"No, nie, co to za babsztyl, że taką kindersztubę odtrąca" pomyślał.
- Z Anglii? Och, można tak powiedzieć, tylko że z Kapsztadu... Tymczasem bawię w Paryżu, interesy, ma się rozumieć.
Paryż... Georg spojrzał za balustradę tarasu. Gorące powietrze wprawiało panoramę w niezwykłą falistą oscylację, jakby wielkie miasto było zaraz mającą się rozpuścić galaretą. Eleganckie kształty wysokich Haussmannowych kamienic powykrzywiane w secesyjno-organiczne nierówności, pałace jak wielkie torty, gałki lodów oblane sosami, złoto kopuły Les Invalides wydawało się spływać z budynku jak ajerkoniak. Między drżącymi budowlami stukały i ryczały wehikuły na brudne ziemne paliwo opakowane w stal, wyglądały jak owady na resztkach z deseru. Czasem dało się zauważyć samobójców pędzących na rakietowych dwukołowcach - czerwone mrówki. Wzdłuż szaro-rudych stalowych wstęg narzuconych na miasto bzyczały i syczały parowe tramwaje. W oddali wyrastało obłożone architektonicznymi bryłami wzgórze, a na szczycie tej osobliwej kanciastości obłej tkwiła wspaniała śmietanowa beza Świętego Serca, niczym wyciśnięta przed chwilą z boskiej szprycy. Gdyby się przyjrzeć dało się zauważyć, że z kopuł unoszą się opary pary, hmm. Georg zaczął odwracać wzrok, przemknął po przypiętych do nieboskłonu balonach, sterowcach, wirujących dronach rakietowych... W końcu Ile de la Cite na czarnej rzecze - gotyckie wieże, oplamione brunatnie, z czubów bucha co chwila ogień, podpory naw wzmocnione stalą, a między nimi ruchome żebra pompujących wahadeł, całość jak dogorywające karaczany czy stonogi, lecz niestudzenie wydobywające ropę z wnętrza ziemi. Błogosławione paliwo strzeżone przez gargulce i wszystkich świętych. Idąc wzrokiem na drugą stronę, zmiana diametralna - wielki zielony dywan aż po horyzont. Pola... marsowe. A może marsjańskie? Na nich wylegujące się sterowce. Ten piękny obrazek zaburzał tkwiący daleko wielki mur okalający, zabunkrzony kopułami działowymi. Nienaturalny groźny horyzont jak koniec świata z hordami barbarzyńców i bestii... Nad nim zimnoszare anioły zagłady, strażnicy mówiący "nie uciekniesz nam" - kadłuby okrętów powietrznych, kto wie jakim prawem unoszące swoje tonaże w górze, może z samej definicji, w końcu unoszenie się w powietrzu to cecha immanentna okrętu "powietrznego" - zaczął snuć refleksje Bickel...