Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Ziemia Święta rok 1174...  (Przeczytany 2611 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline kacperinho87

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 6
    • Piwa: 0
    Ziemia Święta rok 1174...
    « dnia: Stycznia 14, 2010, 22:36:52 »
    Witajcie...Jestem tu nowy dlatego najpierw przedstawię swoją wizję wyprawy krzyżowej odbywającej się na moich oczach. Chciałbym by to opowiadanie nie było tylko przewodnikiem po grze, a relacją jednego z rycerzy którego dawne losy będziemy poznawać wraz z rozwojem akcji...Od razu mówię, że pomysł zaczerpnąłem ze szwedzkiego kina. Dokładniej rzecz ujmując to z Tempelriddaren Arn...historii szwedzkiego bojownika o wolność...Postanowiłem stworzyć podobną historię o polskim rycerzu...
    PS
    Chciałbym byście pisali co myślicie, gdyż nie chciałbym tworzyć monologów do siebie a raczej opowiadanie dla ludu. Dziękuję i pozdrawiam Kacperinho...

    Offline kacperinho87

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 6
    • Piwa: 0
    Odp: Ziemia Święta rok 1174...
    « Odpowiedź #1 dnia: Stycznia 14, 2010, 23:38:14 »
    ...Jest rok 1174, w Królestwie Jerozolimskim władzę obejmuje niespełna szesnastoletni Baldwin IV. Wejście na tron Baldwina zapowiadać miało ciężkie czasy dla Ziemi Świętej. W Królestwie Niebieskim na Ziemi rozpoczęło się ''panowanie anarchii''...Baldwin od dziecka przygotowywany był do władzy ale czasy były niespokojne a wokół króla zbierały się czarne chmury. Młody władca Jerozolimy otaczał się złymi ludźmi...Po zakończeniu rządów regencyjnych przez Rajmunda hrabiego Trypolisu, zwolennika pokoju z Muzułmanami do głosu zaczęli dochodzić ''źli'' doradcy króla. Renald z Chatillon i Joscelin III i dumny Zakon Templariuszy optowali za agresywną polityką wobec ''niewiernych'', zaś my tj. Joannici Wielkiego Mistrza Gilberta z Syrii byliśmy za pokojem, który był nam teraz bardzo potrzebny.
    Przejdę jednak do tego jak znalazłem się w Ziemi Świętej...
    Dziennik z wyprawy
    ROZDZIAŁ I - POCZĄTEK

    Po 4 miesięcznej podróży przez Europę udało mi się dotrzeć do Adany, miasta na wybrzeżu Azjatyckim nieopodal Sułtanatu Ikonium. Miasto przyjęło mnie bardzo życzliwie mimo, że byłem zakonnikiem chrześcijańskim a trzeba też dodać iż miasto było już pod panowaniem Seldżuków. Pierwsze moje spostrzeżenia były sprzeczne odnośnie samych muzułmanów...W Polsce mówiono o nich, że to diabły w ludzkiej skórze, a każdy napotkany przez nich chrześcijanin jest obrywany ze skóry i rzucany na pastwę losu na pustyni. Doznałem miłego zaskoczenia widząc jak bardzo pomylili się moi bracia w zakonie mówiący o Seldżukach. Po dotarciu na miejsce przyszło mi wreszcie zapoznać się ze słynną Ziemią Świętą, choć jeszcze nie do końca bo przede mnie jeszcze spory kawałek ale w końcu to nie daleko...
    Nie miałem już bagażu dopływając do Azji, ponieważ mój cały dobytek został w Polsce złożony w ręce braci Joannitów. Moim jedynym bagażem było to co miałem na sobie i mój wierny koń Bucefal, na cześć słynnego konia Aleksandra Wielkiego o którym to tyle wspaniałych historii opowiadano mi w klasztorze... W Polsce zostawiłem też miłość mojego życia...piękną Elżbietę Mieszkównę, która została obiecana księciu Czech...Obiecałem jej jednak, że wrócę jako zwycięzca z Ziemi Świętej i wyzwolę ją z rąk tego okrutnika. Będąc już w Konstantynopolu dostałem list od mistrza bym natychmiast porzucił misję dyplomatyczną skierowaną do Cesarza Bizancjum a ruszał do Syrii gdyż oczekują mnie tam...I tak właśnie znalazłem się w Adanie, pierwszym przystanku na drodze do Syrii i Jerozolimy. Mając zaledwie 300 dukatów ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu światłości pana jedynego Jezusa Chrystusa...który miał dać mi siłę przetrwać to piekło mające mnie czekać w Ziemi Świętej i zapewne w drodze powrotnej do Elżbiety. W tej chwili jednak Zakon był moim jedynym domem bo w Polsce nie miałem już czego szukać, będąc wygnanym przez Mieszka Starego...

    Offline kacperinho87

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 6
    • Piwa: 0
    Odp: Ziemia Święta rok 1174...
    « Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 15, 2010, 00:52:40 »
     = CIĄG DALSZY PIERWSZEGO DNIA =
    Po podpytaniu mieszkańców Adany o życie w tutejszym klimacie ruszyłem do Baghras-siedziby Wielkiego Mistrza Templariuszy. Niestety pech chciał, że spotkałem dezerterów. Przyszło mi stoczyć nierówną walkę o swój dobytek z oddziałem 46 konnych. Bóg chciał bym nauczył się pokory gdyż poległem co było do przewidzenia. Moja niewola trwała jednak krótko bo już następnego dnia uratowali mnie z opresji, o ironio Seldżucy. Ja tymczasem czmychnąłem czym prędzej by nie stać się przypadkiem niewolnikiem. W końcu po ciężkim dniu podróży na noc dotarłem do Baghras. Pierwszym co zrobiłem to w końcu napiłem się porządnego piwa, którym zajmowali wenecjanie mający także tutaj swoje punkty handlowe. Oberża była całkiem przytulna. Jedyne co mi pozostało z tej oberży to boląca głowa i nic nie znaczący wojacy, który miast mnie wesprzeć na duchu to wyśmiali mnie na potęgę, choć dla wielu Europejczyków mój wygląd budził podziw...
    Do zamku jednak nie mogłem się dostać ponieważ odbywała się tam ponoć ważna narada...Nie pozostał mi nic innego jak tylko się zaopatrzyć i ruszyć w dalszą drogę do Jerozolimy a po drodze znaleźć mojego mistrza...

