Myślę, że najlepszym ukończeniem tego ARR'u będzie poemat, nad którym dziś siedziałem niemal cztery godziny. Związany z nim jedynie realiami. Można też tłumaczyć, że opisuje to jeden z żołnierzy Stanisława, ale po co :)

A stali oni pod miasta murami,
Na białą flagę wytrwale czekali.
A nasze sztandary pięknie śpiewały,
Lśniące ostrza mieczy, krwi wrogów chciały.
Konie krześcijańskie naprzód ruszyły,
Wbiegły do rzeki, kopyta obmyły.
Piechota zwróciła ku nam swe drzewce,
Tarczami zakryła zbrojne prawice.
Saraceńska lekka kawaleryja,
Już strzałami nasze konie zabija.
Ale my wytrwale do celu jedziemy,
Każdego dzikusa mieczem bijemy.
Wdarlismy sie w rzędy muzułmanów,
Wsrod duszacego kurzu tłumanów.
Krew purpurowa na wszystkie strony tryska,
Lucyfer tutaj dusz legiony zyska.
Karyn - koń mój, martwy legł na ziemię,
zabiło go wstrętne arabskie plemię.
Zemsty chęci mój umysł opętały,
Zabiłem Saracenów kędy stali.
Zdjąłem hełm garnczkowy ze swej głowy,
ujrzałem trupów góry, żywych rowy.
A na kamieniu mnich siedział i krzyczał:
Koniec świata widzę, jak go Jan opisał!
Spojrzałem się na miasta wielkie mury,
Same krwiste trupy leżą u góry.
Wyznałem grzechy swoje wszelakie,
Na sąd boży czekałem z niesmakiem.
Takie piękne było ziemskie istnienie,
Bóg chce wydać ze mnie ostatnie tchnienie.
Lecz na szczęście mnich się mylił ze wszech miar,
Słońce zaświeciło, dało przyjemny żar.
Podeszłem pod Edessy żelazne bramy.
Na oścież otwarte przez tarany.
W mieście wolnym radośnie i gwarno,
Mnie, rycerza bohaterem nazwano.
Przetrwałem bitwę, wypiłem łyk wody,
Lecz nie otrzymałem Magdaleny nagrody.