Rozdział I
Rośniemy w Siłę!
Odcinek: Początki bywają trudne
-Jak chcesz, tylko potem nie mów, że Cię nie ostrzegałem. Ja wyjeżdżam jutro, jeśli chcesz możesz zostać tu do rana.
-Nie, dziękuję, muszę ruszać. Jadę do Królewskiej Przystani.
-Pakujesz się w sam środek największego bagna Siedmiu Królestw. Ale jak chcesz, wariatów nigdy nie brakowało na świecie.
John spakował swoje nieliczne rzeczy, na które składało się kilka bochenków chleba, włócznia i sztylet i stare wysłużone ubranie giermka. Tak jak powiedział staremu kowalowi, postanowił udać się w kierunku Królewskiej Przystani, tam, po zorientowaniu się w sytuacji na kontynencie postanowi co dalej. Trasa biegła przez niebezpieczne tereny, choć w sumie całe Westeros takie jest. Pierwszy fragment trasy przebiegał przez Ziemie Burzy, które położone są na południe od Królewskiej Przystani i rozciągają się aż do Morza Dornów. Od wschodu graniczą z Zatoką Rozbitków, a od zachodu z Reach. Jest to jeden z najmniejszych regionów Westeros, teren pełen kamienistych wybrzeży, zielonych lasów i gór. Przed podbojem Aegon’a Zdobywcy ziemie te rządzone były przez Królów Burzy, a potem przez Ród Baratheon’ów. W regionie znajdują się bagna, które niegdyś były miejscami wielu bitew pomiędzy starymi wrogami z Reach i Dorne. John wiedział o niebezpieczeństwach czekających na samotnych podróżnych, więc postanowił odwiedzać każdą wioskę czy ludzkie siedlisko w poszukiwaniu ludzi do zaczątku jego drużyny. Gdy doszedł do podnóża wschodniego krańca gór oddzielających Dorne od reszty Westeros postanowił zrobić postój, aby następnie skręcić w kierunku Felwood południowej bramy do Królewskiego Lasu. Wraz z towarzyszami rozbił się nieopodal stojącego na wzgórzu młyna. Gdy rozpalili ognisko i zaczęli piec upolowanego przed godziną jelenia podszedł do nich żołnierz wyglądający na jednego z łucznika z jednego z zamków Końca Burzy.
-Witajcie podróżnicy. Pięknego jelenia upolowaliście.
-Nie powinieneś być teraz na warcie żołnierzu? – spytał upewniając się czy jego włócznia leży blisko
-Nic Ci do tego psie. Nie będę przedłużał, w lesie nie opodal czekają moi towarzysze. Albo oddacie mi swoje złoto, albo zabijemy was wszystkich.
-Chętnie bym Ci ulżył w trudzie, ale niestety nie mam żadnych pieniędzy. Będziesz musiał się obejść… - w tym momencie z ust łucznika popłynęła gęsta, ciemnoczerwona krew. Upadł na ziemię, a za nim ukazał się Emil, członek drużyny Johna.
-Pizda – powiedział spluwając na ciało poległego – Nie po to tu jesteśmy? Nich wyjdą. Jeśli kłamał i był sam, albo z kilkoma innymi dezerterami, damy radę. Jeśli nie…niech Starzy i Nowi bogowie dopomogą naszym nogom.
