Witam! Tak jak mówiłem po po tygodniu ukazuje się nowa część przygód z serii M&B Story. Tym razem jest więcej obrazków:
Rok 1259, 9 maja, wiosna. Królestwo Vaegirów, wioska Vezin, południe
Eglan dorósł i stał się silnym, rosłym rumakiem. Potrafi prześcignąć każde polne zwierzę. Astar także wydoroślał. Pomaga staremu łowić ryby, naprawia sieci, reperuje łódki, a także świetnie poluje. Sam uszył sobie zbroję z wygarbowanej wilczej skóry. Już nie musi pytać starego o zgodę na jazdę konno. Dzisiaj wstał wcześnie i wziął się za zszywanie rozprutych nici w sieci.
Siedział nad tym już parę godzin i powoli kończył robotę.
-Skończone! – powiedział – Wuju! Sieć naprawiona, możemy łowić.
-Świetnie wezmę wiadro i zaraz…
Bandyci! Bandyci atakują! – Wiesio – pastuszek od krów - biegł w stronę wioski i krzyczał o pomoc – Grabieżcy zgromadzili się na wzgórzu i planują zaatakować wioskę! – powiedział do Jana.
- Grabieżcy? Ilu ich jest i czy mają konie?
- Ze siedmiu będzie. Koni nie mają, tylko dzidy i sztylety.
- Prawie cała wieś na polach, nie zdążymy ich zwołać by odeprzeć bandytów.
- Wuju. Wezmę oszczepy i spróbuje ich powstrzymać! – odrzekł Astar
- Ale…
- Proszę. Nie możemy pozwolić aby wjechali do wioski! Musimy ich zatrzymać jeszcze w polu, a ty jechać nie możesz… - powiedział chłopak zdecydowanym tonem, złapał torbę z oszczepami i wskoczył na rumaka.
- Bratanku! Liczę na ciebie. Wilki ubić potrafisz, a oni niewiele się od nich różnią. Ruszaj! I udanych łowów!
Astar pokierował konia na wzgórze i dojrzał bandytów wychodzących z lasu.
Było ich jednak ośmiu, widać Wiesio w pośpiechu nie zauważył jednego z nich. Trwoga go jednak nie przejęła, bowiem kiedyś w nocy znalazł się w lesie otoczony przez stado wilków. Przeżył. Od tamtego czasu przestał się lękać. W torbie było tylko 10 oszczepów, więc musiał używać ich oszczędnie i nie chybić. Bandyci biegli wprost na niego w rozproszonej grupce, „będzie ciężko ich trafić” – pomyślał. Astar wyjął oszczep, przymierzył… jeszcze trochę… jeszcze… Trafienie w głowę!
Pierwszy bandyta zwija się już z bólu na trawie. Odjazd, zawrót, przymierzenie… rzut, ajć! Grabieżca został tylko muśnięty grotem włóczni.
No cóż… trzeba spróbować jeszcze raz… znowu przymierzenie, ale to… Kilka kamieni poleciało w stronę młodzieńca. Na szczęście zauważył to w porę i zdążył uniknąć uderzenia. Pobudzony oddał dwa celne rzuty i podjechał pod las… Zostało pięciu. Jeden z nich podbiega z nożem chcąc trafić konia, ale Astar oddaje silne pchnięcie w pierś bandziora.
- Żryj to! – wykrzykuje w furii
Rozpędza konia, jedzie znowu na starcie! Lecą kolejne kamienie… niecelnie… Rzut, trafienie, krzyk z rozdartego gardła.
- Trzech… - myśli zaprzątnęła młodzieńcowi chęć zguby oprawców.
Nagle jeden z nich podnosi z ziemi kamień i trafia pod nogi konia. Wielkie ciało opada na ziemię wraz z jeźdźcem.
Leżąc Astar macha w powietrzu włócznią próbując odpędzić bandytów.
Wstaje akurat, gdy pobiegło do niego trzech drapieżników. Wyglądali jak głodne sępy, jak wilki łaknące krwi, z ich ust toczyła się piana… Blok, pchnięcie, cios, ciało upada. Jeszcze dwóch… pchnięcie, został tylko… nagle chłopak czuje silne uderzenie drewnianą pałką od tyłu i upada ogłuszony, obraz rozmazuje mu się przed oczami …
-To już koniec… - przemyka mu przez głowę ostatnia myśl.
Mam nadzieję, że się podobało. Proszę o komentarze!
Pozdrawiam!