Witam !
Z tego miejsca chcę ogłosić, że wykupiłem licencje na sagę "Zbyszek z Tihr". Kosztowało mnie to paczkę paluszków i 2 puszki napoju gazowanego marki Pepsi. Od razu mówię, że troszkę się to będzie różnić od poprzednich części - będzie to pisane w innym stylu. Chodzi o to, by ukazać jednak przygody Zbyszka, urodzonego w Tihr.
Pomimo, że nie gram już w Warband, będę to publikował raz na tydzień, albo dwa, bo mam inne zajęcia, a to piszę tylko, jak mam fazę na takie pierdoły :D No więc zaczynajmy
Dobry Samarytanin
Zbyszek opuścił Tihr i udał się w poszukiwaniu pracy do Suno. Będąc w lesie, znajdującym się 3km w kierunku północno-wschodnim od Praven usłyszał coś niepokojącego.
- Giń, psi synu - krzyknął jakiś tajemnicy, zachrypnięty głos
Zbyszek podjechał bliżej na swoim białym koniu, który to wabił się Gandalf i zobaczył 3 bandziorów. Przetrzymywali oni niewinną i wystraszoną osobę, przy okazji grożąc jej.
Zbyszek wyciągnął kuszę, naładował i wycelował w stronę zbirów. Nagle jeden z nich padł. Na jego plecach znajdował się bełt, a do niego była przyczepiona kartka. Jeden z bandziorów spojrzał na napis widniejący na kartce. "Polecony ekonomiczny".
- Ty stary, to kurier - rzekł jeden z nich do drugiego
- Jaki kurier ? - zapytał drugi
- Kurier śmierci - odpowiedział mu jeden z bandziorów.
Nagle, ku ich oczom ukazał się Zbyszek, ubrany w potarganą koszulę. Na głowie, ku ich zdziwieniu nie znajdował się hełm, lecz łupież, gdyż Zbyszek od 10 dni nie mył włosów. Zbyszek spojrzał na zbirów groźnym wzrokiem i rzekł:
- Smyki, zostawcie tą damę i uciekajcie
- Ha ha ha, a ktoś Ty by nam rozkazywać ? - zapytali z pogardą.
- Zbigniew z Tihr - odpowiedział groźnym głosem nasz bohater.
Smyki postanowiły odejść, pozostając przy życiu.
Zbyszek zeskoczył z konia, podszedł do tajemniczej osoby, która była ofiarą bandziorów, chwycił jej prawą dłoń i ucałował. Osoba ta miała piękne, długie i zadbane blond włosy oraz nieskazitelną urodę. Zbyszek powiedział:
- Zaszczytem było stanąć w Twojej obronie moja damo. Jak Ci na imię ?
- Bogdan - odrzekła tajemnicza osoba.
- yyyyy ? - zająknął Zbyszek
- Jestem Bogdan. - odrzekł
- Przepraszam, zmyliły mnie Twoje długie włosy. - z niesmakiem odpowiedział Zbyszek
- Luz - odparł Bogdan
Po kilku sekundach ciszy Bogdan spytał:
- A dokąd to się udajesz ?
- Do Suno - odrzekł Zbyszek
- Dzięki ci za uratowanie mi życia. Pozwól bym Ci mógł towarzyszyć w podróży do Suno. Mam tam pewien interes a i myślę, że robota dla Ciebie się znajdzie - powiedział Bogdan
- No dobrze - odparł Zbyszek
Po tych słowach Zbyszek zdjął swoją potarganą koszulę i przeciął sobie kawałek skóry na prawej piersi.
- Cóż czynisz, Zbyszku ? - z niepokojem spytał Bogdan
- Widzisz Bogdanie. Po zabiciu każdej osoby naznaczam sobie bliznę na swej piersi, by mieć w pamięci osobę odesłaną do zaswiatów. - odparł Zbyszek
- Rozumiem. Zatem gdzie pozostałe blizny ? - Zapytał Bogdan
- I to jest najgorsze Bogdanie - to była moja pierwsza ofiara - odparł Zbyszek. Dobrze, ruszajmy już, ponieważ chciałbym jeszcze dzisiaj być w Suno - dodał.
Zbyszek i Bogdan wyruszyli do miasta znajdującego się pod władaniem Królewstwa Swadii. Zbyszek dzielnie podążał na swoim koniu, Bogdan zaś piechotą.
To be continued...