Hyacinthe de Merde
Nie zrozumiawszy wschodniego szelestu towarzyszy celi, zwróciłem się w stronę ogniska, gdzie zobaczyłem wysokiego, brodatego blondyna, który uwalnia kolejnych więźniów. Gdy zostałem uwolniony przez owego brodacza, podbiegłem do matki, by się z nią naradzić. Jak zauważyliśmy nikt nie rozumiał francuskiego, tak więc mogliśmy spokojnie porozumieć się, nie narażając się na podsłuchanie. Znając jeszcze niemiecki i łacinę, postanowiłem zaproponować jakieś działanie:
- Sprawdźmy, czy nie ma stąd drugiego wyjścia - powiedziałem po niemiecku. - Ty stań na czatach - wskazałem na rudzielca, którego zauważyłem wcześniej w karczmie.