Witam chciałbym zaprezentować swoje własne opowiadanie. Jeżeli dział jest nieodpowiedni to proszę o zamknięcie tematu. W Mediach nie umieszczę go gdyż nie dotyczy on Mount&Blade. Mam nadzieję że wam się spodoba.
EDIT: W ostatnim poście umieściłem wstęp do kolejnego opowiadania.
Moje opowiadanie dotyczy świata gry z serii The Elder Scrolls. A konkretnie jednego z wydarzeń. Nie ma ono miejsca w grze jednak można natrafić na księgę szczegółowo ją opisującą. Księgę można znaleźć w grze The Elder Scrolls Oblivion. Jest to historia pewnego żołnierza, a także mój debiut w tej dziedzinie. Mam nadzieję że się wam spodoba. To wydarzenie ma miejsce w 248 roku Trzeciej Ery. Cesarstwo Tamriel szykuje się do inwazji na kontynent zamieszkany przez bojową rasę Tsalescian. I tu zaczyna się historia tegoż wojaka.
"Klęska Pod Ionitch" - z punktu widzenia Flemiusa Chyodana, kapitana cesarskiej armii i znanego najemnika.
- Tato! Tato! Obudź się!
Człowiek w średnim wieku powoli otworzył oczy. Miał przed nimi ciemnowłosą dziewczynkę.
- Tato! Przyszli po ciebie ci śmieszni panowie ubrani w metal!
- Co? - mężczyzna wstał powoli z łóżka, wziął córkę na ręce i wyszedł z bogato zdobionego pokoju. Przez chwilę szedł wąskim korytarzem, po chwili znalazł się w przedsionku. W drzwiach stało już dwóch postawnych mężczyzn w reprezentacyjnych zbrojach Cesarskich.
- Pan Flemius Chyodan? Kapitan oddziału Srebrnej Tarczy z dziesiątego legionu?
- Tak, czy to już?
- Dokładnie, flota będzie gotowa do wyruszenia za miesiąc. Macie się stawić w Czarnym Porcie 3 dnia Deszczowej dłoni roku 288.
- Rozumiem.
- Żegnamy.
Flemius zamknął drzwi. Na jego głowę padł cień. Spojrzał na swą żonę, której twarz nie ukazywała żadnych uczuć oraz na córkę spoglądającą na niego swoimi wielkimi oczyma. Po chwili milczenia odważył się coś powiedzieć...
- Ruszam na wojnę...
***********************************
Mężczyzna spoglądał na skąpaną w blasku wysoką wieżę Cesarską. Stał długo. Towarzyszyła mu żona.
- Iono...
- To już jutro. Jak długo cię nie będzie?
- To będzie rutynowa inwazja, jakich Cesarstwo przeprowadziło już wiele. Góra pół roku i wrócę do ciebie ukochana...
- Pół roku...- zastanowiła się Iona, po chwili powiedziała - całe pół roku...mam co do tej inwazji złe przeczucia Flemiusie, nie jedź proszę, powierz dowództwo komuś innemu, nie wierzę że ta wyprawa może się udać, zostań Cesarstwo ci wy... - nie dał jej dokończyć.
- Nie Iono! Nie splamię swego honoru, twoje zdanie nie może już na mnie wpłynąć, przykro mi...jutro ruszam do Czarnego Portu. Ucałował ją i wyszedł. Nazajutrz był już gotowy. Przed domem stało paru jego przyjaciół z siódmego legionu. Trinydas, Hexios, i Rexus. Mieli wyruszyć razem. Flemius pożegnał się z córką, oddając jej swój amulet i ruszył.
Flemius był doświadczonym żołnierzem. Od 15 roku życia służył w wojsku. Jako jeden z niewielu ówczesnych ludzi zdobył jako takie wykształcenie. Potem ruszył na wiele wojen, brał udział w wielu interwencjach Cesarstwa, walczył z wyspiarzami na południu, brał też udział w wielu lokalnych potyczkach. Walczył pod Cesarstwem podczas zdobywania Czarnego Portu, został za to awansowany do rangi kapitana. Teraz w wieku 34 lat był już niemal weteranem i przewyższał doświadczeniem wielu starszych oficerów Cesarskiej Armii.
