A oto moja krótka historia z ilustracjami. Chciałem zaznaczyć, że gram na native i nie używam żadnych kodów i cheat'ów.
Rzecz się dzieje w pewnym zamku, w którym straszy. Przez wiele lat, zamek ten, zwany Ergellonem, przechodził z rąk do rąk - Rhodoków, moich, Króla Harlausa, aż wreszcie po długiej kampanii, odbili go wasale, których jestem królem. Jednak nie mogłem go nikomu przydzielić, gdyż nie było takiej opcji (jest chyba przeklęty). Od tego czasu stoi samotny z wałęsającym się duchem Króla upadłego Królestwa Swadii, a władze nad nim sprawują tajemniczy Obywatele, którzy traktują mnie jak swego króla.

Razu pewnego, wędrując po jego zakątkach i zastanawiając się jak sprawić by wrócił pod moje barwy, spotkałem pewnego kolegę. Siebie samego.

Mogłem z nim oczywiście porozmawiać jak Król z Królem. Spytać co słychać na wojnie, zaproponować wasalstwo i (o zgrozo) poprosić o randkę z moją/jego żoną. Na szczęście stwierdził, że za słabo mnie zna.

Ciekawość wzięła górę i przysiągłem sobie samemu wasalstwo. Zostałem od razu mianowany Marszałkiem nowego królestwa "Frakcja Gracza", a moi dawni wasale nie chcieli mnie na oczy widzieć czy choć rzecz do mnie słowa pogardy.

Wędrując po swych dawnych włościach, w każdym mieście czy zamku naszego wspaniałego Królestwa "Frakcja Gracza", spotykałem mojego kolegę i Pana. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdj... tzn malunki.

Jako, że nie miłe patrzyć mi ciągle w lustro, wyruszyłem jak stałem, na wschód ku nowym ziemiom i łupom.