*UWAGA* skrajne narzekanie do którego multiplayer w M&B to tylko usprawiedliwienie
Ostatnio sobie rozmyślałem nad moim brakiem zainteresowania nowymi grami i doszedłem do wniosku który mnie samego zaskoczył a mianowicie... Nowe technologie i multiplayer zabijają gry, takie tytuły jak Myth, Baldur's Gate, Fallout, Daggerfall czy Morrowind będzie się pamiętać jeszcze dłuugo, tego pierwszego za tajemniczość. Najbardziej kluczowych dla fabuły postaci w ogóle się nie spotyka w grze a 99% wojny rozgrywa się na kartach dziennika na który nie mamy żadnego wpływu ale i tak sramy w pory jak się dowiadujemy że oto stoimy pod Rhi'annon który dotąd znaliśmy jedynie z opisów albo gdy dowiadujemy się że Deciever przekroczył Cloudspine (nawet jeśli nie wiemy jak on w ogóle wygląda ani co to jest to cholerne cloudspine). Teraz wszystko musi być podane na tacy i to najlepiej z multiplayerem, nawet więcej, teraz brak multiplayera brzmi jak głupi żart albo inna herezja, no i wytworzyła nam sie moda na MMORPG które mogły by się na dobrą sprawę nazywać MMO bo z RPG nie mają nic wspólnego, ludzie w to ciupią tylko żeby nabić największy level, po zabijać pare początkujących postaci a potem jak się nam znudzi to sprzedać postać na allegro. Skutecznie mi się odechciewa grać w grę w której na screenach z zapowiedzi widzimy natłok elfów imieniem 5t33f4n, orków dżonnych czy innych adrianqów, w sumie to w ogóle na sam widok elfów i orków mnie zbiera na wymioty ale to inna sprawa. Także jestem przeciwny multiplayerowi w M&B, no najwyżej gra po Lanie z kumplem wchodzi w rachubę bo z debilami którzy grożą ci swoimi 14 letnimi kumplami po zabiciu ich postaci nie mam ochoty grać.