PruSak, no powiem ci szczerze i bez ściemy - uśmiałem się z twojego postu. Chichrałem się tak bardzo, że aż mnie żona tłukła łokciem, bo przeszkadzałem jej w zaśnięciu. Ale dla oddania sprawiedliwości, to spamowanie jako forma określenia swojej wypowiedzi to niestety nie jest mój pomysł, w dziele offtop można znaleźć właśnie wątek o takim tytule. Genialny pomysł aby gadać bez krępowania się tym, czy to co mówisz ma sens i czy klei się to kupy. Niestety twój zabawny komentarz psuje wypowiedź lllewa, który popełnił błąd i posłużył się skrótem. To zupełnie psuje efekt, bo teraz wiadomo, że piszę rozwlekłe teksty, żeby nie spisać tak:
IMHO LOL
Od razu widać, że twój wpis PruSak jest dużo śmieszniejszy, ale też pokazuje to dlaczego warto pisać całymi zdaniami, a więc dłużej a nie krócej. Co gorsza, forma jaką jest spam, jest z gruntu fałszywa, bo spam udaje, że nie jest spamem, a jak coś mówi wprost, że jest spamem, to nim nie jest. Co jeszcze gorsze w moim przypadku dużo zabawniejsze jest to, że to co pisze istotnie odzwierciedla moje myśli, jak już to mówiłem nie jestem trollem, po prostu takim jestem - a to jest jeszcze zabawniejsze. Ja nie udaje dziwaka jak sugeruje forma spam, jestem dziwakiem! Gdybym chciał spamować to zrobiłbym tak:
"zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxcccccccccccccccccccccccccccccccccc
cccccccccccxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxede
eeeeeeeeeeee"
I to istotnie byłby spam, a ja właśnie staram się jak najwierniej odzwierciedlić swoje poglądy.
A najsmutniejsze jest to, że wcale nie pisze rozwlekle i dużo. Nawet nie w porównaniu z Leninem i Lovecraftem, nawet jak na swoje możliwości pisze mało, chociażby ze względu na obowiązki i zwykły brak sił. :(
HUthcie w tym przypadku pytanie - quis custodiet ipsos custodes?, jest całkowicie bezzasadne. Problem nie leży bowiem w tym, że to ja tak uważam, lecz w tym, że to naturalne potrzeba wszystkich! Nie ma ludzi czekających na artystów niewiarygodnych, są ludzie naiwni, bezkrytyczni, o płytkim guście, rozchwiani emocjonalnie, ale nie ma tych którzy czekają na filozofów nie umiejących żyć zgodnie z swoimi ideałami. Moje poglądy są całkowicie wtórne i daleko słabiej zaakcentowane niż w tak wielu ciekawych przykładach, że aż nie wiem od czego zacząć.
Weźmy chociażby Billa Hicks'a, jego najlepszy moim zdaniem stand-up "Sane Man", jeśli nie widziałeś koniecznie polecam w całość, koncentruje się właśnie w okół tego problemu. Kapitalnym pomysłem jest w jego wykonaniu parodia reklamy w której miałby wystąpić Jimi Xendrix czy John Bonham. Coś cudownego, szczerze polecam.
Kapitalnym pomysłem Jim'a Carrey'a był skecz w którym pokazał jak odbieralibyśmy charyzmatycznych przywódców, gdyby nie ich całkowita bezkompromisowość. Na początku odgrywał Gandhiego, który zakrada się w nocy do lodówki, by wyjadać ziemniaczki, potem zaś poszedł na całość i odegrał scenkę w której Chrystus będąc ukrzyżowanym grozi swoim prześladowcom. No to by właśnie byli ci nie żyjący z swoją filozofią filozofowie. :)
A ile skeczy Monty Pythonów dotyka tego problemu? Chociażby skecz o Arturze Dwie Szopy, albo absolutnie na temat i w dodatku w nastroju mojego persyflażu wiktoriańskiego stylu ten skecz:
https://www.youtube.com/watch?v=UxXW6tfl2Y0No przecież każdy widzi jak odbiera się artystę który chce ci zaimponować. No przykładów byłaby masa, sam widziałeś jak szybko w rozmowie o muzyce gdy Sefirot chciał podkreślić powagę muzyki poważnej (sic!) pojawiło się nazwisko Blechacz, chociaż każda luka, która może drażnić w przypadku tego młodego człowieka jest czymś zupełnie naturalnym u osoby w jego wieku. Byłem na koncercie Blechacza, w czasie którego lider punkowego zespołu "Siekiera" otrzymał nagrodę od burmistrza za krzewienie kultury. Grzecznie i z uśmiechem na ustach Tomasz Budzyński dziękował burmistrzowi za to wzruszające wyróżnienie - ;) W tym wszystkim Blechacz nie wypadł tak najgorzej, może zrobi dla muzyki to co zrobił David Copperfield, uczyni z niej element show, Blechacz gra na fortepianie lewitując razem z zmysłową modelką pomiędzy płonącymi obręczami - REWELACJA!
Bardzo ładnie, ale ostatecznie cieszysz się, gdy dowiadujesz się, że Jim Morrison, czy Tom Waits nie sprzedali muzyki do reklam pomimo oferowanych im dużych pieniędzy. To jednak też cieszy, też jest potrzebne, wszystkim, nie tylko mi.