25 marca 1257Nasza nowa monarchia rozkwitała w niesamowitym tempie. Ledwie nastał dzień trzeci, a już tyle się działo w naszym państwie. Trwała jednak wojna, a ja zostałem wybrany na króla, pierwszego wybranego demokratycznie monarchę. Chciałbym zostać w Zendar, budować silną gospodarkę i rozbudować to wspaniałe miasto, jednak ścieżka wojenna wzywa. Dlatego co świt zebrałem moich dzielnych wojaków i razem wyruszyliśmy przez główną bramę miejską, pośród wiwatów i okrzyków tłumów (tak, wstali o świcie, by uczcić nasz wymarsz!).
Podśpiewując żołnierskie pieśni patriotyczne przemieszczaliśmy się ledwie parę godzin. Nie było jeszcze południa, gdy mieliśmy po raz pierwszy zetrzeć się z wrogiem ...
Okazało się, że wyruszyliśmy w porę, ponieważ na trakcie prowadzącym w stronę Zendaru spotkaliśmy swadiańskiego Hrabiego Despina. Zamierzałem spróbować pokojowo przeciągnąć go na stronę odradzającego się imperium Zendaru, jednak ten swadiański pies już na powitaniu pokazał swój cięty język i arogancję:
Nie czekałem, by słuchać, jak znieważa mój królewski majestat. Nie będzie tego robił byle hrabia! Dlatego nie patyczkując się wybrałem jedyną słuszną opcję, po której na jego twarzy można było zauważyć, jak maluje się przerażenie... jednak tylko przez krótką chwilę, przecież te swadiańskie kundle są zbyt dumne.
Bitwa się rozpoczęła. Strzelcy wraz z piechotą ruszyli w stronę rozstawiającego swe wojska wroga. Ja sam za to poprowadziłem naszą dzielną kawalerię, by uderzyła szybko i twardo.
Nie dawaliśmy im żadnych szans, "Żadnych jeńców!"- wykrzykiwałem rozkaz. Nasi wojownicy przebijali szeregi przeciwnika, jakby wbijali się w masło.
Zwyciężyliśmy! Gdy opadł szał bojowy, a krew przestała przesłaniać nasze oczy, przyszedł czas na liczenie ofiar. Ze zdumieniem, ale i zadowoleniem odkryłem iż nie ponieśliśmy żadnych strat. Żołnierze salutowali, a ja układałem już w myślach plan następnego uderzenia. Żałuję tylko, że Despin uciekł z pola bitwy, bo szykowałem mu już posłanie w zendarskim lochu.
Teraz czas na trochę historii. Miejsce bitwy i jej rezultat, to znak pomyślności oraz rzeczywistego odradzania się naszego imperium. Setki lat temu, w tym samym miejscu rozegrała się bitwa, dzięki której powstało poprzednie królestwo Zendaru. Było to w czasie, gdy na tronie zjednoczonego państwa Calradii zasiadał wnuk Armagana Zdobywcy, tego, który je zjednoczył żelazem i ogniem. W ten sposób powstałe imperium nie mogło trwać długo i dlatego przeżywało już wtedy swoją agonię. Możnowładcy i watażkowie ścierali się w walce o władzę. Mieczami zdobywali sobie miejsca na mapie, przez co powstawały kolejne i kolejne państwa. Na Zendar ostrzyło sobie zęby państwo Vlandian. Było najsilniejsze w regionie, zdobywało liczne ziemie. Zendar było jednak zbyt starym miastem ze zbyt długimi tradycjami, by tak łatwo ulec. Przedstawiciel najstarszego rodu z Zendar, tak starego, że nikt nie pamiętał jak się nazywał, przez co nazwano ich rodem zendarskim, zebrał żołnierzy i rzucił wyzwanie władcy Vlandian. Był to Soner, później korowany na pierwszego króla niedawno wygasłego rodu królewskiego, Pierwszy tego imienia. W rzeczywistości zwał się Tomaszem, jednak przyjął nowe imię na cześć swojego przodka, który zbudował legendarną karczmę "Four Ways", która do dziś jest centrum towarzyskim miasta. Właśnie na tym polu stoczył i zwyciężył bitwę z wrogiem. Dzięki temu Zendar ogłosiło niepodległość i tak, jak dziś, zaczęło budować swoją potęgę.