Dziękuje za zaproszenie i zaszczytny tytuł filozofa, jestem wzruszony.
Chodziło mi o głębię twoich przemyśleń na tematy różne, zapełniające różne wątki na forum w dziale Offtopic i Rozrywka :D I tym razem się nie zawiodłem, i ja, prostak, spróbuję podołać analizie twojego tekstu, pełnego nazwisk które słyszę pierwszy raz w życiu :P
Oficjalnie przyznałeś się, że nie lubisz Azjatów bez powodu! Niesamowicie szczere podejście, aż nie wiem w jaki sposób można z tobą teraz dyskutować! Cała linia ataku na rasizm opiera się na założeniu, że argumenty przytaczane przez osobę, która pała nienawiścią, są fałszywe, bo w rzeczywistości rasizm nie wynika z racjonalnych powodów, ale co zrobić z kimś kto wprost mówi:
"nie mogę wyjaśnić mojej niechęci, to chyba coś wrodzonego, bo Azjatów też nie lubię bez powodu"
To jest tak szczere, że aż porywa, wręcz żałuje że nie mogę z tobą dzielić emocji, bo ja akurat Azjatów lubię. Na przykład lubię Japończyków za ich poczucie estetyki, Wietnamczyków za ich kuchnię, a Chińczyków za zmysłowość. Mógłbym tak wymieniać długo, długo, ale nie chcę denerwować mojego przedmówcy, bo po tak szczerej wypowiedzi byłoby to niegrzeczne. W sumie czemu masz kogoś lubić na siłę?
Hmm... po całym umieszczeniu posta pomyślałem trochę, zapytałem sam siebie, co rozumiem przez Azjatów, i chciałbym sprostować to, co wówczas napisałem.
Nie uważam ich za osoby gorsze od nas, nie jestem zwolennikiem teorii mówiących, że jakaś rasa jest od reszty w czymś lepsza (no dobra,
czarnuchy Afroamerykanie są po prostu pr0 w koszykówkę, i reszta ras nigdy ich nie dogoni ^^). Co więcej, mój stosunek nie działa na zasadzie:
-Jesteś z Azji?
-No.
-Nie lubię cię.
Zastanowiłem się nad tym głębiej, i doszedłem do wniosku, że jest to specyficzna reakcja, gdy spotykam kogoś po raz pierwszy. Przykładowo, mam przyjaciela Wietnamczyka i przyjaciółkę - jego siostrę. Kiedy pierwszy raz kolesia zobaczyłem, poczułem jakąś specyficzną niechęć, choć, jak napisałem, zostaliśmy później przyjaciółmi. Mam też znajomego Turka, jakby nie patrzeć - też Azjatę, ale gdy pierwszy raz go zobaczyłem, wcale nie poczułem tego rodzaju niechęci. Wystąpiła ona jednak, gdy innym razem poznałem się z pewnym Chińczykiem. Dość długo wczoraj wieczorem nad tym myślałem, i doszedłem do wniosku, że to chyba coś z... rysami twarzy? Prawdę mówiąc zgaduję, jak już pisałem, trudno mi to określić czy choćby w prosty sposób uzasadnić, dlaczego to os. tej rasy przy pierwszym spotkaniu poczułem irracjonalną niechęć.
Inną sprawą jest kultura, i ogólna hmm... opinia o nacjach itd. Otóż w tym przypadku moja "niechęć" się nie objawia, ba! Historia Japonii i Chin to jeden z bardzo interesujących mnie tematów.
Co do samej pornografii to jest ciekawy temat. Sam wpływ na technologię zauważył już Lem, który ubolewał nad tym, że "cybernetyczne haremy" ciągną rozwój technologii w złym kierunku. I to poniekąd prawda, chociaż moim zdaniem rozwój pornografii to po prostu rozwój komunikacji, to że zdecydowana większość z tego co mamy sobie do przekazania to pierdoły też nie uszło uwadze Lema. Do tej pory zgadzam się z Lem, jak również z tym, że w erotyzmie strasznie śmieszy chęć ułagodzenia seksualności. Lem często z tego się nabijał, fajnie parodiował człowieka "przyszłość", który układa program na wieczór rozmawiając z superkomputerem:
- Poproszę coś z erotyki dziś na wieczór, tylko nie za ostro!
