Pierwsza część mojego opowiadania. Zapraszam do czytania i komentowania!
Prolog
W roku 410 n.e wojska rzymskie zostały wycofane z Brytanii, co de facto oznaczało koniec rzymskiej prowincji na tej wyspie. Zostało jednak wielu cywilów i urzędników. W tym czasie potworzyły się pomniejsze królestwa, wodzostwa czy niepodległe miasta. Ze wschodu nadciągnęły plemiona germańskie - Sasi, Anglowie i Jutowie - które zdobyły większą część wschodniej Anglii. Jednak małe państewka nie potrafiły się na tyle zjednoczyć aby ich pokonać. Pewnie większość z was zna historię króla Artura. Był on władcą małego królestwa Dyfneint położonego w południowo-zachodniej części Anglii. Udało mu się połączyć z innymi mniejszymi wodzostwami. W kilku bitwach, dzięki świetnej kawalerii, a także zjednoczeniu pośród plemion pokonał Sasów i Anglów. Zdobył całą południową Brytanię i powstrzymał napady Germanów na wiele lat. Artur jednak zginął podstępnie zamordowany, dlatego koalicja królestw rozpadła się. Sasi szybko odzyskali dawne ziemie. Następnie przez wiele lat nie było władcy, na tyle silnego aby przeciwstawić się najeźdźcom.
W drugiej połowie VI wieku, w północnej Anglii istniało królestwo Rheged. Było ono podobne do wielu innych plemion. Jednak przełom nastąpił po koronacji księcia Uriena Rhegeda. Anglowie, tak jak przeczytacie w opowiadaniu, zdobyli inne królestwo Ebrauc. Otworzyło im to drogę do północnej Anglii oraz nawet Szkocji. Urien bardzo szybko zareagował i pozyskał sojuszników w postaci władców Alcluyd, Dal Riady, Gododdin i Elmet. W kilkunastu bitwach wojska koalicji północnobrytjskiej zepchnęły Anglów "do morza" i otoczyły ich na wyspie Lindisfarne. Syn króla - Rhun - zabił w bitwie władcę Anglów. W przeddzień ataku na Lindisfarne, Urien został zamordowany. Jeden z zazdrosnych sojuszników Uriena - Morcant Bulc - zlecił jego zabójstwo. Koalicja rozpadła się, a Anglowie szybko odzyskali swoje dawne tereny.
Rozdział I
Północna Anglia, Rok 580 n.e
Przekwitły już pierwiosnki. Majowe słońce zachodziło w czerwonych obłokach, oświetlając korony drzew w pradawnym bukowym lesie - do zmroku brakowało jeszcze pół godziny. Dzień chylił się ku końcowi. Gdzieś w oddali odezwała się sójka. Bliżej skraju lasu, gdzie drzewa rosły rzadziej, a teren obniżał się w stronę starego płotu i zagłębienia porośniętego jeżynami, młode sarny skubały trawę. Ponad drzewami myszołów zatoczył koło i nagle zatrzymał się w powietrzu, jakby chciał nagle runąć w dół na niespodziewającą się ataku ryjówkę, czy mysz. Odleciał jednak z piskiem do swojego gniazda. Ale na skraju lasu podśpiewywał kos, a to znaczyło, że nic się tam niepokojącego nie dzieje; z drugiej strony zaś, wzdłuż niewielkiego strumyka, widać było wyraźnie całą pustą i cichą okolicę. Nagle dziwny dźwięk zakłócił ciszę. Na wysokim brzegu, w pobliżu dzikiej wiśni, gdzie śpiewał kos, słychać było tętent kopyt koni. Dotychczas skubiące spokojnie trawę sarny, przestraszyły się i uciekły w pobliskie zarośla. W kilka sekund później z zarośniętej turzycą polnej dróżki wyjechał jeździec uzbrojony w krótki miecz, oszczep i włócznię. Wyglądał na bogatego, gdyż nosił zbroję łuskową i miał zdobiony hełm. Zatrzymał się i spojrzał do tyłu. Za nim cwałowało kilku lekkozbrojnych jeźdźców. Przestraszony, ponaglił swego konia, wyjechał z lasu na łąkę i pogalopował w stronę wzgórz. Gdy wojownicy dojechali do miejsca, w którym się poprzednio znajdował uciekinier, spotkał ich niemiły zawód. Nagle, z zarośli wysunęło się kilkunastu ludzi, uzbrojonych w łuki i oszczepy. Zaskoczeni jeźdźcy nie zdążyli się przygotować do obrony, dlatego myśliwi wycięli ich w pień, co do jednego. Gdy potyczka się skończyła, powrócił jeździec, który poprzednio kierował się w stronę wzgórz. Z grupy leśnych ludzi, wystąpił do przodu ciemnowłosy wojownik, noszący kolczugę, co wyróźniało go spośród innych. Przyjacielskim tonem odezwał się do jeźdźca:
- Mości Rhunie, synu króla Uriena z Rheged! Udało się waszmości pokonać tych cholernych jeźdźców germańskich Bernician!
- To nie moja zasługa, Arthmelu. To wy ich wybiliście co do jednego, ja tylko odwróciłem ich uwagę. Ale nie sądziłem, że Theodoric wysyła tak daleko swoich zwiadowców...
- Wiesz, potęga Bernician wzrosła odkąd zdobyli królestwo Ebrauc, które było sprzymierzone z państwem twego ojca. Mówi się, że twój ojciec planuje pozyskać sojuszników w postaci króla Aedana z Dal Riady, króla Ryddercha Haela z Alcluyd, króla Gwallawca z Elmet i urządzić wyprawę wojenną przeciw Bernicianom. Robi się późno. Panie, czy nie powinniśmy wrócić do Caer Rosien?
- Hmmm...ukryjcie trupy wrogów i zabierzcie im uzbrojenie. Gdy napoicie konie, możemy wyruszać.
Po kilkunastu minutach książę Rhun wyruszył ze świtą drogą polną do Caer Rosien. Słońce zaszło za przeciwległe wzgórze. Wiatr ochłodził się, zaczął padać drobny deszcz i po niecałej godzinie zapadł zmrok. Jakiś kruk spostrzegłszy jasny przedmiot odcinający się wyraźnie w opustoszałym lesie podleciał, aby mu się przyjrzeć. Ale leżał tam tylko rozłupany hełm jednego z poległych jeźdźców.