Z miejsca przepraszam Górę jeśli uzna ten post za nieistotny, za powtórzenie bądź po prostu za ott.. ale po prostu coś mnie ugryzło, i jakoś muszę przekazać to, co właśnię wyciskam na tej klawiaturze.
Otóż zadam wam proste pytanie - po co to wszystko, te wszelkie fochy? Rozumiem, że ta droga dla niektórych jest najsensowniejsza (i zapewne dla znacznej większości najłatwiejsza), ale przecież nie można leść przez wszystko strzelając ot tak focha i mieć wszystko w głębokim poważaniu.. Toć można tą drogę odwrócić, bo teraz to tak jakby od końca... najpierw foch, potem dyskusja - czy nie powinno być odwrotnie ? Najpierw spytać, coś tam ustalić, i dojść do tego, że za pytanie w dzisiejszych czasach nie karzą, i ewentualnie dopiero wtedy, kiedy już dogadanie się nic nie da, a my dalej stoimy na swoim - obrazić się ? Wiem, że to wszystko brzmi trochę absurdalnie, ale zawsze to jakieś rozwiązanie... Zapewne niektórzy mogli by powiedzieć "A co on ma do gadania, przecież ma ledwo 15 lat, w życiu jeszcze mało widział".. może i mało widział, ale to nie oznacza, że mało wie... Domyślam się też, że Wy, starsi wiekiem jak i doświadczeniem, nie będziecie tego słuchać... ale czasem można by się zastanowić, aniżeli działać pod wpływem jakiegoś impulsu...
I jeszcze raz przepraszam administracje, jeśli uzna post za taki, jak napisałem na samym początku