To co moim zdaniem Lem pomija to wpływ jaki na rozwój tych romantycznych planów, jakie stawiała sobie ludzkość, jak podbój kosmosu miała zimna wojna. Pornografia rozwija się zdaniem Lema zamiast podboju kosmosu, z powodu naszej miałkości. Nic bardziej mylnego, gdy weźmiemy pod uwagę, że podbój kosmosu był napędzany przez technologię wojskową i wyścig zbrojeń atomowych. Tu chodziło o konkretne, w tym momencie historii potrzeby, a nie podbój kosmosu. Jednak i druga strona pokazywały sobie nawzajem swój potencjał, który łatwo można odnieść do rakiet przenoszących broń nuklearną, a to przekładało się na grę polityczną. Pornografia na tle nuklearnego holocaustu, wygląda niewinnie jak małe dziecko.
Pornografia dla mnie to właśnie te pierdoły, które sobie przekazujemy. Przeraża mnie fakt, że dorośli ludzie uważają, że to co widzą na filmach porno jest odbiciem rzeczywistości. Tego nie lubię w pornografii, która w naturalny sposób zakompleksia, jednak daleko w tyle pozostaje za hołubioną kulturystyką, czy coraz modniejszymi również u nas operacjami plastycznymi. Innymi słowy jeśli ktoś chce oglądać kobietę która wylewa na swoje usta jogurt wydając przy tym namiętne jęki, to proszę bardzo. Co ty w tym widzisz i jak to kojarzysz, nie moja broszka. ;)
Niesamowitym teoretykiem pornografii był Bruno Schulz, który zauważył trafnie, że pozy, które tworzy pornografia są kopią modnych w społeczeństwie zachowań. Najprościej prostytutki naśladują aktorki. Wszystko jest zawsze w pornografii na pół gwizdka. :) Podobnie jak Toulouse Lautrec, Schulz zauważył, że prostytutki i ich klienci nie patrzą sobie w oczy - nie nawiązują kontaktu emocjonalnego. Alienacja w prostytucji to częsty motyw u Lautreca, jednak Schulz wyłapał coś zabawnego. Tym pozą i alienacji towarzyszą często zabawne niedomówienia, które nadają całemu spektaklowi zabawny charakter. Czyli aktorki porno naśladują aktorki, czy gwiazdy estrady, ale są odrobinkę niedoinformowane, więc wychodzi im to pociesznie.
W sztuce pornografia odgrywa tak dużą rolę, ze w zasadzie to zrobi się wykład z historii sztuki, aż boję się wchodzić w taki temat jak np. Jean Paul Witkin bo dopiero się rozpiszę! Przecież seksualność, jest tak nierozerwalnie związana z psychikę, tworzy fetysze, a więc naturalnie wprowadza symbolizm, jest idealnym tematem dla sztuki, a pornografia staje się jej parodią. Temat rzeka!
Hmm... co do sztuczności "pornoli", to chciałbym zauważyć, że rozwój kamer wideo l. 80 i 90 zawdzięczamy właśnie amatorom takich filmów, którzy chcieli spróbować swoich sił w kręceniu własnych "dzieł" :P I to, co przyciągało ludzi do takiej twórczości było właśnie przeciwstawienie sztuczności. Nie chcę teraz skłamać, bo nie mam pod ręką statystyk, ale na przełomie lat 80. i 90. XX w. zdaje się ok. 1/3 tytułów które były przedmiotami transakcji, były produkty amatorskie, nierzadko z jedną aktorką i jednym aktorem, który jednocześnie był kamerzystą.
lllew zapraszam ciebie na mój kanał na You Tube - odnośnik w dziale "Wasza Twórczość', znajdziesz tam link do artykułu o fumetti nerri, pisałem go wieki temu, to taki dowód na to, że problem widzę nie od dziś, a ma on masę odgałęzień, więc możemy sobie pogadać.