*************************************
Do Czarnego portu dotarli przed zmierzchem pierwszego dnia deszczowej dłoni, dwa dni wcześniej niż zakładał wspólnie z przyjaciółmi. Wkrótce spotkał się ze swym oddziałem. Razem rozmawiali i pili jako miał w zwyczaju Flemius. Trzeba wiedzieć iż nie był on nigdy zbyt rozgarnięty i nie miał ambicji politycznych, nie żądał władzy. Chciał tylko odsłużyć swoje jako honorowy Cesarski kapitan i wrócić do rodziny. W obozie panowały entuzjastyczne nastroje.
- Zmieciemy ich w dwa tygodnie! Hahaha! - śmiał się Rexus, po chwili Trinydas dodał - Na twoim miejscu tak bym się nie cieszył Rexusie, z tego co słyszałem to wśród tych dzikusów nie znajdziesz godnej siebie żony!
Wszyscy razem wybuchli śmiechem, Flewius zdławił go na chwilę i dodał - To istnieje niewiasta godna Rexusa?
- Chyba tylko orczyna z Orsinu! - Hexios nie wytrzymał i wybuchł śmiechem. I tak rozmawiali do późnych godzin nocnych. Trzeba jednak było zacząć przygotowywania, powoli pole namiotowe przed Czarnym Portem zapełniało się.
*************************************
Flemius stał na wzgórzu spoglądając na ogromne ilości żołnierzy w dole. Obok niego stał opanowany jak nigdy Trinydas.
- Pierwszy, siódmy, dziesiąty i czternasty... - myślał Flemius
- Dojdą jeszcze dziewiąty i siedemnasty - dodał Trinydas jak gdyby czytając w jego myślach.
- W sumie sześć legionów...masa chłopa - rzekł Flemius Chyodan.
- Nie będzie kto miał chędożyć moich dziewcząt...a szkoda bo burdel dobrze prosperował haha!
I znowu obydwaj się roześmiali. Trinydas był niezwykle patriotyczny jak na właściciela najlepszego domu uciech w Cesarskim Mieście. Często zaciągał się do wojska z powodów nieznanych jego towarzyszom.
Nagle na górkę wspiął się jeden z gońców.
- Panie, Cesarz nakazuje wyruszać!
- Zrozumiałem...
Wypłynęli z Czarnego portu 23 dnia Deszczowej Dłoni 288 roku. Największa flota w historii ruszyła na spotkanie walecznym Tsalescim. Sześć tygodni drogi mijało nader spokojnie, choć choroba morska nie bardzo radowała Flewiusa. Raz po raz przeklinał wszystkie morza i oceany, jednak w głębi serca cieszyła go perspektywa wojny daleko od rodzinnego domu, zakładał że im dalej wojna od stolicy, tym bezpieczniejsza jest jego rodzina. I choć często spierał się z żoną to jednak w głębi duszy kochał ją i tęsknił za nią.
*************************************
Flota wylądowała i zajęła opuszczone przez Tsaesci miasto, zamieniając je w Septimię pierwszą kolonię na tych ziemiach. Umocniono się na tych terenach. Flewius dołączył do swego legionu który cesarz zabrał w głąb lądu wraz z drugim pomocniczym legionem. Maszerowali przez żyzne ziemię i zdobyli drugie miasto Ionitch. Tu żołnierze spokojnie mogli odpocząć, choć niektórzy łącznie z przyjaciółmi Flewiusa zostali wyznaczeni do budowy drogi łączącej dwa miasta. I tak mijały tygodnie na bezczynności. W obozie żołnierze rozpili się sądząc że już wygrali, mąż Iony był jednak coraz bardziej zaniepokojony. Ktoś rozpuścił wieść że zabito Cesarskich Emisariuszy. Heroldzi dementowali te plotki jednak żołnierze wiedzieli swoje. I tak trwała zabawa w kotka i myszkę, obie strony przeprowadzały zwiady. Wkrótce zamiast oczekiwanych legionów wsparcia przysłano cywili do uprawy roli. Pod koniec jesieni Flemius napisał list do swej ukochanej.
