Ostatnio śniło mi się, że zadzwoniła do mnie babka od matematyki i powiedziała, że nie zdałem. To był cholernie dziwny sen, bo przez cały czas prześladowały mnie od niej telefony. Sen był na tyle realistyczny, że jak wstałem byłem tak zdenerwowany i co gorsza święcie przekonany, że to prawda, że nie zdałem. Na szczęście w ten sam dzień wychowawczyni czytała oceny z wszystkich przedmiotów, gdzie z matematyki stało piękne PIĘĆ... do góry nogami, ale wystarczy :D
Rok temu na wakacjach miałem jeden z najbardziej niezwykłych i strasznych snów. Jedną z najdziwniejszych spraw w tym śnie było to, że ów sen był bardzo klarowny, przejrzysty i... chronologicznie ustawiony, trochę jak film:/ Zwykle sny to zlepek kilku scen, z których zapamiętamy tylko 2-3 z nich, a ten sen pamiętam prawie cały od początku do końca. Do rzeczy. Śniło mi się, że byłem na tyle hardkorowym ateistą, że dosłownie biłem się z chrześcijanami :D Pewnego razu jak się obudziłem zobaczyłem na szafce nocnej dziwny klucz i zaczęły prześladować mnie dziwne "szatańskie" istoty, zwidy i omamy. Byłem na tyle zdesperowany, że poszedłem do kościoła i w konfesjonale powiedziałem wszystko dla księdza i pokazałem mu ten klucz. Ksiądz popatrzył się i odpowiedział (parafrazując)- noo to jest klucz "jakiś tam" (powiedział jakąś dziwną nazwę po hebrajsku) teraz musisz zejść do piekła i oddać go właścicielowi, bo chce dać Ci on ostatnią szansę, abyś powrócił do Boga. Potem nie pamiętam co było, pamiętam, że zszedłem do piekła, potem sen się urwał...
Po tym śnie byłem tak przestraszony, że aż poszedłem w najbliższą niedziele do kościoła... ostatni raz jak do tej pory :D
Śmieszne jest to, że jeden z tych chrześcijan których pobiłem to mój kolega "z widzenia", dopiero ostatnio dowiedziałem się, że jest on straszliwie zagorzałym świadkiem Jehowy:P