Dzięki za zaproszenie do dyskusji. ;)
A ja dziękuję za udzielenie się, zawsze warto wymieniać poglądy, bo kto nie jest w stanie zdobyć się na pojęcie, że niekoniecznie tylko jego pogląd na sprawę jest "jedynym słusznym", ten nie jest w stanie rozwijać się.
Dobrze, że poruszyłeś właśnie motyw pornografii, gdyż nie każdy lubi o tym rozmawiać.
Mam do Ciebie pytanie Oktawian. Jak obnosisz się z tym, że pornografia jest dozwolona (prawnie) od lat 18. I czy według was te ograniczenie powinno być zaostrzone lub zniesione. Fakt faktem, wiek w jakim można w Polsce uprawiać seks (legalnie) wynosi (uwaga bo mogę skłamać) 15 lat. Więc nasuwa się tu pytanie dlaczego jest to tak dziwacznie zrobione. Pornografia jest nieodłącznym elementem życia każdego z nas i wątpię, by na tym forum znalazła się osoba, która nigdy w życiu nie weszła(choćby przypadkiem) na strony pornograficzne.
Co prawda nie nazywam się Oktawian, ale podejmę temat :D
Więc zacznijmy od seksu. To nie jest tak, że od 15 lat w górę możesz legalnie uprawiać seks. Jest zapisane tak, że uprawianie seksu z os. poniżej 15 roku życia podlegasz karze (zdaje się kilka lat więzienia). Wbrew pozorom, to dość znacząca różnica - gdyby było to zapisane w odwrotny sposób, można by uznać, że panuje przyzwolenie na seks w 15 lat wzwyż, tymczasem, w naszym kręgu kulturowo-religijnym seks uprawiany poniżej wieku pełnoletności, a także przed ślubem (choć, ofkorz, na skutek stopniowej laicyzacji państwa zmienia się to) jest widziany w złym świetle. No i nie powiedziałbym, że pornografia jest nieodłącznym elementem życia, bo pornografia, to nie seks (to duża różnica!).
Zastanawia mnie też inna sprawa, jak by wyglądał świat bez tego elementu jakim jest oczywiście pornografia. Załóżmy czysto hipotetycznie, że wszystkie witryny, portale itp zostały by wymazane. Czy świat stał by się miejscem lepszym czy gorszym? Czy młodzi, wchodzący w dorosłość mężczyźni i (okazjonalnie) kobiety posuwały by się do aktów, mających na celu rozładowania napięć spowodowanych przez buzujące i kipiące hormony? Dochodziło by do większej ilości gwałtów? Może więcej niechcianych ciąż? Jaką rolę konkretnie spełnia pornografia w naszym życiu, czy jest ona metodą złagodzenia napięć czy może narkotykiem, którego brak spowodował by zachwianiem całego normalnego bytu, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni.
Więc uściślijmy: pornografia to taki sztuczny twór, i ja, gdybym rządził, nie zaglądałbym (oczywiście metaforycznie) do łóżek i historii przeglądarek obywateli. To ich sprawa. Ale w momencie, gdy mamy sytuację z dorosłym kolesiem, który nie uprawiał seksu, a codziennie ogląda pornografię, i "robi sobie dobrze" (oczywiście, sytuacja bardzo przejaskrawiona, myślę, że takich trzeba by ze świecą szukać), to jest to już sytuacja patologiczna, mająca znamiona uzależnienia, więc w tym wypadku porównanie do narkotyku może wystąpić, sytuacja analogiczna, choć jej skala jest zdecydowanie inna.
Uch, ale mi długi post wyszedł :P