Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Sesja: Poi Riprendere la Vendetta  (Przeczytany 1685 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline proud

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 3264
    • Piwa: 4
    Sesja: Poi Riprendere la Vendetta
    « dnia: Lipca 08, 2010, 21:43:52 »
    Data: 13.05.1931
    Miejsce: New Jersey


                                        Dziennik Vincenzo Domenicani




         “Przez ostatnie dziesięć lat byłem Consigliere prominentnej i - trzeba dodać - jedynej zorganizowanej rodziny w tak zwanym ‘przedsionku świata’ - New Jersey, rodziny DeCavalcante. Niestety Wojna Castellammarese w jaką wpędziła nas Wielka Piątka z Nowego Jorku pozbawiła mnie nie tylko statusu, ale i wolności... Wszystko było tak pięknie. Dla DeCavalcante nie było żadnej alternatywy i cały ‘mniejszy brat’ NY należał tylko do nas. Interesy zaraz po Wielkiej Wojnie Światowej szły nienagannie i Don Gaspare D’Amico - warto dodać, imigrant z Sycylii, który wielką pracą po przybyciu na wschodnie wybrzeże w roku 1910 - zbudował od fundamentów szanowaną rodzinę, z którą zaczęła się liczyć nawet Wielka Piątka z NY. Byłem z nim od najmłodszych lat, spotkałem go jako 19 letniego chłopaka, który dzięki charyzmie i ambicjom pracował na swoją pozycję, ale to nie czas na takie wywody... Wróćmy więc do sedna sprawy.

         Tak więc można powiedzieć, że byłem razem z Don’em D’Amico niemal od początku. Gdy w roku 1913 jeszcze przed Wielką Wojną został on namaszczony przez samego Joe’go Masseria wszyscy wiedzieli, że New Jersey nie jest już ‘wolne’. Lata 20 przyniosły nam wielkie dochody. Stany Zjednoczone z zaściankowego kraju stawały się powoli wielkim mocarstwem i poprzez kontakt naszych chłopaków z europejskimi państwami wszystko zaczęło się zmieniać... Kolejne kasyna przynosiły krociowe zyski, handel samochodami - wypierającymi zaprzęgi, przynosił prestiż i dochody. Oczywiście był to tylko drobny udział w porównaniu z działalnością ‘nieoficjalną”. Prohibicja okazała się prawdziwym skarbem, a kolejne transporty dostarczane od południa z Meksyku, północy z Kanady oraz te obłożone ‘tranzytem’ przez Nowy Jork zza wielkiej wody rozchodziły się w mgnieniu oka. Całe New Jersey było DeCavalcade... Don miał zasady, ponoć na południu zaczęto zarabiać na używkach, ale Gaspare D’Amico nawet o tym słyszeć nie chciał... i nie było ku temu powodów. Alkohol, przedsięwzięcia budowlane - bo trzeba wiedzieć, że miasto się rozwijało, lichwiarstwo, upłynnianie brudnych pieniędzy, gospodarka odpadami, oszustwa systemu papierów wartościowych, wymuszenia, porwania, czy morderstwa na zlecenie przynosiły tak krociowe dochody, że pchanie się w ‘prochy’ Don uważałby za skazę na jego honorze, a pamiętać trzeba że dla Italiano honor jest rzeczą najważniejszą. Reasumując, New Jersey stało się naszą Cibolą...

         Niestety wywołany przez nienasyconych durnych bankierów kryzys w roku 1929 miał konsekwencje większe niż z początku nam się wydawało. Policja, sądownictwo, prokuratura - wszystko to mieliśmy w garści, a nieliche ‘dotacje’ jakimi instytucje te były sowicie obdarowywane gwarantowały spokój i to było na mojej głowie. Jako Consigliere opiekowałem się finansami i działalnością rodziny, pomagałem, ochraniałem, doradzałem i broniłem. Niestety w konsekwencji Wielkiego Kryzysu zatarte dawne jak i całkiem nowe spięcia  między zaczęły wychodzić na wierzch... Na dodatek Masseria osiągający od młodych lat coraz większy szacunek i poważanie, nie zahamował wielkich aspiracji i ambicji. Postanowił sięgnąć po coś czego próbować nawet nie powinien, starał się osiągnąć szczyt, chciał być Capo di Tutti Cappi (Szef Wszystkich Szefów). Może i wszystko by się dobrze skończyło? Poparcie Camorry jakie posiadał mogłoby zagwarantować pokój i stabilizację w trudnych czasach. Niestety nie wszyscy Donowie chcieli i potrafili go zaakceptować. Uważali go za osobę niekonsekwentną, bezwstydną i pozbawioną krzty honoru - oczywiście były wyjątki, ale większość tak właśnie sądziła. W roku 1929 na spotkaniu Donów doszło do incydentu... Oczywiście nikt nigdy nie wyjawił jakiego, ale wszystko się zmieniło i ambicjom Masseria przeciwstawił się Salvatore Maranzano. Nic nie mogło już załagodzić sporu i zapobiec nieuchronnemu...

