Mam pomysła, cyce! Załóżmy naszą własną subkulturę! :P Naszym znakiem rozpoznawczym będą miecze, tarcze, obuchy przykitrane do paska, bądź na plecy! Gwarantuję, że nawet pięciu dresów/skinów/i innych ów do naszych dwóch nie podejdzie :D Będziemy rysować gdzie popadnie heraldykę z M&B, a w wolnych chwilach będziemy tłuc resztę subkultur usprawiedliwiając się tym że np.: "M&B wypowiedziało wojnę NR po tym jak NR zaatakowało włości M&B". Będziemy to pisać kurde wszędzie! Będziemy tłuc wszystkich ot tak sobie, dla funu. Powiesimy kilku frajerów, paru zetniemy głowy i będzie git majonez, chłopaki! Będziemy robić karawany do innych miast i będziemy atakować TIRy, tłumacząc się tym, że niszczymy gospodarkę wrogiego królestwa. Będziemy prowadzać związanych ludzi do barów, tłumacząc się, że szukamy wykupicieli. Jest jednak jeden szkopuł. Musimy nauczyć się brzuchomówstwa, ponieważ postaci w M&B nie ruszają ustami jak mówią.
A tak na serio, to każda subkultura ma podobny cel, ale wykluczają się wzajemnie. Rozumiem, że gdy należymy do subkultury poznajemy ludzi z którymi się rozumiemy, że znajdujemy swoje miejsce, że za bardzo lubujemy się w przemocy, ale ludzie to dziwne istoty. Człowiek to w gruncie rzeczy dobra istota. Zauważcie, że każda subkultura próbuje naprawić świat, ale każda ma inną wizję idealnego świata. Dużo tutaj filozofii. Trzeba będzie jak mnie znów ściśnie na kupę pomyśleć o tym w świątyni dumania :)