setki żołnierzy króla. Zamek robił ogromne wrażenie, ogromne mury, blanki i wieże. Na górze mur pawęży, żołnierze ustawili je w obawie o nagły ostrzał. Każdy wiedział, że szturm będzie już niedługo. Co gorsza, po poszukiwaniu brata na miejscu dowiedziałem się, że został skierowany do garnizonu w Suno, byłem więc sam wraz z sierżantem Raksonem, który mnie zwerbował. Wszyscy służyliśmy lordowi Ryisowi. Poszliśmy spać, cały czas myślałem co będzie, jednak byłem spokojny, cały czas myślałem, że na przedzie do boju pójdą doświadczeni żołnierze.
Rano zostaliśmy obudzeni przez odgłos rogu bojowego, lord Devilan zadecydował, że trzeba zaatakować rano. Chwyciłem broń i pobiegłem do miejsca zgrupowania oddziału, gdzie dowiedziałem się, że jako pierwsi szturmujemy mur południowy. Mieliśmy go zdobyć i czekać na rycerstwo. Drabiny zostały szybko ustawione, na znak mieliśmy wchodzić.
Część IV
Róg znów zabrzmiał, ruszyliśmy po drabinie. Specjalnie się ociągałem, byłem przerażony, wszędzie świszczały Rhodockie bełty. Zasłoniłem się tarczą, ktoś za mną dostał w oko. Krew trysnęła mi na ucho. Ja dostałem w tarczę chyba ze sto razy i z boskiej opatrzności się nie rozpadła. Ktoś spadł z drabiny, inny miał bełt w brzuchu, wchodził jeszcze chwile i skonał na stojąco.
Na końcu drabiny wrzała walka. Co chwila ktoś spadał, ja posuwałem się do przodu wiedząc, że mam uzupełnić tych co zginęli. Byłem już ze pięć osób od walki i powstał wyłom, wlaliśmy się na mury. Ja też zacząłem bić ale tylko po tarczach. Cały czas bałem się zabić. Lord Ryis wskoczył na mur i zabił trzech kuszników, nachylił miecz, przyjął cios na tarczę i pozbawił plemieńca głowy. Ja biegłem dalej, gdy już załoga murów została pokonana.
- Po prawej kuuuszeeee!!!!!
Krzyknął Ryis, pokazał sierżantowi grupę kuszników, on zasunął przyłbicę i pognał na nich z okrzykiem. Nagle dostał w nogę, podbiegł do niego młody żołnierz, ja z krzykiem ruszyłem na niego i przebiłem go od tyłu. Poczułem się niezwyciężony, pomogłem wstać sierżantowi i on kulawy ze mną ruszyliśmy zabić resztę. Schowali się za murem, on po potężnym zamachu przepołowił w pasie kusznika, ja za to wpadłem w wir walki z innym.
Próbowałem go podciąć, jednak byłem słabym wojownikiem, lekko rozciął mi ramię, ja z obrotu trafiłem go w bark i szybkim ciosem po głowie zakończyłem jego żywot. Z dołu zamku rozpoczął się ostrzał. Ruszyliśmy do walki ze schodów, nagle przeraziłem się. Obok głowy przeleciał mi oszczep, pobiegłem w stronę wrogów, myśląc, że ktoś z naszych za mną biegnie, to był błąd. Zostałem powalony i zraniony bełtem w udo. Nie mogłem się podnieść, postanowili mnie dobić, lecz wtem do walki weszło rycerstwo i jakimś cudem rzucili się do walki zapomniawszy o mnie. Zostałem odciągnięty, dzięki interwencji harcowników. Trafiłem do namiotu przed zamkiem, zemdlałem wiedząc, że jeśli bitwa będzie wygrana i mnie nie pojmają, będę musiał walczyć w innych bitwach.........
DOWN: Pisałem trochę na szybko. Następnym razem postaram się opisać walkę, bardziej krwisto i lepiej oddać myśli żołnierza. O ile będziecie chcieli w ankiecie :)