...Jest rok 1174, w Królestwie Jerozolimskim władzę obejmuje niespełna szesnastoletni Baldwin IV. Wejście na tron Baldwina zapowiadać miało ciężkie czasy dla Ziemi Świętej. W Królestwie Niebieskim na Ziemi rozpoczęło się ''panowanie anarchii''...Baldwin od dziecka przygotowywany był do władzy ale czasy były niespokojne a wokół króla zbierały się czarne chmury. Młody władca Jerozolimy otaczał się złymi ludźmi...Po zakończeniu rządów regencyjnych przez Rajmunda hrabiego Trypolisu, zwolennika pokoju z Muzułmanami do głosu zaczęli dochodzić ''źli'' doradcy króla. Renald z Chatillon i Joscelin III i dumny Zakon Templariuszy optowali za agresywną polityką wobec ''niewiernych'', zaś my tj. Joannici Wielkiego Mistrza Gilberta z Syrii byliśmy za pokojem, który był nam teraz bardzo potrzebny.
Przejdę jednak do tego jak znalazłem się w Ziemi Świętej...
Dziennik z wyprawy
ROZDZIAŁ I - POCZĄTEK
Po 4 miesięcznej podróży przez Europę udało mi się dotrzeć do Adany, miasta na wybrzeżu Azjatyckim nieopodal Sułtanatu Ikonium. Miasto przyjęło mnie bardzo życzliwie mimo, że byłem zakonnikiem chrześcijańskim a trzeba też dodać iż miasto było już pod panowaniem Seldżuków. Pierwsze moje spostrzeżenia były sprzeczne odnośnie samych muzułmanów...W Polsce mówiono o nich, że to diabły w ludzkiej skórze, a każdy napotkany przez nich chrześcijanin jest obrywany ze skóry i rzucany na pastwę losu na pustyni. Doznałem miłego zaskoczenia widząc jak bardzo pomylili się moi bracia w zakonie mówiący o Seldżukach. Po dotarciu na miejsce przyszło mi wreszcie zapoznać się ze słynną Ziemią Świętą, choć jeszcze nie do końca bo przede mnie jeszcze spory kawałek ale w końcu to nie daleko...
Nie miałem już bagażu dopływając do Azji, ponieważ mój cały dobytek został w Polsce złożony w ręce braci Joannitów. Moim jedynym bagażem było to co miałem na sobie i mój wierny koń Bucefal, na cześć słynnego konia Aleksandra Wielkiego o którym to tyle wspaniałych historii opowiadano mi w klasztorze... W Polsce zostawiłem też miłość mojego życia...piękną Elżbietę Mieszkównę, która została obiecana księciu Czech...Obiecałem jej jednak, że wrócę jako zwycięzca z Ziemi Świętej i wyzwolę ją z rąk tego okrutnika. Będąc już w Konstantynopolu dostałem list od mistrza bym natychmiast porzucił misję dyplomatyczną skierowaną do Cesarza Bizancjum a ruszał do Syrii gdyż oczekują mnie tam...I tak właśnie znalazłem się w Adanie, pierwszym przystanku na drodze do Syrii i Jerozolimy. Mając zaledwie 300 dukatów ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu światłości pana jedynego Jezusa Chrystusa...który miał dać mi siłę przetrwać to piekło mające mnie czekać w Ziemi Świętej i zapewne w drodze powrotnej do Elżbiety. W tej chwili jednak Zakon był moim jedynym domem bo w Polsce nie miałem już czego szukać, będąc wygnanym przez Mieszka Starego...