Tumult w Chemnitz
Odkąd Luter przybił swe tezy, w Rzeszy wrze. Nie tyle oliwy, co czystego spirytusu, dolały do ognia takie wydarzenia jak rzeź protestantów we Francji czy powołanie dwóch, przeciwstawnych sobie lig - katolickiej i protestanckiej. Elektor Saksonii, w trosce o jedność kraju, wydał dekret o wolności religijnej. Zamiast spodziewanego pojednania, czy chociażby chłodnej akceptacji innych wyznawców, przez kraj przeszedł pomruk niezadowolenia. Nawet pastorzy, mruczeli o tym, że katolicy, nie byliby tacy łaskawi wobec nich.
-
Polowano na protestantów we Francji! Cesarz, formuje ligę by zabić nas wszystkich... Jedno La Rochelle się broni - grzmiał pastor Jakub - a my co? Saksonia zawarła pakt z diabłem. Na nic zdawały się apele ludzi rozsądnych. Kupcy bali się robić interesy, ze swymi dawnymi przyjaciółmi - katolikami. "Mam rodzinę", tłumaczyli. I wtedy gruchnęła wieść, która przerazić mogła i zaiste przeraziła katolików do szpiku kości. Po namyśleniu się, Elektor Saksonii przystąpił do Ligi Protestanckiej. Na efekty nie trzeba było długo czekać, a zaczęło się od okien, niszczonych przez nieznanych sprawców, w katolickich domach. W Dreźnie, ktoś namalował na murach kościoła, męski narząd rozrodczy, wepchnięty w tą część ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, co miało być aluzją do rzekomej sodomii miejscowego proboszcza.
Spokojne dotąd Chemnitz, nawiedziła, zapominana plaga. Pogrom. Oto bowiem, gdy katolicy zbierali się w małym kościółku, zaczepił ich dziwnie ubrany, jegomość. Wełniane portki, rozpięta żółta kamizelka, na to jakaś niebieska marynarka. Krzyczał o walce z zepsuciem, grzechem jakiego mieli dopuszczać się papieże przez dobre 400 lat, aż wreszcie przeszedł od słów do czynów i odlał się wprost na kościelny murek. Upokorzeni katolicy, próbowali siłą wyrzucić intruza, ten znalazł jednak silne poparcie w lokalnej społeczności. W ruch poszły pałki, pięści a nawet rapiery. Dziesiątkowani katolicy, zamknęli się wreszcie w swej świątyni, gotując się do ostatecznej obrony. Z zewnątrz dochodziły zaś odgłosy żądnej krwii tłuszczy, która rozrywała na strzępy kilku nieszczęśników, którym nie udało się zdążyć przed zamknięciem wrót.

Rozlewowi krwi na szerszą skalę, udało się jednak zapobiec. W porę oddziały miejscowego garnizonu, rozgoniły towarzystwo. Aczkolwiek, żołnierze nie byli zadowoleni z tego co robią. Zwłaszcza, że w miejscowych garnizonach już od dawna szepcze się o tym, że Książę nie powinien gościć Katolików z południa w swych włościach. Kto wie, czy gdy tylko nie dojdzie do wojny, Ci "słudzy Watykanu", nie obrócą broni przeciwko swym gospodarzom. Co śmielsi, nawet w towarzystwie dowódców, cicho mówią o tym, by wyrżnąć tych z Ks.Turyńskiego we śnie.
Skutki:Saksonia
-8% stabilności
Wzrost napięć na tle wyznaniowym