Ja paliłem może z jakieś 6-7 lat, rzuciłem dopiero na studiach, podczas sesji (sam się dziwię). Nie miałem z tym żadnych problemów. Częściowo zapewne przez to, że nie paliłem od aż tak dawna. Myślę jednak, że najważniejsze jest odpowiednie podejście i nastawienie. Gdy rzucałem, to nie myślałem, że "od dziś rzucam, postaram się nie palić" tylko po prostu przestałem. Nie myślałem o tym, wyrzuciłem papierosy całkowicie z głowy, myśli kierując gdzie indziej. Nie liczyłem ile dni już nie palę, dlatego też nie czułem ponownego pociągu do papierosa. Praktycznie "zapomniałem", że chce mi się palić lub że kiedykolwiek paliłem.
Zdaję sobie sprawę, że jeśli ktoś palił przez znaczą część swego życia, to będzie mu trudniej rzucić, bo tu już będzie mocno rozwinięte uzależnienie zarówno fizyczne, jak i psychiczne, ale na przykładzie mojego ojca wiem, że nie jest to niemożliwe. On palił odkąd pamiętam, czy minimum dwadzieścia parę lat, a pewnie i dłużej. Przestał palić z dnia na dzień. Zaczęło się od tego, że w pracy przejechał sobie paczkę papierosów, a nie chciał od innych sępić. No to nie zapalił aż do końca szychty. A jak przyszedł koniec szychty to uznał, że skoro tyle dał radę wytrzymać, to wytrzyma więcej. Nie pali do dziś, czyli już kilka lat. Nie wiem jak znosił początkowe niepalenie, ale nie było po nim za bardzo widać, że jakoś mocno cierpi. ;) Co natomiast było widać, to spory ubytek w domowych zapasach słodyczy - znikały landrynki, cukierki, czekoladki itp. Więc podejrzewam, że takie "zamienniki" pomagają. Od siebie polecam coś do chrupania. To też pomaga (jeśli się akurat lubi chrupać). Jakieś słone paluszki, czy wręcz płatki kukurydziane tak na sucho. ;)
No i jeszcze raz podkreślam, by odpowiednio się nastawić. Nie "próbuję rzucić palenie", a "nie palę". Nie "nie palę już od x dni!", lecz "a co mnie to obchodzi?". ;) Chcąc papierosy wyrzucić z życia, trzeba je moim zdaniem wyrzucić przede wszystkim z głowy, nie myśleć o nich i znaleźć sobie jakieś wciągające zajęcie. Powodzenia. :)