John nie wiedział na początku co zrobić. Zszokowała go nagła śmierć „gościa”, a tym bardziej dosadność słów swojego towarzysza. Rozkazał swoim ludziom ukryć się za wzgórzem nieopodal którego stał młyn, a sam na koniu udał się sprawdzić siły przeciwnika. Przeciwko jego dziesięciu świeżym rekrutom wyszło dwunastu łuczników, dezerterów z pobliskiego garnizonu. John wiedział, że nie ma szans w otwartym polu toteż rozkazał czekać tuż za linią szczytu wzgórza, aby dać łucznikom jak najmniej czasu na ostrzał. Plan się udał i przeciwnicy wpadli w pułapkę. Drużyna Johna rzuciła się na przeciwnika, a on sam raz po raz szarżował na łuczników nabijając po jednym z nich na swoją włócznię. Dezerterzy szybko się zorientowali w swoim położeniu i zaczęli się zgrabnie wycofywać broniąc się raz mieczem, raz łukiem. Siły obu stron topniały w równym tempie do momentu gdy na placu boju pozostał jedynie John i trzech przeciwników. Umykając strzał kontynuował szarże na przeciwnika wybierając po jednym przeciwniku na raz. Gdy uporał się z ostatnim przeszukał pole potyczki. Został sam. Z jednego z przeciwników zdjął nieuszkodzony kubrak, który mimo wszystko był wytrzymalszy od jego stroju, łuk, niewykorzystane strzały i kilka zbyt ciężkich dla niego mieczy. W sakwach dezerterów odnalazł też dosyć pokaźną jak na Johna kieszeń sumę gotówki – około 500 monet. Gdy przeszukiwał kolejne ciała o mało nie zmarł ze strachu. Jeden z jego towarzyszy zaczął kaszleć. John podbiegł do niego i od razu poznał – to Emil, ten sam, który zabił niespodziewanego gościa. Podczas walki wyrwał się w pogoni do przodu i został zaatakowany przez trzech przeciwników. Został ogłuszony i John myślał, że nie żyje. W dwójkę spalili ciała, zjedli jelenia i następnego dnia ruszyli w dalszą drogę na północ wzdłuż granicy z Reach.
Tuż przed starciemGdy dotarli do ziem królewskich wokół Królewskiej Przystani zostali znów zaatakowani. John na nowo zebrał grupę siedmiu ludzi, jednak nie mieli oni szans z przeciwnikiem tym razem uzbrojonym nie tylko w łuki, ale i w konie. Postanowił się wycofać się do pobliskiej wioski Rosemere, aby tam szukać schronienia. Starszy wioski odmówił, tłumacząc się tym, że bandyci znajdą ich, a następnie spalą wieś za to, że im pomogła. John nie mógł się z tym nie zgodzić. Wyjechał z wioski i po przejściu mili spotkał znów tych samych bandytów którym uciekł. Postanowił sam się do nich udać i spróbować coś utargować. Emil uprzedzał go, że to samobójstwo, ale John go nie usłuchał. Wsiadł na swojego konia i pojechał do linii przeciwnika.
-Dlaczego nam stajecie na drodze szlachetni panowie? – spytał podjeżdżając do przeciwników, jednak zachowując bezpieczną odległość.
-Ty sukinsynie! Pamiętasz małą potyczkę pod młynem na ziemiach Końca Burzy? Pamiętasz dezerterów z którymi walczyłeś?! Wraz ze swoją bandą brudasów zabiłeś mi brata po którego jechałem, aby uchronić go przed ścigającymi go z zamku, z którego wraz ze swymi ludźmi uciekał. Znalazłem tylko zwęglone ciała! Ścigaliśmy Cię aż do tego miejsca. Teraz pożałujesz tego, że wyjechałeś…skądkolwiek przyjechałeś. – W tym momencie konni ruszyli aby zmasakrować drużynę Johna, a w niego samego pięciu łuczników wycelowało swoje napięte łuki. John siarczyście przeklął. Wiedział, że wszyscy jego ludzie zginą, a on sam dostanie się w niewolę. Tak też się stało. Zginęli wszyscy, wraz z Emilem. Przez kilka dni bandyci wozili go, na wpół wygłodzonego po okolicy, aż do dnia, gdy próbowali się oni przeprawić przez Czarny Nurt, na wschód od Królewskiej Przystani. Napotkali tam wojska królewskie, które szybko rozprawiły się z bandytami, a jego samego puściły wolno, pozwalając na zebranie swoich rzeczy. Po tym John zrezygnował póki co ze zbierania wieśniaków i udał się galopem do stolicy.
