Pewne wydarzenie dzisiejsze zasługuje na odkop tematu.
Dzisiaj w godzinach porannych odeszła Kora. Drugi (a przez niektórych pierwszy) kobiecy głos rockowy w Polsce. Kora walczyła z genetycznym rakiem jajnika, była po dwóch chemiach, lecz nie pomogło...
Niestety nie miałam przyjemności poznać jej osobiście, zostały mi po niej tylko płyty... Najgorsza świadomość to ta, że w ciągu najbliższych 10-15 lat umrze większość legend polskiego i światowego rocka oraz metalu... No właśnie. A co ze spadkobiercami? Polska scena rockowa aktualnie zamyka się w alternatywie, nie ma zespołu który tak mocno by jednoczył ludzi jak Maanam, Perfect (za czasów Hołdysa), Lady Pank czy inne... Punk nie istnieje, poza dinozaurami które grały w latach 80-90tych... Metal? Aktualnie poza Vaderem i Behemothem oraz Decapitated ciężko nam o światowej klasie na scenie. Taki miał być Hunter, taki miał być Frontside... Nocny Kochanek ma potencjał, ale póki to dalej będzie w stylu metalpolo to nie przebiją się dalej na świat... Szkoda. Mieć taki potencjał i nie wykorzystać go. Nie chcę wspominać o Percivalu i Percival Schuttenbachu, bo folk i folk metalowy obroni się sam...
Zapraszam do ponownej dyskusji.