"Droga Iono!"
Zapewne ucieszy cię fakt że żyję tu w zdrowiu. Zajęliśmy już dwa miasta. Póki co wszystko jest na dobrej drodze do zwycięstwa. Obawia mnie jednak brak walk. Zupełnie jakby barbarzyńcy koncentrowali siły. A zresztą, nie zamartwiaj się tym, głupie gadanie starego wojaka, co słychać u naszej córki Cyrodii? Mam nadzieję że jest zdrowa i że nosi mój amulet. Niestety obawiam się że mój powrót się opóźni, będziemy musieli tu przezimować a ofensywa rozpocznie się dopiero na wiosnę. Myślę jednak że wkrótce ujrzę nasz piękny dom.
Twój ukochany Flemius!
List do Iony nigdy nie dotarł gdyż statek z korespondencją jego i innych żołnierzy zatonął podczas drogi powrotnej do Temerii.
**************************************
- Eh, parszywa robota to grzebanie w ziemi... - rzekł Hexios
- Tak, coś w sam raz dla rolników, nie wiem co oni w tym widzą...
- W twoich ustach Trinydasie zabrzmiało to dziwnie - odezwał się jeden z żołnierzy.
- Co masz na myśli? - zapytał wyraźnie poddenerwowany zachowaniem słowami mężczyzny.
- Masz przecież najlepszy zamtuz w Cesarskim Mieście, jeśli nie w całym Cyrodill. Czemu więc jesteś tu z nami, a nie wśród swoich kobiet?
- Dobrze powiem wam. - wszyscy przerwali rozmowy i spojrzeli na niego swymi oczyma. Cisze przerywał tylko głośny zimowy wicher. Kamienne mury miasta zrobiły się nader zimne.
- Ja...szukam żony - dało się słyszeć wokół ogniska ciche szemranie przerwał je jednak sam Trinydas - szukam żony by mogła wychować mojego syna...
- Syna! - krzyknął Flewius.
- Tak, ja zakochałem się...ona zrodziła syna lecz zmarła po porodzie na jakieś paskudne choróbsko. Nie chciał bym by przykład dawały mu kurtyzany, ja również nie chciałem by brał mnie za jakiegoś pijaczynę, wojuję dla niego, by mógł się pochwalić w przyszłości że jego ojciec był wojownikiem, nie właścicielem burdelu. Chcę też by miał matkę, toteż szukam jej dla niego...
- To szczytny cel - powiedział Rexus. Po chwili wszyscy wrócili do swoich spraw.
***************************************
- Z rozkazu Cesarza Septima! Od dziś racje żywnościowe dla żołnierzy będą o jedną trzecią mniejsze! Brakuje nam żywności toteż musimy to ograniczyć wydawane pożywienia! - mówił głośno herod Cesarski.
- Hańba! To my tu mamy głodować a Cesarz, arystokracja i magowie będą się zajadać tym co winno trafić do nas! Hańba dla Cesarza - krzyczał Rexus.
- Cisza! Ciiiiissszzaaa! - krzyczał herod gdy w tłumie dało się słychać pokrzykiwania.
Flemius podbiegł do Rexusa.
- Uspokój się przyjacielu, na bogów uspokój się! - ten jakby nie słysząc słów Flemiusa krzyczał - Hańba! Hańba! Hańba!
Oczom i uszom heroda nie mogło to ujść. Wskazał Rexusa wzrokiem. Dwóch strażników w ceremonialnych zbrojach przebiło się przez tłum. Chwycili za ramiona Rexusa i podprowadzili pod wzrok heroda.
