Jestem 24H po seansie. Ochłonąłem i mogę na spokojnie napisać kilka słów od siebie na temat filmu.
Na początek muszę rozczarować osoby, które liczyły na klimacik znany z jedynki. Ogólnie w Predator, Predator 2 i Predators z 2010 roku jest tak, że osoby, które zmuszone są stawić czoła tytułowemu Predatorowi, na początku nie wiedzą z czym to się je, co to za jeden itd. Jednak tak w dwójce, jak i trójce jest kontynuowany wątek, że jeden człowiek w 87 roku miał styczność z kosmitą (Dutch; Arni) i go pokonał.
W najnowszej odsłonie jest grupa osób - z agentem FBI na czele - które wiedzą co to za jeden itd. Stąd klimat pod tym względem jest nieco inny. Nie ma czajenia się przez większość filmu, tylko walka na start, bo znamy możliwości naszego wroga.
Owszem, klimacik "jedynki" jest dla mnie niepowtarzalny, ale nowy Predator jest pod tym względem całkowicie inny i sprawia frajdę. Film widać, że ukierunkowany był na rozrywkę dla widza, w czym pomagają liczne sceny przemocy czy dialogi, z elementami humoru.
Tak, humoru. W pierwszej części mieliśmy grupę komandosów, która walczyła z Predatorem. W dwójce policjanci i bandyci, w trzeciej zlepek ludzi, którzy w jakiś sposób byli zagrożeniem na naszej planecie (najemnik, żołnierz Specnazu, jakieś armii partyzanckiej chyba Burkina Faso, typa z Yakuzy, gwałciciela, gościa z kartelu, psychola podającego się za lekarza i babeczkę z armii Izraelskiej). W każdej z tej części widać było, że bohaterowie chcą przeżyć i nie są świrami, którzy spoglądają na śmierć jak ja na fajną dziewczynę na Tinderze przesuwając paluchem ekran telefonu w prawo. W najnowszym Predatorze mamy chyba jedynego normalnego żołnierza (snajpera; glowny bohater), panią profesor, co jest poważna i grupę żołnierzy, którzy są po prostu świrami, z czarnoskórym kolesiem, który śmierci śmieje się w oczy. Co istotne - do każdej z tych postaci poczułem sympatię podczas tego seansu i śmierć niektórych wywołała u mnie... smutek. Przede wszystkim (napisze w spoilerze). Nie miałem tego w żadnej z poprzednich części. Jedynie do Arniego czułem oglądając po raz pierwszy część pierwszą, ale to ze względu na moją sympatię do aktora, a nie postaci którą odtwarzał. Tak więc tutaj ogromny plus. Ofc nie brakuje śmiesznych dialogów.
Także pozytywem dla mnie było to, że pojawiła się muzyka znana z poprzednich części. Buduje ona wspaniały klimat dla mnie i za to propsuje. :D
Na minus przede wszystkim jedna scena, która pokazała iście, że to film amerykański. Aż do bólu. Ale cóż... Predator w tym roku obchodzi 30 albo 31 urodziny i film musiał pójść za duchem czasu. A i dwa dowcipy z kategorii "Twoja stara", bo to dla mnie zbyt gimbusiarskie. :D
Reasumując, dla mnie jest to film, który warto obejrzeć. Nie warto robić sobie nadziei, że będzie to bliskie nawiązanie do filmu z Arnim, bo się zawiedziecie. Trzeba podejść do filmu bez większych oczekiwań i będzie okej, bo to zupełnie inna ścieżka jaka została obrana w stosunku do Predatora. Dla mnie film oglądało się super i z pewnością zapoluję na niego kiedy wyjdzie na DVD. Czytałem opinie w Internecie i są różne - od dwójek, do siódemek. Jednak wiadomo, ja na recenzje tak nie spoglądam, tym bardziej, że jak wspomniałem - jestem fanem tego "brzydkiego skurczybyka" zwanego Predatorem.
No,chciałem się podzielić z Wami opinią na temat filmu.
to jak zginął Lynch i Nebrasca powodowało u mnie smutek