Obecne media takie jak yt kształtują odbiorcę, który musi mieć podaną wiedzę na tacy. Tego typu media jak właśnie telewizja czy yt rzadko kiedy starają sie zmusić odbiorcę do myślenia.
To zależy jakie rzeczy na YT oglądasz. Można znaleźć tam naprawdę wartościowe rzeczy, zarówno takie, które zachęcają do myślenia, jak i takie, które w dużym stopniu podają ci coś na tacy. A nawet ta druga grupa nie musi być z założenia zła. Popatrz sobie np. na analizy filmów Skazanego na film (rozumiem, że tu niektórzy mogą się kłócić, ale jak dla mnie to jest specyficzny przykład wykładania rzeczy na stół), powiedzmy na
ten materiał. To świetnie przygotowany materiał od strony merytorycznej, więc da się z niego sporo wynieść. Szczególnie, jeśli zdobytą wiedzę będziemy zgłębiać. I tak naprawdę - to się odnosi do wszystkiego. Jeśli będziesz czytał głupie książki, albo serwujące z góry narzucone odpowiedzi i nic z tym nie zrobisz, przeczytasz, powiesz sobie "ale to mądre", to nie sprawi że będziesz bardziej inteligentny od osoby oglądającej Transformersy.
Co do czytania książek to jest tragedia , ludzie nie chcą czytać i zasób ich słownictwa jest bardzo ubogi z tego w dużej mierze wynika nie rozumienie ukrytego czy nawet prostego przekazu.
Nieumiejętność odnajdywania ukrytego przekazu to raczej kwestia znajomości symboli, umiejętności odczytywania alegorii, chęci włączenia mózgu przed odbiorem dzieła kultury (to w sumie jest najważniejsze i od tego powinienem zacząć) czy ew. ogólnej znajomości kultury, żeby móc wyłapać jakieś nawiązania do innych filmów, książek, komiksów, obrazów, czegokolwiek. Zasób słownictwa to kwestia drugorzędna.
A propos czytania książek, ja szczerze mówiąc po prostu nie umiem czytać książek, zazwyczaj nudzę się strasznie szybko i idę się zająć czymś innym. Jedną książkę rocznie może przeczytam, głównie to są moje ulubione lektury do których lubię wracać. Ostatnie moje dwie dwa podejścia do książek to Cierpienia Młodego Wertera (lektura szkolna), których przeczytałem jakieś pół strony, i Metro 2033, tutaj czytałem kilka razy przed snem, łącznie jakieś 30 stron, ale w końcu o tej książce zapomniałem.
Ja się zmusiłem do przeczytania Wertera (paradoksalnie, nie była to moja lektura) i dalej podtrzymuję, że jak dla mnie drastycznie powinno się zmniejszyć liczbę lektur z romantyzmu. Ani to ciekawa epoka, ani specjalnie odkrywcza, tylko Polska Chrystusem narodów, a jak ktoś nie chce z tobą być to się zabij.