         Wojna wybuchła. Początkowe walki miedzy Piątką z NY rozciągnęły się na całe wschodnie wybrzeże, nie ostało się New Jersey, dawna kolebka Al’a Capone - pogrążone w chaosie sporów Chicago, doszło nawet do tego, że Scarfo z Filadelfii, oraz Patriarca z Bostonu - mająca własne problemy z Irlandczykami, zostały wciągnięte w walkę. Trzeba dodać walkę bezpardonową, bez żadnych zasad i ograniczeń... Wtedy straciliśmy ‘opłacane’ urzędy i ludzi w Policji, prokuraturze, czy sądownictwie - zostali wymienieni z powodów nieudolności, albo starali się dowieść swej kompetencji zrywając wszelkie kontakty. Zamykane zostały kolejne kasyna, rozlewnie, tępieni byli lichwiarze - z których usług wcześniej tak ochoczo sami korzystali, wtyki. Patrzono na ręce spółkom, firmom i instytucjom. Zaczęliśmy tracić... Na dodatek Nowy Jork okazał się zbyt mały dla Masserii i Maranzano. Walki zaczęły przenosić się do nas i nawet mimo sprzeciwu Dona Gaspare D’Amico nic się nie dało z tym zrobić. Neutralność też nie wchodziła w grę, gdyż wtedy stracilibyśmy wszystko, dosłownie wszystko... Tak więc okoliczności zmusiły Dona do wsparcia Maranzano, którego poparcie wydawało się stabilniejsze i silniejsze niż zapędzającego się coraz dalej Masseriego. Walił się cały system stworzony i tak świetnie dotąd prosperujący, przez Pięć Rodzin. Po niemal dwóch latach krwawych walk, w których zginęło wielu Sgarrista, Soldati, Caporegime, a nawet Capo Bastone, codziennych zamachów, zabójstw, pościgów, strzelanin, niepewności i zaszczucia ktoś się w końcu opamiętał... Costello, Luciano, Vito Genovese i Seigel - pierwsza trójka popierająca Maranzano, ostatni Masserię - w ostatnim momencie postanowili zakończyć walki. Wydaje się, że był to ostatni moment, żeby mieć jeszcze szanse na odbudowę. Niestety straciliśmy tak wielu braci, żołnierzy i pracowników, że podstawy zaczęły się chwiać.

        Jak wiadomo życie nie toleruje próżni. Całą sytuację postanowili wykorzystać Irlandczycy i Żydzi. Patriarca nie kontrolowała już niemal 60% Bostonu, Filadelfia była Żydów. Nawet Nowy Jork nie oparł się ekspansji i tak White Hand Gang Irlandczyków przejmował północ miasta, co gorsza kolorowi zaczęli nabierać ambicji i czarni, czy Latynosi postanowili uszczknąć kawałek Wielkiego Jabłka. Gdyby nie oni, pewnie nie doszłoby do tak rychłego pokoju i próby powrotu do dawnego systemu, ponieważ brudasy nie przestrzegały żadnych zasad. Bili, mordowali, grabili, gwałcili i odrzucili jakikolwiek ważny dla Italiano honor, a tego było już za dużo. Po niemal dwóch latach przerwy rodziny znów się zebrały, by radzić jak odwrócić patową sytuację i zapobiec podobnym ekscesom w przyszłości.

         Również Don Gaspare D’Amico został zaproszony na spotkanie, gdyż Irlandczycy i kolorowi również u nas posunęli się za daleko. Na naradzie byli wszyscy wielcy, od Castello, poprzez Luciano, Genovese, Seigel, aż po Alberto Anastasii’ego. Jako Consigliere - prawa ręka i prawnik Dona, również ja znalazłem się na spotkaniu. Negocjacje były burzliwe, długie i niejednokrotnie przerywane, ale wszyscy wiedzieli, że jeśli nie uda osiągnąć się teraz porozumienia, to prawdopodobnie z mozołem budowany system zawali się w ruinę... Tak więc uzgodniono, że całkowitemu zawieszeniu podlegają wszelkie spory i wojny między Italiano Famiglia. Nowy Jork został podzielony w formie status quo pomiędzy Wielką Piątkę, która ma wzajemnie wspierać się, by odzyskać utracone na rzecz przybłęd terytoria. Genovese i Lucchese mają udzielić pomocy DeCavalcante w planach wyparcia White Hand Gang z północy oraz czarnych z zachodu New Jersey. Na czas powrotu do władzy zniesiony zostaje pobór ‘tranzytu’ przez Pięć Rodzin na terytorium NY. Colombo i Bonano wspomóc mają również Bostońską Patriarcę w kłopotach z Irlandczykami, a Colombo Filadelficką Sacrfo w problemach z Żydami. Postanowiono również, że do czasu uporania się z ‘nieprzyjemnościami’ - jak zostało to nazwane, zawieszeniu podlega funkcja Capo di Tutti Cappi, po to by nie spowodować kolejnej lawiny niefortunnych zdarzeń.

         Tak więc dziś dnia trzynastego maja tysiąc dziewięćset trzydziestego pierwszego roku zaczynamy to co zostało postanowione. Don Gaspare D’Amico razem z trójką synów - Andreą, Marciano oraz Liborio, swoim Consigliere - mną, Capo Bastone - Luciano Ambrossi, oraz kilkoma swymi doradcami jak i wysłannikami zarówno od Genovese jak i Lucchese o godzinie 14 spotkają się w posiadłości D’Amico by zaplanować niezbędne kroki...”



    « Ostatnia zmiana: Lipca 08, 2010, 22:56:07 wysłana przez proud »