Znalazłszy się w środku z ciałem, zamknął drzwi za sobą i inkwizytorką, wziął oddech, skulił głowę, pomagając inkwizytorce w paleniu ciała, szepcząc przy okazji doń w kyraliańskim:
- Miłościwa Pani, proszę o wybaczenie za ten strach i nieufność, ale zasadniczo muszę Pani wszystko opowiedzieć, a zrobiłem wiele złego i szczerze tego żałuję.
Zacznijmy od początku. Nazywam się Jean Babillon i jestem byłym jegrem. Służyłem w wojsku pod komendą kapt. Agnes de Baliciene, która wkrótce stała się moją ukochaną. - w tym momencie pierwsza łza spłynęła Jeanowi po policzku.
Przybyliśmy do kolonii. Marzył się nam własny folwark, w którym moglibyśmy osiąść i w którym Elyni mogliby znaleźć miejsce spokoju i ukojenia od trosk imperialnego świata. Pierwsze o czym pomyśleliśmy, to znalezienie uczciwej pracy. Zgłosiliśmy się do gubernatora i ta decyzja stała się początkiem pasma moich porażek. - odparł, płacząc coraz rzewniej.
Dostaliśmy zlecenie na zbadanie sprawy napadu na posterunki kompanijne, w które zamieszani byli Elyni. Już sama perspektywa pracy na szkodę własnych rodaków zabolała, ale rozkaz to rozkaz. Podeszliśmy do tego z Agnes rzetelnie, jak powziąłem decyzję, pierwszą z tych, które szczerze żałuję. Rozdzieliśmy się, ja udałem się do lasu zbadać obozy Elynów, moja Agnes zaś miała za zadanie zaciągnąć języka wśród miejscowych i później mnie poszukać. Nigdy więcej już jej nie spotkałem. Z tego, co wiem, trafiła do tej samej osady Elynów, do której ja trafiłem i wszelki ślad po niej zaginął. - ostatnie słowa dało się ledwo usłyszeć z potoku łez.
Później się już tylko staczałem. Gniew mnie ogarnął - gniew na Kompanię i Kyralian za stratę mojej Agnes - tak, że kiedy mnie posłano z misją do Kitajców, którzy teraz okupują miasto, łatwo dałem się im przekonać, by przejść na ich stronę z zemsty. TO JA STOJĘ ZA ZDOBYCIEM Nowego Vordon. To ja jestem katem kolonii! - płacz Jeana nabrał punktu kulminacyjnego.
Potem dostałem zlecenie, ażeby pod groźbą śmierci zmusić świątynię Światłości do złożenia hołdu Daimyo. Już wtedy czułem się winny. Udałem się do świątyni, ogłosiłem żądania Daimyo... po czym poprosiłem kapłana o możliwość spowiedzi. Tylko tyle mogłem zrobić, jako osoba nie wyznająca waszej religii. Potem wybuchła wrzawa, ja wróciłem do Daimyo by złożyć meldunek... i zostałem zmuszony do poprowadzenia oddziału egzekucyjnego. Miałem dość, serdecznie dość, dlatego po wejściu do świątyni po raz wtóry tak teatralnie, choć szczerze, wybuchłem płaczem. Potem do tego, kiedy ty Pani walczyłaś z demonem, jakiś inny demon czy heretyk czy cholera wie co za ustrojstwo zażądał ode mnie, bym Panią zabił.
A ja tego nie chcę robić! Mam dość! Dość już z powodu mej głupoty, zaburzenia osobowości i emocjonalności ludzi wycierpiało!
Mam dość! Proszę Panią o łaskę Rady, co zrobić, by wyjść z tego kręgu niegodziwości i odpracować choć część winy, zanim spotka mnie zasłużony los! - w tym momencie Jean już nie tłumił płaczu ani trochę.