    Offline kacperinho87

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 6
    • Piwa: 0
    Odp: Ziemia Święta rok 1174...
    « Odpowiedź #3 dnia: Stycznia 15, 2010, 01:43:20 »
    Po zaopatrzeniu w jadło i wodę wyruszyłem w dalszą drogę...Kolejnym punktem było Aleksandretta. I kolejna oberża. Wreszcie też udało mi się poznać bratnią duszę, Wilhelma z Burgundii, który także należał jak ja do zakonu Joannitów. Tak więc po wspólnej wieczerzy udaliśmy się w dalszą podróż. Po drodze mijaliśmy różnorodne orientalne miasta ale z każdym dniem byliśmy bliżsi sukcesu. W końcu dotarliśmy do Tortosy, miasta naszego pana Raymunda III. Tam też poznaliśmy kolejnych Joannitów, tj. Bernarda i Konrada z Tyru. Wraz z moją kompanią postanowiliśmy się zatrzymać w Tortosa. Tymczasem...Lord Alfonso poprosił mnie o pomoc w pewnej kłopotliwej sprawie. Mianowicie poszło jak to zwykle bywa o pieniądze lecz czego się nie robi by zyskać przyjaciół. Udaliśmy się więc do pana Konrada de Montforrat.
    Podróż ciągnęła się niemiłosiernie gdyż nie znaliśmy okolicy...W czasie drogi mieliśmy przedzierać się w nocy gdyż na szlakach panowali bandyci i słynni Assasyni, których jedyną misją ponoć było zabijanie niewiernych. Los ponownie okazał się niepomyślny. Gdy przedzieraliśmy się po moście na drugą stronę rzeki zaskoczyli nas właśnie Assasyni. Nie mieliśmy wyjścia. Stanęliśmy po raz pierwszy ramię w ramię walczyć ku chwalę Chrystusa.

    Walka trwała...Moi przyjaciele radzili sobie wybornie. Ja zaś na swoim starym Bucefale, który miał już przeszło 20 wiosen ledwie nadążałem za bitwą. Co rusz w mojej tarczy pojawiały się nowe strzały aż doszło do momentu jakobym był jeżem. Niestety szczęście nasze nie trwało długo...Na horyzoncie pojawili się nowi Assasyni. Los nasz był przesądzony. W końcu mój biedny koń nie wytrzymał i wyrżnął w ziemie jak rażony piorunem a ja przemieściłem się z jakieś 10 metrów. Wyjąłem miecz z pochwy i zacząłem okładać mych wrogów ciosami niczym niestraszony Achilles. Nie na wiele to się jednak zdało bo po chwile zostałem zewsząd otoczony. Po chwili nie wiadomo skąd, dostałem strzałą w plecy...jakiś niewiarygodny przypływ mocy ogarnął me ciało ale kolejne strzały zaczęły tkwić coraz głębiej mnie...Po chwili zostałem rażony ''piorunem'' i ległem na piaskach ciężko dysząc...

    Widać było jednak, że Bóg mi sprzyja gdyż będąc jeszcze na wozie opatrywanym przez Bernarda zauważyliśmy w oddali sztandali Trypolitańczyków...Tak więc nie wszystko było jeszcze stracone...

    Offline strongmas

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 185
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Ziemia Święta rok 1174...
    « Odpowiedź #4 dnia: Stycznia 15, 2010, 07:32:00 »
    Historia nawet fajna ale screeny musisz poprawić.


    Obrażasz Sabaton = obrażasz mnie.

    Offline kacperinho87

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 6
    • Piwa: 0
    Odp: Ziemia Święta rok 1174...
    « Odpowiedź #5 dnia: Stycznia 15, 2010, 11:43:46 »
    Od razu mówię szczerze, że pisać to umiem i to jest pomysł na szybko ale problem jest ze screenami bo ja się na hop siup uczyłem je robić i za bardzo nie mam pojęcia co poprawić. Jeśli możesz to podaj mi wskazówki co poprawić i jak. Masz tu moje gg 7300041

    Offline kacperinho87

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 6
    • Piwa: 0
    Odp: Ziemia Święta rok 1174...
    « Odpowiedź #6 dnia: Stycznia 15, 2010, 14:54:24 »
    Jak macie jakie jakieś uwagi to piszcie...nie lubię pisać dla Siebie a dla ludzi bo tworzy się dla mas, więc piszcie i nie krępujcie się bo widzę, że zaglądacie a to już jest postęp. Teraz wystarczy tylko napisać to nic nie kosztuje :)

    Offline Kalpokor

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2424
    • Piwa: 0
    Odp: Ziemia Święta rok 1174...
    « Odpowiedź #7 dnia: Stycznia 15, 2010, 15:10:04 »
    Jedna mała uwaga. Nie pisz posta pod postem. Edytuj je :)