Kryzys? Wszystko zaczęło się od tych piep***nych amerykanów. Nabrali kredytów na 2,3,5 samochód, do tego dom z basenem i jak zaczęły spadać ceny nieruchomości to nie były w stanie pokryć wartości hipotecznych w zaciągniętych na nie kredytach. Następnie była panika z wyprzedażą tych nieruchomości, co pociągło dalszy spadek ich wartości rynkowej. Ludzie nie mogli ich sprzedać, a banki domagały się dodatkowych zabezpieczeń i tak wszytko poleciało w dół. Ludzie bez forsy nie mogli konsumować tak jak wcześniej, czyli zaczęłu upadać co niektóre firmy zwalniając ludzi, to pogłębiło jeszcze dalej spadek konsumpcji dóbr. Dalej chyba wszyscy wiedzą, giełda, bessa, PKB, PNB, koniunktura, ... i tak dalej, aż do Azji i Europy bo jak to mawiają, "Jak Wall Street ma katar to cały świat kicha" (czy jakoś podobnie).
W moim otoczeniu kryzys nie jest tak bardzo odczówalny (jeszcze, albo już), a na dodatek rosnąca stabilizacja na giełdach (również Wall Street) mogą "przepędzić" kryzys, ale trzeba uważać ponieważ jeśli skończą się środki z różnych programów ratowania gospodarek w poszczególnych krajach, a nie zostanie zapewniony odpowiedni poziom konsumpcji bierzącej to może kryzys powrócić ze zdwojoną siłą. Myślę jednak, że powinno być dobrze tylko niech Doniu z tą swoją kolorową ekipą się ruszy bo wyjdzie tak, że Polska kryzys odczuła stosunkowo słabo, ale złapie "powikłania" pokryzysowe wtedy gdy cały świat będzie stawał na nogi.