Zaczynam swoją przygodę... Tworzę oczywiście idealną kopię idealnego mnie. Niestety nie da się rozwinąć wszystkiego na "maksa", więc daję w strzelanie 2pkt i 2 w zręczność. Po co komu prowadzenie czy orientacja na autostradzie? Przecież to zazwyczaj prosta droga jest. Klikam dalej.
Dostaję swój podstawowy ekwipunek i dopiero teraz zauważam, że jestem dość wytrzymały (21pkt), ale jakiś taki mało waleczny(12pkt). Najbardziej jestem zadowolony z mapy, gdyż przy moim poziomie orientacji bardzo mi się przyda.
Mam do wyboru cztery przedmioty, ale ja już wiem, że wezmę tylko trzy, żeby moja postać była zręczna jak małpa. Latarka??? Po co mi ona skoro widzę w ciemności jak kot. Po długim namyśle wybrałem Kompas, Piłę i posiłek x3. Nawet takie kozaki muszą coś jeść.
Dostałem apteczkę, ale wiem, że mi się nie przyda, ponieważ ja nie zamierzam zostać zranionym, ale jako, że dają za darmo to oczywiście biorę. Po za tym dostałem jakąś taką upośledzoną manierkę, w której zmieści się tylko litr wody, osobiście wolałbym jakiś 5litrowy bukłak, żeby o tą wodę nie musieć się martwić, ale nic z tym nie poradzę.
Na szczęście dostałem nóż myśliwski, który podnosi tą moją upośledzoną waleczność o 2pkt. Liczę na to, że dostanę też jakąś pukawkę, bo byłoby głupio zmarnować wszystkie połowę punktów na strzelanie, żeby nie oddać ani jednego strzału. Klikam dalej i
w tym momencie moje wątpliwości a propos broni palnej zostały rozwiane... Mam broń do wyboru i oczywiście wybieram karabin. Duża siła ognia mnie nie interesowała, bo nie zamierzam chybiać, a karabin idealnie sprawdzi się jako broń "one shot, one kill". Zostaję powiadomiony, że karabin nie działa bez amunicji, ale jestem przekonany, że moja błyskotliwa postać znajdzie zastosowanie takie jak "kolbą w łeb". Ostatnie zasady zostają podanie i ZACZYNAM ZABAWĘ.
Dostaję oczywiście swój własny samochód. Mniejsza z tym, że jestem "amebą" jeśli chodzi o prowadzenie. Mam szczerą nadzieję, że droga będzie prosta i bez zakrętów, bo mogę sobie z tym nie poradzić. W międzyczasie dostaję rozkaz przyprowadzenia jakiegoś Jack'a i jego nowej dziewczyny. Na obecny moment wolałbym zostać, ale dostaję rozkaz i nie mam nic do gadania. Wsiadam do autka i ruszam po Jacka.
Jak tylko dojechałem to zaczynają do mnie strzelać. Ucieczka nie wchodzi w grę, bo nie po to leciałem taki kawał drogi do tego Jacka, żeby teraz go zostawić. Wyskakuję z wozu i padam na ziemię, żeby poszukać schronienia. Usłyszałem krzyk Jacka i wystrzał sprowokowany krzykiem, jako, że jestem wybitnym strzelcem uznałem, że strzelę w kierunku z którego padł strzał. Dostrzegłem przeciwnika...
"Podnoisz karabin kołyszącym ruchem lewej ręki, a prawą wsuwasz nabój do komory. Poruszający się cień twego wroga wypełnia połowę okna. Podnosisz broń, odsuwasz bezpiecznik i celujesz w jego pierś."
I strzelam. Oczywiście celnie a pocisk wymierzony w serce zabija przeciwnika.
"Naciskasz spust i czujesz, jak odrzut karabinu kopie cię w ramię. Twój wróg nie zdążył nawet krzyknąć, bo pocisk trafia w cel ze śmiertelną dokładnością - przechodzi prosto przez serce, zabijając go natychmiast."
Jack krzyknął, że jest tu ich więcej, a ja czuję jak coś się porusza z prawej strony.
"Czujesz, jak ktoś, lub coś, porusza się po twojej prawej stronie wzdłuż zniszczonych sklepów. Jeżeli chcesz wyjść cało z tej zasadzki, musisz znaleźć jakieś mniej wyeksponowane miejsce."
Mogę uciec, ale jak wcześniej ustaliłem ucieczka bez Jacka nie wchodzi w grę. Wbiegam, więc do sklepu i:
"Nie zdążyłeś jeszcze przekroczyć progu, gdy dwie ręce wysuwają się z ciemności i chwytając cię za klapy kurtki wciągają do środka. W tej samej chwili grad kuł przeszywa powietrze w miejscu, w którym przed chwilą stałeś."
Na całe szczęście to był Jack. Jednak chwilę później do pokoju wbiega wróg z nabitą dubeltówką. Instynktownie strzelam, zabijając przeciwnika. Miałem dużo szczęścia gdyż, żaden pocisk mnie nie trafił.
"W tej samej chwili błysk obu luf dubeltówki twego wroga rozjaśnia mroczne wnętrze. Wydajesz krzyk, spodziewając się trafienia. Ale masz szczęście. Dubeltówka wypluwa chmurę ołowiu daleko na prawo od ciebie i wychodzisz ze strzeleckiego pojedynku nietknięty. Twemu wrogowi natomiast nie udało się. Kula trafia go dokładnie w pierś, zabijając natychmiast."
Ustaliliśmy, że biegniemy do samochodu Jack ma mnie osłaniać, a ja będę zasuwał jak szybko się da. Jednak Jack umiera a ja uciekam z dziewczyną. Tu jest długi monolog dziewczyny, którego nie przeczytałem, bo nie interesował mnie. Oczywiście mówię, "będzie dobrze", ale z horrorów wiem, że pierwsze giną, albo ładne dziewczyny, albo czarnoskórzy faceci. Ja czarny nie jestem a innej dziewczyny nie ma, więc jestem pewny, że ona umrze... Może sam ją zabiję nawet, bo strasznie dużo gada...
Dowiaduję się, że zestrzeliłem kogoś, kto miał kogoś i mam nowego wroga... Trudno... Co poradzę jak nic nie poradzę...
Dojeżdżam do kolonii. Wszyscy są źli, że nic nie przywiozłem, ale kij im w oko. Przeżyłem i to się tylko liczy... Jedziemy z kolonią dalej, ja głupi zgłaszam się na ochotnika do zwiadu. Cholerni motocykliści... Gonią mnie.... Jeden z przeciwników mocno mnie zranił, ale zabiłem go w walce wręcz.
Mam wypadek i ginę... A mówiłem nie jedź na zwiad... God dammit, chyba kogoś pogrzało, że tak skończę. Jak to się mówi do dwóch razy sztuka...