Widzisz problem polega na tym, że każdy z nas patrzy na tą bitwę z perspektywy dowodzenia przez siebie konkretnymi stronami konfliktu. Bo jeśli ty dowodzisz Rhodokami, to Swadianie najpierw się zatrzymają (no idea, why), przez co uda ci się zabić część z nich, potem zaś przeprowadzą szarżę, jeśli jesteś mądry i masz taką możliwość, to dodatkowo ustawiłeś się na wzgórzu, co jeszcze bardziej utrudnia ich sytuację, a jak już do cb dotrą, to zatrzymają się na pierwszej linii i zakończy się to rzezią. Tyle, że kiedy ja dowodzę Swadianami, to swoją jazdę chowam za wzgórze. Każę na szczycie ustawić się piechocie z tarczami, a za nimi najlepszym kusznikom Swadii, którzy również potrafią napsuć krwi przeciwnikowi, nawet jeśli są słabszym "bratem" tych rhodockich. Jeśli przeciwnik atakuje wzgórze, wówczas wyprowadzam ze szczytu atak jazdy, a jeśli nie, to objeżdżam wzgórze na którym jest przeciwnik i staram się "ściągnąć" go ze wzgórza. Wówczas atakuje moja jazda, tyle, że nie nakazuję jej szarży, a żeby podążali za mną. Przejeżdżam przez szeregi wroga, ale nie zatrzymuję się, żeby Rycerze nie dali się otoczyć, bo wówczas mamy powtórkę z twojego scenariusza bitwy.