Moim zdaniem problemem w ogóle w nauce języków obcych w Polsce jest szkoła - i to niezależnie czy mówimy o niemieckim, czy angielskim (a być może i innych, ale tylko tych mogłem się w polskiej szkole uczyć, a więc nie będę się o nich wypowiadać). A konkretnie, to jak się tam tych języków uczy. Katuje się ludzi gramatyką non stop i ktoś powie "ok, ale gramatyka jest ważna, trzeba znać czasy itd.", ale efekt jest taki, że ludzie którzy nie mieli kontaktu z językiem poza szkołą są praktycznie niekomunikatywni kiedy już mają się w prawdziwym życiu tym językiem posługiwać.
Ja miałem dodatkowe zajęcia z angielskiego wiele lat plus oglądam filmy, czytam książki i gram w gry zazwyczaj po angielsku i jeśli mam być szczery, to właśnie pozaszkolny kontakt z językiem dał mi najwięcej. Od 2 klasy gimnazjum praktycznie nie dowiedziałem się niczego w szkole, czego nie dowiedziałbym się i nie opanował najpierw poza nią. Myślę, że jeszcze lepiej podsumuje to cytat z mojej koleżanki z klasy, która między 2 a 3 klasą liceum pojechała do Londynu na kurs językowy - "przez te dwa tygodnie nauczyłem się więcej, niż przez dotychczasową naukę w liceum".
Moim zdaniem o wiele większy nacisk powinno się kłaść na zajęciach języka obcego na rozmowę. Ale nie na te śmieszne scenki z matury ustnej, tylko po prostu - na dyskusję. Myślę, że to bardziej pomogłoby w komunikatywności.