- Przekazać go sądowi polowemu.
Nazajutrz żołnierze zebrali się w miejscu sądu. Wśród trzynastu oskarżonych był Rexus. Z cynicznym uśmiechem spoglądał w stronę sędziów. Ci wydawali wyroki nader szybko. Rexus był ostatni. Sędziowie po chwili namysłu ogłosili wyrok.
- Rexusie Ethronicusie! Niniejszym zostajesz dołączony do karnej kompani zwiadowczej na okres trzech miesięcy! Przygotuj się do podróży, dostaniesz konia w stajni. Na dziś zamykam sąd!
*****************************************
Pod miasto podjechał jeździec, straż otworzyła mu bramy, Flemius i Trinydas podbiegli szybko do swojego jeźdźca. Poznali go, to Rexus wrócił ze zwiadu. Nagle zatrzymali się. Jeździec rozpoczął przemowę.
- Napadli nas na równinie, trzynastu wybito, przeżyłem tylko ja, szykują się! Uważajcie! - Rexus zachwiał się w siodle. I upadł. Żołnierze szybko do niego podbiegli, w łopatki miał wbite dwie strzały, już nie oddychał...Trinydas krzyknął, Flemius wołał o pomstę. Coraz więcej jeźdźców z oddziałów zwiadowczych ginęło, z pozoru łatwa i krótka wyprawa przedłużała się coraz bardziej. Rexus służył w oddziale zwiadowczym ledwo trzy tygodnie, pochowano go poza miastem. Wkrótce do twierdzy przybyli poselstwo od króla Dzikusów, tak go bowiem zwali żołnierze. Jak się okazało w nocy zabili oni strażników i wpuścili do miasta swych pobratymców. Rozpoczęła się krwawa walka. I Flemius pierwszy raz zamoczył swoje ostrze w krwi na tej ziemi. Przeciwników szybko wybito jednak trzeba było zachować czujność. Było widać że Tsaesci nie cofną się przed niczym by bronić swego terytorium. A było to 5 dnia Wschodzącego Słońca, w późnej porze zimowej.
*****************************************
- Eh...całe buty uborusane w tym błocie, gdzie my do jasnej cholery jesteśmy! - krzyczał Hexios.
- Uspokój się przyjacielu. Ciesz się że nie musimy w taką pogodę walczyć. - Flemius odrzekł mu spokojnie.
- Taa...nie zazdroszczę naszym zwiadowcom...
- Oni przynajmniej mają konie...
- Co nie zmienia faktu że kampania i tak jest zwycięska.
- Czemu tak uważasz Hexiosie?
- Słyszałem że wkrótce mają wyruszyć te posiłki, może wreszcie powalczymy naprawdę, i skończy się to czekanie.
- Może i masz rację Hexiosie, może i masz rację...
Rzeczywiście pogoda była zła. Nadejście lata wcale jej nie poprawiło. Co prawda deszcze szybko ustały, pojawiły się jednak wiatry, wiejące bez przerwy przez znaczną część wiosny i całe lato. Pocieszającą myślą były płynące posiłki. Jednak wiele statków zatonęło, toteż obydwa legiony wsparcia przybyły mocno zdziesiątkowane. Wkrótce wszystkich magów odesłano nad morze by przegnali sztormy zatapiające większość okrętów. Jednak do problemów doszły nieznane kłopoty z komunikacją z czarodziejami z kontynentu. W końcu w połowie miesiąca zwanego "Pełnią Słońca" legiony wyruszyły...
*****************************************
- Nareszcie...świeże górskie powietrze, coś czuję przyjaciele że ten miesiąc okaże się dla nas fortunny, szybko zmiażdżymy te gównojady! - Hexios jak zwykle nie przebierał w słowach by jak najbardziej ubliżyć mordercom Rexusa.
