Ogień powoli ustępował, odsłaniając zniszczone budynki i spalone ciała. Znachorzy zaczęli pomagać rannym, grabarze zabierać ciała. Straż miejska i obywatele dobrze się dziś spisali, wszystko wracało powoli do normy. Szczęście w nieszczęściu, że spłonęła część dzielnicy biedoty, której odbudowanie nie będzie kosztowało aż tak wiele. Gdy ogień został ugaszony, straż miejska szybko rozproszyła się po terenie, zapobiegając rozbojom i włamaniom. Kanclerz lllew po udanej akcji stał na niewielkim placu, wydając rozkazy w imieniu Króla, który bezpiecznie rozważał dalsze plany w zamku. Obok kanclerza stał jeszcze Lejba Goldszmit. Tuż po odesłaniu kapitana straży dostrzegliście posłańca biegnącego w waszą stronę. Biegł co sił w nogach, dysząc głośno.
- Kanclerzu, przynoszę złe wieści - mówił sapiąc - oczekujący na wyrok Suchaszmata uciekł z więzienia! Droga do jego celi usłana jest trupami strażników, którzy zostali aby pilnować więźniów. Mają rany kłute. To była zaplanowana akcja, intruzi uwolnili tylko tego więźnia, reszta pozostała w celach. - skończył mówić, po czym ukłonił się.