Gdy wjechał do miasta, jego oczom ukazała się fontanna z młodym królem Joffrey’em, a na horyzoncie widniała Czerwona Twierdza. Całe miasto żyło zbliżającym się turniejem, który zorganizował sam król, aby uczcić śmierć zdrajcy korony Neda Starka. Miasto, wiedzące o sprawie tylko tyle, ile usłyszeli z ust namiestnika przed śmiercią, cieszyło się na świętowanie. John postanowił wziąć udział w turnieju, który polegał na serii potyczek na arenie. Postawił na siebie osiemset monet, które miał ze sprzedaży zbędnego ekwipunku i udał się na pole walki. Zjechali się tam znani rycerze z całego Westeros, żądni sławy i pieniędzy. Na dobrą sprawę i po to przybył tam John. Pierwsza runda polegała na starciu dwóch drużyn, po trzech ludzi w każdej. John wyeliminował dwóch przeciwników dwuręcznym mieczem, który otrzymał do walki, podobnie jak w następnej rundzie, gdzie w każdej drużynie walczyło sześciu uczestników. Ludzie zaczęli mówić o wysokich umiejętnościach nieznajomego rycerza i nawet wśród organizatorów pojawiły się szepty na jego temat. Przed następną rundą John został wypchnięty na arenę nie otrzymawszy uzbrojenia*. Postanowił unikać wszelkich ciosów, aż ktoś padnie – zabrać broń poległego i dopiero walczyć. Plan się powiódł i John zdążył nawet wyeliminować trzech przeciwników. Parł tak aż do finału, w którym zmierzył się z ser Patrekiem Hersy’em. John nie wiedział nic na jego temat, ale postanowił przyjąć taktykę podobną, jak w próbie walki w Płaczącej Wieży. Uzbrojony w tarczę i żelazną maczugą zmierzył się z Hersy’em uzbrojonym w ciężki, dwuręczny miecz. Tarcza John’a szybko zaczęła pękać pod silnymi ciosami przeciwnika, ale wiedział już on jak zaatakować. Wyczekał moment, w którym przeciwnik brał zamach, zasłonił się tarczą i błyskawicznie skoczył obok przeciwnika uderzając w potylicę maczugą. Cios był tak potężny, że ser Patrek upadł po nim na kolana i stracił przytomność. John został zwycięzcą i nie tylko został zaproszony do Czerwonej Twierdzy, ale i zainkasował niemały dochód – 4180 monet.
Królewska Przystań. Widok pomnika króla i Czerwonej TwierdzyPo turnieju John udał się do pobliskiej karmy, gdzie napił się trochę dobrego Ale, zjadł posiłek i zrobił to, czego nie miał okazji od wielu dni – wziął kąpiel. Wieczorem udał się do Czerwonej Twierdzy, gdzie odbywały się audiencje u króla Joffrey’a. Gdy wszedł do głównej sali od razu ujrzał go, siedzącego na Żelaznym Tronie, ściskającego w ręku wyrzeźbioną głowę lwa na podłokietniku. Widok samego tronu John’a niezwykle oczarował. Z tego przeżycia wyrwał go sam Jamie Lannister.
-To ryzykowne tak patrzeć na tron. Nie myśl, że jestem pod wrażeniem twego zwycięstwa. Gdybym zdążył przyjechać do stolicy na czas turnieju, zabiłbym cię, jeśli miałbyś szczęście. A teraz idź dalej, nie mam dla ciebie więcej czasu – Dupek, pomyślał John.
-Ach jest nasz zwycięzca! Wspaniała walka, szkoda tylko, że nie zmiażdżyłeś głowy temu… jak on miał… Hersy’emu! To byłoby coś! Teraz musi go strasznie łeb boleć! – król wiercił się na swoim tronie z ekscytacji własnymi słowami. Było coś w nim z niezdrowego sadysty i John już o tym wiedział. Pokłonił się mu, oddał honor.