Legiony przeszły przez góry, i zastały nieprzygotowane oddziały Tsaescich kompletnie zaskoczone wojskami wroga. Cesarz widział przewagę liczebną wroga jednak wydał rozkaz szturmu. Flewius biegł w jednym z pierwszych szeregów. I walczył. Ciął, rąbał, pchał siekał wszystkich dookoła. Zablokował atak jednego z wrogów, wykonał zwinnie piruet, tak że przeciwnik który stał za nim i próbował zgnieść mu czaszkę buzdyganem trafił w swojego sprzymierzeńca. Kolejnego z wrogów wykończył szybkim mocnym pchnięciem w serce. Lekka zbroja cesarskich legionów dawała mu przewagę w bitwie, jednak po chwili wszyscy żołnierze wroga uciekli. I zza gór nadbiegli kolejni, tym razem jeszcze więcej, cesarz był przerażony.
- Ustawić szyk! Szyk! I wycofać się powoli! - tego nie był w stanie przewidzieć. Liczył że dotrze do stolicy wroga w przeciągu paru dni, a nagle musiał się wycofać. Legiony 10 i 14 stanęły w szyku bojowym i wycofały się w stronę Ionitch, ponosząc ciężkie straty. Podczas odwrotu padł Hexios, które ledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej niemiłosiernie ubliżał swym wrogom. Jednak mimo strat zdołano dojść do oblężonego miasta. Tam trzeba było odpierać kolejne szturmy.
*****************************************
- Przyjacielu...
- Tak Flemiusie?
- Jeżeli zginę, to przekaż mojej żonie...że ją kocham.
- Nie zginiesz Flemiusie...nie zginiesz, gwiazdy nie piszą nam śmierci, razem powrócimy do Cyrodill, wkrótce przybędą tu inne legiony i odeprzemy dzikusów. A potem wrócimy do domu...
Jednak odsiecz nie nadchodziła, inne legiony same musiały rozpaczliwie bronić Septimii, drugiego z miast. Cesarz wydał ostatni rozkaz.
- Wycofujemy się, dziś w nocy, musimy się przebić przez pierścień oblężenia, wszyscy muszą być gotowi o północy! - ogłaszał zagłodzony i chuderlawy herold, który rok wcześniej miał okrągły brzuch...teraz nie mógł się już nim szczycić.
W nocy Flemius wraz z legionami wymaszerował z twierdzy. Szybko przebito się przez obóz, jednak przeważające siły wroga otoczyły wojska Septima w połowie drogi do Septimii. Broniono się zaciekle, sam Flemius położył z tuzin wrogów, jego przyjaciel jeszcze więcej. Jednak to nie wystarczyło. Cesarz wkrótce padł przebity strzałą, resztki legionów musiały uciekać. I przebili się przez kolejny pierścień, podczas wycofywania się najeźdźcy wystrzelili w ich stronę potężny deszcz strzał. Trinydas nie zdołał się zasłonić, trafiły go cztery strzały. Flemius podbiegł do niego ze łzami w oczach.
- Uciekaj, ratuj się! Nie był mi pisa...ny powrót...do domu...opiekuj się moim synem, przysięgnij mi to Flemiusie! - i złapał go mocno za kaftan koszuli.
- Przysięgam - w tym samym momencie Trinydas skonał. Flemius dotarł do Septimii...wraz innym jeszcze żołnierzem. Razem potwierdzili śmierć cesarza która widzieli na własne oczy. I wycofali się na okręty. Flemius powrócił do Tamriel, do swej żony...powrócił oszpecony. Podczas bitwy rana pozbawiła go lewego oka i pozostawiła widoczną szramę na jego twarzy. Mężczyzna nigdy już nie był taki jak wcześniej. Podczas tej nieszczęsnej kampanii stracił wszystkich. Ale najważniejsze było że żył. Żył choć jego dusza umarła wówczas, gdy patrzył w oczy swych umierających przyjaciół...i nigdy wcześniej ani nigdy potem nie czuł takiego bólu...
Autor: Konrad "Argaleb" Kopyściański
To by było na tyle. Pozdrawiam Argaleb!