Na sugestię pewnej osoby w pewnym temacie postanowiłem podać dwa moje krótkie wiersze (z czego pierwszy jest raczej przyśpiewką).
O krasnoludzie
Był sobie człowiek,
Krasnolud, dokładniej.
Przelazł polaną,
Napadli go za dnia.
Trollik włożył w wór,
Oreczek wbił na mur.
Była też kłótnia, zabrano mu lutnię.
Trollik dał łupnia orkowi za trutnia.
Oreczek spadł z muru,
A truteń zmarł z bólu.
Trollik zdjął worek:
"Gdzie krasnal, niziołek?!"
Krasnala tu nie ma
A troll zaczął drzemać.
Oreczek wstał z muru
I trzasnął do bólu
Troll wstał i wrzasnął:
"Durnoto, coś trzasnął?!"
Ork nie odpowiedział
Troll prychnął. On wiedział...
I jaki tu morał?
Krasnolud to orał!
Korbacz
Piękno czerwonej, rozgrzanej stali
I dźwięki uderzeń młota!
Ach, jakież wielkie dzieło wspaniałe
Którego nie tknie miernota.
Już, już to białe, miękkie jak masło!
W ruch idą szczypce w tych rękach,
Co rok po roku, wiosna po wiośnie,
Młot trenują nawet we mękach.
Już rzeźbi kulę, łańcuch gotowy
Już i obity jest szkielet.
Już wykuł skrzydła, nitami złączył
Spojrzał - i zawył ocelet!
Bo piękna była broń ta nowiutka!
Ta idealna jej ciężkość!
Rękojeść gruba, łańcuch niekrótki,
Jej uderzenia, ta prędkość!
,,Korbacz na króla'' - pomyślał kowal.
Prawdę rzekł doprawdy szczerą.
Metal charakter dziedziczy z ojca...
Prawda. Ojciec był cholerą.