Skoro zacząłem to będę to ciągnąć...
Dla mnie sukcesem było już samo wystawienie składu na WNL'a, gdzie praktycznie skład musiałem stworzyć z niczego. Jest tak na każdym turnieju, gdzie jestem zmuszony tworzyć skład ze zbieraniny osób. Scena nie opływa już w graczy jak kiedyś, gdzie wchodziło się na serwer i jednego dnia miało się na jedno miejsce 15 osób, więc porównywanie mojej pracy np z Carpe jest nie na miejscu. On ma już ten komfort dowodzenia, iż każdy w jego składzie ma przegranych wiele turniejów i sam wie co ma robić itp. Natomiast ja muszę podchodzi do każdego indywidualnie i dopracowywać każdy szczegół, żeby na meczu zaowocowała moja ciężką praca. Najbardziej mnie rozbawia wypowiadanie się osób, które nigdy nie prowadziły własnego klanu i zarzucają jeszcze, że wygranie NC czy WNL jest dużo łatwiejsze niż zorganizowanie turnieju. Prowadzenie klanu, który chce coś osiągnąć i rywalizować na scenie, jest to ciągła praca i poświęcanie czasu, a w przeciwieństwie do organizacji turnieju nie trwa to 1-2 miesiące, tylko cały rok. Trzeba zaplanować, umówić każdy trening, mecz. Rekrutować czy szkolić nowe osoby, żeby klan ciągle się rozwijał. Informowanie co chwilę ludzi kiedy będzie mecz itp, dbanie o atmosferę w klanie i o jego opinię. Poznawanie i obmyślanie co chwila nowych rozwiązań czy taktyk na mecz. Dbanie, żeby każdy umówiony mecz oficjalny pasował każdemu z podstawowych graczy, a co jeśli ktoś nie przyjdzie kim go zastąpić itp. Podczas meczu zawszę muszę być skupiony na 100%, jedne mój błąd taktyczny i rudna idzie automatycznie w plecy, pilnowanie kto co ma zrzucać, kto gdzie iść itp. Na końcu i tak zawsze cała winę ponosi lider. Jednak najbardziej boli to, kiedy ktoś się stara na 100%, a inni mają w to wyjebane lub w "trudnych"momentach opuszczają klan i idą sobie do innego mówiąc, że to nie dla nich.
Szczerze NIC WYJĄTKOWEGO. Każdy lider to robi, każda osoba organizująca klan to robi. Nic ponad przeciętność. Nie zawsze lider=dowódca, ale zazwyczaj tak jest. To, że trzeba dowodzić to norma, to, że czasem dowódca spieprzy sprawę to też norma, to że są treningi to też norma. To samo robi Prince, Carpe czy Blackhawk jak PE grało aktywnie. Oczywiście jest to olbrzymia praca i wyzwanie, ale to samo robi wiele innych osób z lepszymi rezultatami.
Może liderem nigdy nie byłem, bo nie miałem do tego cierpliwości, ale organizacyjny wkład jakiś tam zawsze miałem, więc to nie jest tak, że nie wiem z czym to się je.
Problem jest w tym, że Oni czy inni rozpoznawali gracze z polskiej sceny nie muszą robić już nic bo już dawno temu zbudowali własną "markę", a teraz wystarczy, że pokażą się raz na rok i każdy sobie o nich przypomni. Ja, dopiero zacząłem i kosztuję mnie to zdecydowanie więcej pracy i wysiłku niż reszty, żeby ktoś wyrobił sobie o mnie pozytywną opinię.
Co do tego zarzutu, że oni nie muszą wkładać tyle wysiłku w promowanie się to:
Kto jest bardziej wartościowym pracownikiem:
Osoba pracująca 12h dziennie i wyrabiająca 50% normy czy osoba pracująca 2h i wyrabiająca 150%?
Praktycznie wszędzie liczy się efekt końcowy... Jeśli jest włożona praca, a efektu nie ma to "kij" włożoną pracę skoro nie ma z niej wartości.
Oczywiście moje porównania są dość skrajne i brutalne, ale takich sytuacji można spotkać od groma w "real life"...
Po prostu jest sporo graczy, którzy pomimo tego, że w tym roku osiągneli niewiele to i tak są o dwie klasy wyżej. I zostali brutalnie pominięci tak jak chociażby Prince. I oczywiście to nie jest plebiscyt na najlepszego gracza, bo trudno ocenić kto jest najlepszy (tak samo jak np. w piłce nożnej), ale jak się porówna Messiego czy CR7 i czwartoligowca to już z pewną dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić kto jest lepszy.
A jak to ma być głównie plebiscyt sympatii no to co ja poradzę... Otrzymałem jeden racjonalny argument, że "Vizir jest sympatyczny i jest spoko".
Rzeczywiście jest na pewno bardziej spoko niż ja, bo ja mam tendencje do bycia dupkiem, ale po prostu osób sympatycznych, miłych i fajnych jest na scenie od groma...