-Zrobiłem to czego nauczył mnie ojciec, mój panie. To on nauczył mnie walczyć.
-Szkoda, że mój był jedynie pijakiem. Masz, za twe zwycięstwo. Możesz odejść – jeden ze strażników króla podał Johnowi sakwę, a w niej 200 monet. Niewiele patrząc na to ile zarobił z zakładów, ale zawsze się przyda. Odszedł na wskazane przez strażnika miejsce. Podszedł do niego dziwnie ubrany, ogolony na łyso jegomość.
-Moje ptaszki wyśpiewały mi, że miałeś nie lada problemy z dotarciem tu, mój panie.
-Nie jestem twoim panem…panie. Nie wiem nawet kim jesteś.
-Och, myślałem, że jesteś wysoko urodzonym, albo rycerzem…no cóż. Me imię Varys, Lord Varys, jestem mistrzem szeptów.
-Mistrzem szeptów? Co robi ktoś taki?
-Donoszę królowi i Małej Radzie wieści zza Wąskiego Morza, jak i bliższych terenów…różne wiadomości, które uznam za ważne dla dobra Królestwa.
-Rozumiem, chyba muszę już iść, panie.
-Jestem pewien, że się jeszcze spotkamy.
W sali tronowejJohn postanowił opuścić to gniazdo żmij. Stary kowal w Płaczącej Wieży miał rację – „Pakujesz się w sam środek największego bagna Siedmiu Królestw”. Gdy John wyszedł z pałacu spotkał Bronn’a. Nie starego, choć doświadczonego, żołnierza.
-Co się tak gapisz? –spytał John’a.
-Szukam jakiegoś zajęcia, wyglądasz mi na kogoś kto może mi pomóc
-Tak, mam zajęcie dla ciebie. Pieprz się. Jeżeli naprawdę szukasz pracy idź do Tyrion’a Lannistera. On zapewne znajdzie coś dla Ciebie. Powinien być teraz w burdelu.
John postanowił udać się tam. Gdy tylko wszedł do danego przybytku zaczepiła go Chataya – „Nagabywaczka, albo szefowa” pomyślał John.
-To dziwne, co robi kobieta z Letnich Wysp w takim miejscu jak to?
-Nie takie dziwne. Na Letnich Wyspach uprawianie miłości jest czymś, z czego należy się cieszyć, a nie wstydzić jak w Westeros. Przybyłam tu uczyć o tym mężczyzn…chcesz się przekonać?
-Może następnym razem. Szukam kogoś, Tyriona Lannistera. Podobno można go tu znaleźć.
-Karła? Kto co lubi…tak jest na górze.
John udał się na górę, gdzie faktycznie, na kanapie siedział karzeł – Tyrion Lannister.
-Witaj mój panie, Bronn przysłał mnie do ciebie. Podobno potrzebujesz ludzi takich jak ja.
-Ach, tak. Widziałem cię na turnieju, świetna walka, świetna. Potrzebuję ludzi takich jak ty. Widzisz, większość lordów ziem wokół Królewskiej Przystani przysięgło wierność nowemu królowi, ale ci bliżej morza…są niepewni. Ser Jeffory Drake nie pojawił się na dworze, a zamiast tego jeździ po okolicy szerząc plotki na temat pochodzenia krwi króla.
-Co chcesz abym zrobił?
-Lordowie muszą wiedzieć, że nie tolerujemy takich zachować. Wuj ser Jeffory’a zaalarmował nas o zachowaniu bratanka. Król skazał ser Jeffory’a na śmierć i oddał jego włości jego wujowi. Potrzebujemy kogoś kto dopełni wyroku, ale nie możemy ryzykować długiego, krwawego oblężenia. Wkradnij się do zamku ser Jeffory’a i zakończ jego plotki na zawsze.
-Dobrze zatem, zabiję ser Jefforey’a za zdradę króla Joffrey’a.